wtorek, 22 października 2013


Rozdział 18.  Just in time.



  *MELODY POV*
"Gdzie ten Fredo"- myślałam. Już dawno powinien tu być, a jego wciąż nie było. Nie miałam pojęcia co się dzieje, ale wiedziałam że długo już tak nie pociągnę bo ten dziad praktycznie wywalił drzwi z zawiasów. Znowu zaczęłam się potwornie bać i trząść. Modliłam się żeby ten nie wyważył drzwi, a Alfredo wreszcie przyszedł i mi pomógł. Spojrzałam na drzwi. Prawie wypadły z zawiasów, więc przysunęłam pod nie półkę z książkami, a sama wsunęłam się w kąt i czekałam. Nie wiem skąd miałam tyle siły, ale to nie miało teraz znaczenia. Zamknęłam oczy i czekałam, aż się doczekałam że półka z książkami wylądowała za ziemi, a nia nią poleciały drzwi. Jednym okiem spojrzałam w tamtą stronę. Nikogo nie było. Odczekałam 5minut i wyszłam z pomieszczenia i rozejrzałam się dookoła czy ten typ gdzieś się nie ukrył. Upewniłam się że jestem sama i pobiegłam w stronę drzwi, w które wszedł Fredo. Zaczęłam szarpać za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Usłyszałam za sobą kroki więc schowałam się tym razem tam gdzie wcześniej Flores. Zobaczyłam sylwetkę, nie tego faceta który mnie gonił, a kogoś innego. Przymrużyłam oczy i wiedziałam kogo przed sobą mam. To Jack. Otworzył drzwi i wszedł do środka, nie zamykając ich za sobą. Wychyliłam głowę i spojrzałam w lewo i prawo. Nikogo nie było więc wyszłam z ukrycia i weszłam do pomieszczenia za Jackiem. Rozejrzałam się po pokoju, ale nikogo nie było. Chciałam się wycofać i wyjść z pokoju, dlatego tyłem szłam w stronę wyjścia. Nagle poczułam że ktoś za mną stoi. Odwróciłam głowę i przed zobaczyłam Jacka.
- Z kąt wiedziałeś że tu jestem?- spytałam.
- Emm… powiedzmy że czułem to. Hahaha…
- Jesteś głupi! – powiedziałam.
- A ty naiwna! – odparł.
- Gdzie jest Fredo i Justin? – zapytałam
- Nie wiem.
- Nie rób sobie jaj, bo pytam grzecznie więc powinieneś mi grzecznie odpowiedzieć gdzie są. -odparłam
- Ale przecież grzecznie odpowiedziałem że Nie Wiem. – powtórzył
- Ehh… nie będę już nic mówiła bo i tak masz to gdzieś!
- Mylisz się skarbie. Ja tylko z tobą gram, jeżeli jesteś bystra to ich znajdziesz.
- Odwal się! Nie mam zamiaru z tobą w nic grać, więc albo teraz powiesz mi gdzie oni są albo…- złość we mnie kipiała i miałam ochotę go spoliczkować.
- Albo co?- spytał z głupawym uśmieszkiem na twarzy.
Nie odezwałam się już bo wiedziałam że nie mogę mu nic zrobić, a poza tym nie mam z nim szans. Opuściłam głowę i usiadłam na sofie. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, a ja nie wiedziałam co robić. Jack usiadł koło mnie. Odsunęłam się od niego. On się zbliżył i wszystko dalej potoczyło się tak jak w moim śnie. Nagle usłyszałam głos Alfredo.
- Zostaw ją!- krzyknął
- Bo co mi zrobisz? – spytał drwiąco Jack.
- Puść ją, to nic!
- Nie mam zamiaru.- powiedział Jack.
W tym momencie Fredo ruszył w naszą stronę. Złapał Jacka za kaftan i zagroził, po czym powiedział że Justin czeka na mnie w samochodzie.
- A co z tobą?- spytałam
- Idź, biegnij, uciekaj zanim tamten dziad cię zobaczy. Ja sobie poradzę.
- Wybiegłam z pokoju, ale tam przy drzwiach wyjściowych stał ten obleśny koleś, więc wróciłam i spojrzałam błagająco na Fredo. Wskazał mi palcem na okno. Wspięłam się na kartony i zaczęłam się przeciskać. Chwilę później byłam już na zewnątrz i spojrzałam przez okno do środka. Jacka nie widziałam natomiast Alfredo coś mi pokazywał. Za chwilę zorientowałam się że chodzi o to żebym uciekała. Podniosłam się i chciałam biec w stronę auta, ale uderzyłam w coś, a raczej kogoś wielkiego. Podniosłam głowę i zobaczyłam tego faceta, który pracował dla Jacka. Próbowałam go wyminąć, ale nie udało mi się. W końcu mnie złapał, przełożył przez ramię i chciał zanieść powrotem do tego domu. Zaczęłam krzyczeć i bić go pięściami po plecach, ale to nic nie dawało. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam Justina. Byłam szczęśliwa że go widzę i że nic mu nie jest. Miałam ochotę zacząć krzyczeć jego imię, ale on pokazał mi że mam być cicho. Widziałam jak się zbliża. Kiedy był obok, kopnął mężczyznę, który puścił mnie i upadł na ziemię. Ja szybko się pozbierałam i złapałam Justina za rękę. Pociągnął mnie za sobą w stronę samochodu. Oboje wsiedliśmy do środka i odjechaliśmy.
- Justin! Jak dobrze że nic ci nie jest. Myślałam że umrę z tęsknoty.
- Już dobrze kochanie, jestem przy tobie.- powiedział Jus.
- A co z Fredo? –spytałam?
- On da sobie radę. Nie martw się.
- Mam nadzieję.- odpowiedziałam
Trzydzieści minut później byliśmy w domu. Justin zaparkował samochód Fredo przed bramą, po czym wszedł za mną do środka. Włączyłam wodę na herbatę, po czym usiadłam koło Jusa na sofie. Położyłam głowę na jego torsie i spojrzałam mu w oczy.
- Kiedy zniknąłeś bałam się, nie mogłam spać. Bałam się bo myślałam że coś ci się stało i już cię nigdy więcej nie zobaczę.- zaczęłam
- Melody, już spokojnie jestem tu, widzisz mnie. – odparł Juju.
- Wiem, ale nadal się boję. On nie da mi spokoju, jestem tego pewna, tym razem zrobi coś innego, gorszego. Czuję to.
- Nie myśl o tym na razie. Będzie dobrze obiecuję, nie pozwolę cię skrzywdzić.
- Wiem Justin.- powiedziałam i objęłam go ręką.
- Co to jest?- spytał podnosząc moją dłoń.
- Nic takiego. – speszona szybko zabrałam rękę.
- Przecież widzę i nie ściemniał mi tu!- powiedział
- Dobrze, powiem ci. To było chwilę po tym jak zniknąłeś. Przybiegłam do domu. Byłam załamana, więc położyłam się na kanapie i zasnęłam. Powtórzył się mój sen, ale tym razem już ciebie przy mnie nie było.  Dlatego przebudziłam się a przed oczami miałam twarz Jacka. Miałam wrażenie że mnie obserwuje, śledzi każdy ruch. Już tego nie znosiłam więc wzięłam żyletkę i się pocięłam. Przepraszam. Nie chciałam cię krzywdzić.- powiedziałam.
- Spokojnie, nie masz za co przepraszać, ale obiecaj że nigdy więcej już tego nie zrobisz. Obiecaj! – odparł stanowczo, ale z troską w głosie.
- Obiecuję Justin, obiecuję ci. – odpowiedziałam.
Justin objął mnie ramieniem i mocno przytulił, i nie wydawało mi się, że nie ma zamiaru mnie puścić. Siedzieliśmy tak dobre 5 minut, po czym pocałowałam go, tak jak lubi, długo i namiętnie. Na chwilę oderwałam się od niego i spytałam:
- A ty nie grasz czasem jutro koncertu w Nowym Yorku ?
- O cholera! Faktycznie. Dzięki Mel, gdyby nie ty to bym zawiódł swoje Beliebers.
- No właśnie, a zawodząc je, zawiódłbyś również mnie, bo pamiętaj że ja w dalszym ciągu jestem Belieber.
- Pamiętam kochanie. – powiedział
- To idź się pakować, a ja zadzwonię do Scootera żeby przysłał po ciebie odrzutowiec. – powiedziałam
- Po mnie? Chyba po nas! Lecisz ze mną Melody.
- Że co? Żartujesz sobie ze mnie prawda? – spytałam z niedowierzeniem.
- Nie, nie żartuję, a teraz to ty idź się pakować, a ja zadzwonię do Scootera.
- Dobrze. – odparłam.
Pięć minut później Justin przyszedł do naszego pokoju i usiadł na łóżku, a ja zrobiłam to samo.
- Dlaczego chcesz żebym leciała z tobą? – spytałam.
- Bo bez ciebie to nie to samo co z tobą, a poza tym przynosisz mi szczęście i mam dla ciebie niespodziankę. – odpowiedział Jus.
- O! A jaką? –zapytałam.
- Niespodzianka, zapomniałaś?
- Hahah tak. – zaśmiałam się.
- Chodźmy już, bo samolot pewnie już czeka. – pośpieszał mnie Jus.
Wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Po 10 minutach byliśmy za lotnisku i ruszyliśmy w stronę odrzutowca Justina. Nim się odwróciliśmy otoczyły nas tłumy fanek. Justin podpisał kilka autografów zrobił sobie kilka zdjęć, po czym pociągnął mnie za rękę i wsiedliśmy do samolotu. Nie miałam pojęcia z kąd one wiedziały że o tej godzinie będziemy na lotnisku. Nie chciałam już o tym myśleć, byłam zmęczona dlatego zaraz po zajęciu miejsc oparłam głowę o ramię Justina i zasnęłam, ale przed tym poczułam jak mój chłopak lekko musnął moje usta.

___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________
 MOŻE TEN ROZDZIAŁ NIE JEST NAJDŁUŻSZY, ALE CHCIAŁAM ŻEBY ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY JAK NAJSZYBCIEJ, A MIMO TO BARDZO SIĘ STARAŁAM I MAM NADZIEJĘ ŻE WAM SIĘ ON SPODOBA. NASTĘPNY PRZEWIDUJĘ OPUBLIKOWAĆ W NIEDZIELĘ LUB W TYGODNIU. JEŻELI CHCECIE BYĆ NA BIEŻĄCO INFORMOWANI O NOWYCH ROZDZIAŁAM ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA (@Beliebers0309)
KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA, ZGŁASZANE BĘDZIE ADMINISTRATOROM. POZDRAWIAM KAROLA ♥.

wtorek, 8 października 2013

Rozdział 17. What does he want?




Mimo powrotu wspomnień z tamtego zdarzenia, szłam dalej. Przyrzekłam sobie, że mimo wszystko postaram się odnaleźć swojego chłopaka… „swojego chłopaka” – jak to fajnie brzmi  -pomyślałam. Alfredo trzymał mnie mocno za rękę, bo widział co się ze mną dzieje. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna, gdyby nie on najprawdopodobniej już dawno bym z tamtąd zwiała albo wybuchła płaczem jak pięciolatka, której zabrano ulubioną zabawkę. Wbrew pierwszemu wrażeniu Fredo był nie do zastąpienia, najlepszy przyjaciel, jakiego można było sobie wymarzyć, nie zdziwiłam się że jest najlepszym kumplem Jusa.
- Na pewno idziemy w dobrą stronę? Hallo, Melody słuchasz mnie?- spytał Fredo.
-Tak, już przepraszam, ale się zamyśliłam.- odparłam.
- To jak, dobrze idziemy?- powtórzył pytanie
- Tak, spójrz  przed siebie. Jesteśmy prawie na miejscu.- powiedziałam
Po chwili byliśmy pod drzwiami, tego domu. Nie mam pojęcia czemu Fredo pytał czy daleko, skoro miał go przed oczami. Staliśmy w bezruchu, w końcu Alfredo spytał:
- Idziesz ze mną, czy chcesz zostać tutaj?
- Idę, no co ty.- odpowiedziałam
W tym momęcie chłopak pociągnął za klamkę. Drzwi się otworzyły. W pomieszczeniu było ciemno, mimo wielu okien. Weszłam do środka pierwsza ciągnąc za sobą Fredo. Drzwi się zamknęły z głośnym trzaskiem. Wystraszyłam się i mocniej ścisnęłam rękę towarzysza, po czym usłyszałam cichy jęk.
- Przepraszam Alfredo, ale wystraszyłam się!- powiedziałam
- Ale to nie ja!- odpowiedział chłopak
- Nie ty? To kto?- spytałam
Kolejny cichy jęk.
- Z kąd dobiegają te dźwięki?- zapytałam
- Nie mam pojęcia!- odpowiedział Flores.
Zaczęliśmy rozglądać dookoła. Nigdzie ani żywego ducha. Kiedy spojrzałam przed siebie zobaczyłam blade światło ulatniające się z pokoju na końcu korytarza. Pociągnęłam za sobą Fredo i ruszyliśmy w stronę drzwi. Przeszliśmy kilka kroków i stanęliśmy przed drzwiami.  Zobaczyłam wolną dziurkę od klucza, więc zajrzałam przez nią. W środku nic nie zauważyłam, kiedy jednak spojrzałam w stronę prawą zobaczyłam czyjś cień. Był on dość duży i gruby. Wiedziałam że to nie Jack, bo przecież on taki nie jest chyba że niedawno przypakował, ale to mało prawdopodobne. Cień zaczął  się zbliżać do drzwi. Odskoczyłam i pokazałam chłopakowi żeby spojrzał do środka.
- Musimy się schować Mell!- rozkazał Fredo.
- Ale gdzie?- spytałam zrezygnowana
- Gdzie kol wiek, bo to coś zaraz z tam tąd wyjdzie.- powiedział.
Kiwnęłam głową i zaczęłam szukać miejsca do kryjówki. Zobaczyłam średnią dziurę w ścianie. Próbowałam się tak wpakować, ale nic z tego, więc próbowałam jakoś się w kulkę zwinąć. Udało się, ale ledwo. Zobaczyłam że drzwi się otwierają, a zza nich wyłania się tęga postać. Kiedy zamknął drzwi i ruszył przed siebie, jak na złość coś musiało się nie udać i to z mojej strony. Spadło jakieś pudło, a ja uderzyłam głową w ścianę, jeżeli mogę to tak nazwać i niestety jęknęłam z bólu bo przywaliłam dość mocno. Spojrzałam przed siebie postać się zbliżała. Zamknęłam oczy. Nie chciałam widzieć jego twarzy, ani tego co się teraz wydarzy. Po upływie 2min. Poczułam na przedramieniu czyjąś rękę. Przymrużyłam oczy, żeby zobaczyć chociaż cząstkę jego twarzy, ale szybko z powrotem je zamknęłam bo byłam przerażona.
- Tu się ukrywa nasz kwiatuszek. Jack mówił że jesteś bardzo ładna, ale nie myślałem że aż tak. Pewnie przyszłaś odnaleźć swojego kochasia, co? To ja ci powiem, on jest za tymi drzwiami, ale ty się tam nie dostaniesz bo ja pilnuję wejścia.- powiedział.
Przez chwilę było cicho, ale jak to mówi Angela Cisza, przed burzą. I to się sprawdziło, bo po chwili ten facet, zaczął mnie wyciągać z tej dziury. Bałam się jak cholera, bo nie miałam pojęcia co zamierza. – A jeżeli w tym momęcie ma się stać jawą mu sen, ale nie z Jackiem i nie w domu?- pomyślałam.
Powoli otworzyłam oczy i i podniosłam głowę. Patrzył się na mnie. Chciałam uniknąć jego wzroku, więc szybko opuściłam głowę i patrzyłam co robi. Podszedł bliżej mnie i przerzucił sobie przez ramię. Wiedziałam że to już koniec, więc zaczęłam krzyczeć.
- Nie krzycz, bo będzie gorzej!- powiedział mężczyzna.
- Puść mnie, albo pożałujesz!- krzyknęłam
- Hahaha… co taka kruszynka może mi zrobić, co?- odparł.
- Oj, byś się zdziwił!- powiedziałam i kopnęłam go kolanem.
Nie zareagował, więc zaczęłam znów krzyczeć. Kątem oka zobaczyłam Fredo w swoim ukryciu. Pokazywał palcem żebym nie krzyczała, zrobiłam tak jak kazał. Pokazał mi rękoma swój plan. Zgodziłam się, mimo że się bałam tego kolesia. Z całej siły kopnęłam go w krocze, ten wypuścił mnie z rąk i zaczął zwijać się z bólu, a ja zaczęłam uciekać w stronę wyjścia. Niestety drzwi były zamknięte, a mężczyzna już stawał na nogi, więc pobiegłam do jakiegoś pomieszczenia i tam się zamknęłam. Obcy dobijał się do drzwi, ale uznałam że za chwilę dam mu się złapać, bo wiedziałam że Fredo zaraz po mnie wróci.
*ALFREDO POV*
Kazałem Melody się uspokoić i dać się złapać bo miałem niezły plan. Otworzyłem drzwi do pomieszczenia, z którego wyszedł facet. Wbiegłem do środka. Zobaczyłem że zza kanapy wystaje czyjaś ręka. Podbiegłem tam i zobaczyłem Justina. Leżał w bez ruchu.
- Justin! Justin, stary obudź się, to ja Alfredo!... Cholera jasna Justin słyszysz mnie?
Cisza. Przez ok.5 minut nic się nie działo. Po chwili Justin zaczął się przebudzać. Otworzył oczy i pierwsze o co zapytał to: „Gdzie jest Melody?”.
- Jakiś facet z tąd wyszedł i ją znalazł i gdzieś zabrał, ale kazałem jej gdzieś się schować jak ją puści i potem dać się złapać, bo my po nią wrócimy.
- Co? Fredo, coś ty zrobił przecież on jest tak niebezpieczny że zrobi jej wielką krzywdę, a jeżeli nie uda nam się jej znaleźć w porę. Stanie się coś okropnego!- krzyknął Justin.
- Spokojnie drzwi są otwarte, zaraz z tąd wyjdziemy i ją znajdziemy obiecuję.- powiedziałem
Wstałem i podeszłem do drzwi. Były zamknięte.
- Cholera!- krzyknąłem
- Co się dzieje?- spytał zaniepokojony Justin
- Drzwi są zamknięte!- powiedziałem
- Co!!? Fredo cholera jasna coś ty zrobił. Ona nie ma z nim szans!
- Wiem przepraszam, ale nie pomyślałem o tym że drzwi mogą się zamknąć.
- I co teraz?- spytał Jus.
- Nie mam pojęcia, ale trzeba coś wykombinować.- odparłem
- Przydało by się.
Byliśmy w niezłym gównie. Melody jest sama i goni ją jakiś facet, ona tak długo nie pociągnie, a my jesteśmy uwięzieni w pokoju. Trzeba by wyważyć drzwi i to jak najszybciej.