Rozdział 18. Just in time.
*MELODY POV*
"Gdzie ten Fredo"- myślałam. Już dawno powinien tu być, a jego wciąż nie było. Nie miałam pojęcia co się dzieje, ale wiedziałam że długo już tak nie pociągnę bo ten dziad praktycznie wywalił drzwi z zawiasów. Znowu zaczęłam się potwornie bać i trząść. Modliłam się żeby ten nie wyważył drzwi, a Alfredo wreszcie przyszedł i mi pomógł. Spojrzałam na drzwi. Prawie wypadły z zawiasów, więc przysunęłam pod nie półkę z książkami, a sama wsunęłam się w kąt i czekałam. Nie wiem skąd miałam tyle siły, ale to nie miało teraz znaczenia. Zamknęłam oczy i czekałam, aż się doczekałam że półka z książkami wylądowała za ziemi, a nia nią poleciały drzwi. Jednym okiem spojrzałam w tamtą stronę. Nikogo nie było. Odczekałam 5minut i wyszłam z pomieszczenia i rozejrzałam się dookoła czy ten typ gdzieś się nie ukrył. Upewniłam się że jestem sama i pobiegłam w stronę drzwi, w które wszedł Fredo. Zaczęłam szarpać za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Usłyszałam za sobą kroki więc schowałam się tym razem tam gdzie wcześniej Flores. Zobaczyłam sylwetkę, nie tego faceta który mnie gonił, a kogoś innego. Przymrużyłam oczy i wiedziałam kogo przed sobą mam. To Jack. Otworzył drzwi i wszedł do środka, nie zamykając ich za sobą. Wychyliłam głowę i spojrzałam w lewo i prawo. Nikogo nie było więc wyszłam z ukrycia i weszłam do pomieszczenia za Jackiem. Rozejrzałam się po pokoju, ale nikogo nie było. Chciałam się wycofać i wyjść z pokoju, dlatego tyłem szłam w stronę wyjścia. Nagle poczułam że ktoś za mną stoi. Odwróciłam głowę i przed zobaczyłam Jacka.
- Z kąt wiedziałeś że tu jestem?- spytałam.
- Emm… powiedzmy że czułem to. Hahaha…
- Jesteś głupi! – powiedziałam.
- A ty naiwna! – odparł.
- Gdzie jest Fredo i Justin? – zapytałam
- Nie wiem.
- Nie rób sobie jaj, bo pytam grzecznie więc powinieneś mi grzecznie odpowiedzieć gdzie są. -odparłam
- Ale przecież grzecznie odpowiedziałem że Nie Wiem. – powtórzył
- Ehh… nie będę już nic mówiła bo i tak masz to gdzieś!
- Mylisz się skarbie. Ja tylko z tobą gram, jeżeli jesteś bystra to ich znajdziesz.
- Odwal się! Nie mam zamiaru z tobą w nic grać, więc albo teraz powiesz mi gdzie oni są albo…- złość we mnie kipiała i miałam ochotę go spoliczkować.
- Albo co?- spytał z głupawym uśmieszkiem na twarzy.
Nie odezwałam się już bo wiedziałam że nie mogę mu nic zrobić,
a poza tym nie mam z nim szans. Opuściłam głowę i usiadłam na sofie. Łzy
zaczęły spływać mi po policzkach, a ja nie wiedziałam co robić. Jack usiadł
koło mnie. Odsunęłam się od niego. On się zbliżył i wszystko dalej potoczyło
się tak jak w moim śnie. Nagle usłyszałam głos Alfredo.
- Zostaw ją!- krzyknął
- Bo co mi zrobisz? – spytał drwiąco Jack.
- Puść ją, to nic!
- Nie mam zamiaru.- powiedział Jack.
W tym momencie Fredo ruszył w naszą stronę. Złapał Jacka za
kaftan i zagroził, po czym powiedział że Justin czeka na mnie w samochodzie.
- A co z tobą?- spytałam
- Idź, biegnij, uciekaj zanim tamten dziad cię zobaczy. Ja
sobie poradzę.
- Wybiegłam z pokoju, ale tam przy drzwiach wyjściowych stał
ten obleśny koleś, więc wróciłam i spojrzałam błagająco na Fredo. Wskazał mi
palcem na okno. Wspięłam się na kartony i zaczęłam się przeciskać. Chwilę
później byłam już na zewnątrz i spojrzałam przez okno do środka. Jacka nie
widziałam natomiast Alfredo coś mi pokazywał. Za chwilę zorientowałam się że
chodzi o to żebym uciekała. Podniosłam się i chciałam biec w stronę auta, ale
uderzyłam w coś, a raczej kogoś wielkiego. Podniosłam głowę i zobaczyłam tego
faceta, który pracował dla Jacka. Próbowałam go wyminąć, ale nie udało mi się.
W końcu mnie złapał, przełożył przez ramię i chciał zanieść powrotem do tego
domu. Zaczęłam krzyczeć i bić go pięściami po plecach, ale to nic nie dawało.
Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam Justina. Byłam szczęśliwa że go widzę i że
nic mu nie jest. Miałam ochotę zacząć krzyczeć jego imię, ale on pokazał mi że
mam być cicho. Widziałam jak się zbliża. Kiedy był obok, kopnął mężczyznę,
który puścił mnie i upadł na ziemię. Ja szybko się pozbierałam i złapałam
Justina za rękę. Pociągnął mnie za sobą w stronę samochodu. Oboje wsiedliśmy do
środka i odjechaliśmy.
- Justin! Jak dobrze że nic ci nie jest. Myślałam że umrę z
tęsknoty.
- Już dobrze kochanie, jestem przy tobie.- powiedział Jus.
- A co z Fredo? –spytałam?
- On da sobie radę. Nie martw się.
- Mam nadzieję.- odpowiedziałam
Trzydzieści minut później byliśmy w domu. Justin zaparkował
samochód Fredo przed bramą, po czym wszedł za mną do środka. Włączyłam wodę na
herbatę, po czym usiadłam koło Jusa na sofie. Położyłam głowę na jego torsie i
spojrzałam mu w oczy.
- Kiedy zniknąłeś bałam się, nie mogłam spać. Bałam się bo
myślałam że coś ci się stało i już cię nigdy więcej nie zobaczę.- zaczęłam
- Melody, już spokojnie jestem tu, widzisz mnie. – odparł
Juju.
- Wiem, ale nadal się boję. On nie da mi spokoju, jestem
tego pewna, tym razem zrobi coś innego, gorszego. Czuję to.
- Nie myśl o tym na razie. Będzie dobrze obiecuję, nie
pozwolę cię skrzywdzić.
- Wiem Justin.- powiedziałam i objęłam go ręką.
- Co to jest?- spytał podnosząc moją dłoń.
- Nic takiego. – speszona szybko zabrałam rękę.
- Przecież widzę i nie ściemniał mi tu!- powiedział
- Dobrze, powiem ci. To było chwilę po tym jak zniknąłeś.
Przybiegłam do domu. Byłam załamana, więc położyłam się na kanapie i zasnęłam.
Powtórzył się mój sen, ale tym razem już ciebie przy mnie nie było. Dlatego przebudziłam się a przed oczami
miałam twarz Jacka. Miałam wrażenie że mnie obserwuje, śledzi każdy ruch. Już
tego nie znosiłam więc wzięłam żyletkę i się pocięłam. Przepraszam. Nie
chciałam cię krzywdzić.- powiedziałam.
- Spokojnie, nie masz za co przepraszać, ale obiecaj że
nigdy więcej już tego nie zrobisz. Obiecaj! – odparł stanowczo, ale z troską w
głosie.
- Obiecuję Justin, obiecuję ci. – odpowiedziałam.
Justin objął mnie ramieniem i mocno przytulił, i nie
wydawało mi się, że nie ma zamiaru mnie puścić. Siedzieliśmy tak dobre 5 minut,
po czym pocałowałam go, tak jak lubi, długo i namiętnie. Na chwilę oderwałam
się od niego i spytałam:
- A ty nie grasz czasem jutro koncertu w Nowym Yorku ?
- O cholera! Faktycznie. Dzięki Mel, gdyby nie ty to bym
zawiódł swoje Beliebers.
- No właśnie, a zawodząc je, zawiódłbyś również mnie, bo
pamiętaj że ja w dalszym ciągu jestem Belieber.
- Pamiętam kochanie. – powiedział
- To idź się pakować, a ja zadzwonię do Scootera żeby
przysłał po ciebie odrzutowiec. – powiedziałam
- Po mnie? Chyba po nas! Lecisz ze mną Melody.
- Że co? Żartujesz sobie ze mnie prawda? – spytałam z
niedowierzeniem.
- Nie, nie żartuję, a teraz to ty idź się pakować, a ja
zadzwonię do Scootera.
- Dobrze. – odparłam.
Pięć minut później Justin przyszedł do naszego pokoju i
usiadł na łóżku, a ja zrobiłam to samo.
- Dlaczego chcesz żebym leciała z tobą? – spytałam.
- Bo bez ciebie to nie to samo co z tobą, a poza tym
przynosisz mi szczęście i mam dla ciebie niespodziankę. – odpowiedział Jus.
- O! A jaką? –zapytałam.
- Niespodzianka, zapomniałaś?
- Hahah tak. – zaśmiałam się.
- Chodźmy już, bo samolot pewnie już czeka. – pośpieszał
mnie Jus.
Wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Po 10
minutach byliśmy za lotnisku i ruszyliśmy w stronę odrzutowca Justina. Nim się
odwróciliśmy otoczyły nas tłumy fanek. Justin podpisał kilka autografów zrobił
sobie kilka zdjęć, po czym pociągnął mnie za rękę i wsiedliśmy do samolotu. Nie
miałam pojęcia z kąd one wiedziały że o tej godzinie będziemy na lotnisku. Nie
chciałam już o tym myśleć, byłam zmęczona dlatego zaraz po zajęciu miejsc
oparłam głowę o ramię Justina i zasnęłam, ale przed tym poczułam jak mój
chłopak lekko musnął moje usta.
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________
MOŻE TEN ROZDZIAŁ NIE JEST NAJDŁUŻSZY, ALE CHCIAŁAM ŻEBY ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY JAK NAJSZYBCIEJ, A MIMO TO BARDZO SIĘ STARAŁAM I MAM NADZIEJĘ ŻE WAM SIĘ ON SPODOBA. NASTĘPNY PRZEWIDUJĘ OPUBLIKOWAĆ W NIEDZIELĘ LUB W TYGODNIU. JEŻELI CHCECIE BYĆ NA BIEŻĄCO INFORMOWANI O NOWYCH ROZDZIAŁAM ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA (@Beliebers0309)
KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA, ZGŁASZANE BĘDZIE ADMINISTRATOROM. POZDRAWIAM KAROLA ♥.