sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 10. What's this?



Gdy wyszliśmy z restauracji i wsiedliśmy do samochodu poczułam kolejną wibrację. To już był drugi sms. Z niechęcią otworzyłam wiadomości. 

Od: Nieznany
Awwww jesteście parą! Jakie to urocze.

Od: Nieznany
Uważaj na to kto za tobą jedzie.

Gdy się odwróciłam zobaczyłam czarnego Vana jadącego za nami.  
-Justin? -powiedziałam przerażona.
-Tak Mell? 
-On... On za nami jedzie.
-CO?! -wykrzyknął.
-No tak! Napisał mi sms'a cytuję "Uważaj na to kto za tobą jedzie". No więc się odwróciłam i zobaczyłam, że ten samochód nas nie odstępuje! Zrób coś!
-Ten człowiek naprawdę się nudzi.
-Jak widać.
Gdy stanęliśmy na skrzyżowaniu odwróciłam się i zobaczyłam jego durny uśmieszek. To było okropne. Gdy mieliśmy zielone światło Justin przygazował i skręcił dwa razy w lewo w jakiś uliczkach.
-Zgubiliśmy go? -zapytał. Kipiała z niego wściekłość.
-Żartujesz sobie? On ciągle za nami jedzie.
Próbowaliśmy go tak zgubić dobre pół godziny ale on nie dawał za wygraną. Pojechaliśmy więc do domu. Samochód stał pod bramą ale już się tym nie przejmowałam. Poszłam z Justinem do salonu i zaczęliśmy oglądać bajkę "Horton słyszy ktosia.". Śmialiśmy się i przeżywaliśmy wszystko co działo się z bohaterami, jak dzieci. Ale szczerze? Potrzebowałam czegoś takiego. Gdy obejrzeliśmy już bajkę poszliśmy na górę. Po przebraniu się i umyciu położyliśmy się spać. Nie mogliśmy zasnąć bo była dopiero godzina 22.15 więc zaczęliśmy rozmawiać o różnych pierdołach. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Dzwonił nieznany numer. Podałam telefon Justinowi, który bez wahania go odebrał.
-Tak? -powiedział. Odczekał chwilę na odpowiedź. -Mógłbyś już sobie dać z tym wszystkim siana, co? -znów poczekał. -Och tak? -i znowu.. -Weź gościu się ogarnij i zostaw ją w spokoju. Jasne? -podejrzewam, że powiedział "Nie" bo mięsnie Justina od razu się napięły. -No to mamy problem kolego. -i się rozłączył.
-Co mówił?
-Nie ważne.
-No powiedz.
-Boże Justin! Powiedz mi co mówił! -spojrzał na mnie -Albo powiesz, albo śpisz dziś na kanapię.
-Umm.... To mój dom, kochanie.
-Zamknij się. -powiedziałam. Byłam naprawdę zirytowana tym, że nie mówi mi co Jack mówił. W końcu to do mnie dzwonił a nie do niego.
-Melody... 
-Albo powiesz albo żegnam!
-Ale to nie jest teraz ważne...
-Przypomnę ci coś. Ten gość dzwonił DO MNIE nie DO CIEBIE. Więc powiedz mi łaskawie co gadał! -frustracja ze mnie wychodziła ze mnie z każdej strony. Nie mogłam już wytrzymać.
-Jeju... Powiedział, ze cię nie zostawi, że będziesz jego i że się z nim policzę. 
Nic takiego...
-Nic takiego?! Naprawdę mówisz, ze to nic takiego?! On mówi, że się z tobą rozliczy! To jest... Boże Justin czemu nie bierzesz tego na poważnie? -zaczęła boleć mnie głowa.
-Bo wiem, że mi nic nie zrobi. -dostałam sms'a.

Od: Nieznany
Pomyłka

-Może sobie pisać co chce. Mnie to nie rusza. -powiedział Bieber po czym znowu dostałam sms'a. 

Od: Nieznany
Kłamie!

-Justin... To wszystko już mnie przerasta. Naprawdę już nie wiem co mam o tym myśleć.
-To nie myśl o tym.
-Pff... Łatwo powiedzieć. -Po tych słowach Justin wziął mnie w ramiona i mocno przytulił. Poczułam sie naprawdę bezpieczna i... szczęśliwa.



_____________________________________________________________ ROZDZIAŁ NAPISANY PRZEZ BLOGERKĘ ALEXANDRĘ (@Belieber__AS) MAM NADZIEJĘ, ŻE SPODOBAŁO WAM SIĘ TO CO NAPISAŁAM! ZAPRASZAM NA MOJEGO BLOGA MAM JUŻ WIELE CZYTELNIKÓW, KTÓRZY SĄ ZADOWOLENI MAM NADZIEJĘ, ZE WY TEŻ BĘDZIECIE. http://mypurpleworldjb.blogspot.com/
Rozdział 9.  Yes.



Obudziłam się. Justin już nie spał tylko leżał obok mnie i przyglądał mi się.
- Co się stało? - -spytałam
- A co miało się stać?
- No nie wiem, bo tak się mi przyglądasz!
- Aa... muszę się przyjrzeć bliżej tej jedynej.
- Słucham?
- Hahah...spokojnie nie denerwuj się tak. Lepiej wstawaj i się szykuj bo o 17.00 mam dla ciebie niespodziankę.
- Mmm... a to jaką? - spytałam i przyciągnęłam do siebie Justina.
- Zobaczysz.
- Nie mogę się doczekać haha.
- Też bym nie mógł.
Justin wstał i poszedł się ubrać.
- Nie wchodź przez ok. 5 minut do pokoju. Muszę się ogarnąć - ostrzegłam Justina
- Mogłaś nie mówić, teraz nabrałem ochoty żeby wejść do pokoju już teraz.
- Nie podglądaj głupku! - odparłam
- Ehh...postaram się.
Zamknęłam drzwi od pokoju i zaczęłam się ubierać. Włożyłam miętowe rurki czarne Supry i właśnie miałam zakładać czarny top, kiedy w drzwiach zobaczyłam Justina.
- Świnia! Miałeś nie podglądać! - krzyknęłam
- Prze około 5 minut miałem nie wchodzić do pokoju, a minęło już 8 minut.
- Powiedziałam to w przybliżeniu głupku.
- A ja nie zrozumiałem - odpowiedział.
Założyłam szybko bluzkę i poszłam do łazienki. Umyłam zęby i uczesałam włosy. Zeszłam na dół .
- Śniadanie podano do stołu - oznajmił Justin
- Mmmm... jajka na bekonie?
- Owszem...
- Ale zauważyłeś że jest już 12.00?
- No nie moja wina że tak późno wstaliśmy.
- Pfff... odezwał się, poranny ptaszek.
- Ahahah no a co nie?
- Nie!
- Nie chcesz to nie jedz.
- Słucham? Jestem głodna jak wilk.
- To możesz zjeść mnie - powiedział Juju
- Hahahah ale śmieszne. - odpowiedziałam
Zjedliśmy, ja poszłam na górę, a Justin wyszedł na taras.
Spojrzałam na telefon. 5 nieodebranych wiadomości.

Od: Nieznany
Jak wy słodko razem wyglądacie.

Od: Nieznany
Kochanie, nie udawaj że śpisz.

Od: Niznany
Widzę cię przez cały czas. Czyli calutkie 24h na dobę.

Od: Nieznany
Pobudka skarbie!  

Od: Nieznany
Jak ładnie wyglądasz dzisiaj...

- Jezu. Czy mogę mieć chociaż jeden dzień spokoju? - spytałam się i padłam na łóżko.
Leżałam tak przez około 10 minut. Zamknęłam oczy. Chciałam się przewrócić na drugi bok, ale zamiast tego spadłam z łóżka. Chyba narobiłam bardzo dużego hałasu, bo nawet minuta nie minęła a Justin już buł przy mnie.
- Co się stało? Co ty robisz na ziemi?
- Hahha spadłam z łóżka.
- Głupia jesteś!
- Dziękuję, Justin że wreszcie powiedziałeś co o mnie myślisz. - Podniosłam się i chciałam wyjść z pokoju.
- Gdzie idziesz?
- Do salonu? Chcę obejrzeć film.
- Napewno?
- Tak!
Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor.Nie mam pojęcia ile tak siedziałam, ale kiedy spojrzałam na zegarek dochodziła 17.00. Nagle zobaczyłam Justina.
- Ubieraj się, zabieram cię do restauracji. - powiedział
- Dobra - odpowiedziałam
Poszłam na górę. Założyłam fioletową sukienkę bez ramiączek przed kolana i moje ukochane fioletowe szpilki.
Zeszłam na dół. Justin na mój widok zagwizdał i powiedział:
- Ale żeś się odpicowała. Lubię To.
- Hahah...dziękuję - odpowiedziałam
- Przypomniał mi się wczorajszy momęt kiedy poczułam Jerrego.Hahaha napewno Jerry już czuwa - pomyślałam!
Wyszliśmy z domu. Po ok.10 minutach byliśmy w restauracji. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy jedzenie.
Chwilę rozmawialiśmy.
- To jaką masz dla mnie niespodziankę?
- Zobaczysz jak zjesz.
- Ojej...aż się boję.
- Nic strasznego. Spokojnie.
- Mam nadzieję - odpowiedziałam
Kiedy zjedliśmy kelner zabrał nasze talerze. Justin złapał mnie za ręce.
- Melody, czy zgodzisz się zostać moją dziewczyną? - spytał Justin
- Ja? Naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak! Naprawdę. Zakochałem się w tobie już pierwszego dnia kiedy cię poznałem.
- Tak, Justin. Będę twoją dziewczyną.
- Dziękuję - powiedział, wstał złapał mnie w pasie podniósł i namiętnie pocałował.
- Kocham Cię! - powiedziałam
- Ja ciebie też kochanie - odpowiedział
Przyszedł kolejny sms, ale nie chciałam psuć sobie chumoru więc odpuściłam sobie.

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 8. I LOVE YOU



Po około. 20 minutach byliśmy pod domem Justina. Alfredo wysiadł i powiedział:
- Nie wysiadaj z samochodu. Ja pójdę po Biebera.
- Okej. Tylko się pośpiesz!!! - odpowiedziałam
Fredo znikną z zasięgu mojego wzroku. Byłam strasznie podekscytowana, nawet nie wiem czemu skoro przez ostatnie 24h przeżyłam piekło jakiego jeszcze w życiu nie miałam. Nareszcie. Fredo wyszedł z Justinem. Bieber był strasznie przygnębiony.
- Jemu naprawdę na mnie zależy. - pomyślałam
Wysiadłam po cichu z samochodu i stanęłam naprzeciwko Justina. był do mnie odwrócony plecami. Fredo kazał zamknąć mu oczy. Wtedy ja ruszyłam w jego stronę, kiedy byłam już ok. 20 kroków od niego lekko się rozbiegłam i wskoczyłam mu naszyję. Otworzył oczy. Był taki szczęśliwy. Złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Widziałam w jego oczach wielkie szczęście.
- Gdzie byłaś, i czemu twoja sukienka jest taka zniszczona, a ty podrapana.
- Wszystko opowiem ci u Alfredo a teraz chodźmy.
Fredo pojechał pierwszy a ja z Justinem zaraz za nim. Widziałam że nie może się mną nacieszyć. Ciągle zerkał na mnie i szeroko się uśmiechał. Dojechaliśmy pod dom Fredo. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka.
- Justin, ja pójdę się przebrać.
- Dobrze ale wracaj szybko. Muszę się tobą nacieszyć jeszcze bardziej.
Poszłam więc na górę. Zdjęłam sukienkę i wrzuciłam do reklamówki. Nadawała się już tylko na śmieci. Włożyłam białą bokserkę, z dosyć dużym dekoltem, niebieskie szorty i białe Supry. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie obok Justina. Objął mnie ramieniem i mocno przytulił.
- To teraz mów co się się z tobą działo! - spytał Justin
- Jak już zapewne wiadomo Fredo gdzieś zniknął. Wołałam ko 2 razy w domu i raz na dworze. Wkurzyłam się i chciałam iść do twojego studia nagraniowego. Więc ruszyłam przed siebie. Jak byłam już niedaleko, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Obudziłam się. Leżałam na jakiejś spruchniałej kanapie, a na podłodze leżała karteczka, sami wiecie od kogo. Nie pamiętam co na niej pisało. Znalazłam wąską dziurę więc się przez nią wydostałam. Jak już z niej wylazłam moja sukienka była cała brudna od smaru i podarta. Zaczęłam biec przed siebie. Znalazłam się w lesie jak z horroru. Pełno robali i pajęczyn. Zobaczyłam jakiś budynek więc tam poszłam. Ciekawość mnie zżerała więc weszłam do środka. Chciałam znaleźć coś czym będę mogła odgarniać pajęczyny. Znalazłam coś miękkiego i znowu ciemność przed oczami. Obudziłam się i ledwo co widziałam ale rozpoznałam sylwetkę człowieka. To był Jack. Uklękną przy mnie i zaczął gadać że jestem śliczna i głaskał mnie po policzku. Chciał mnie pocałować ale odwróciłam twarz. Przynajmniej tak to wyglądało. Kiedy zniknął mi z oczu wykorzystałam moment i uciekłam. Płakałam i nie wiedziałam gdzie biegnę. Biegłam przed siebie. Wpadłam w więcej sieci pajęczyn i błota. Wyszłam na drogę usiadłam na ławce i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Potem przyjęła mnie na nocleg pewna starsza pani, a jeszcze później przywiozła mnie pod studio inna kobieta. bardzo miła bo pomogła mi się pozbyć takich chłopaków co za mną jechali jakimś żukiem.
Widziałam że Justin nie może oderwać wzroku od mojego dekoltu. Spojrzałam na niego i pocałowałam.
- Kocham Cię - powiedziałam
- Ja ciebie też - odpowiedział Justin, i ponownie mnie pocałował.
- Przestańcie!! - krzyknął Fredo
- Oh...spokojnie Fredo - odparłam
I znów zatonęłam w pocałunku z Justinem. Dostałam sms. Odepchnęłam od siebie Justina i odczytaliśmy oboje wiadomość.

Od: Nieznany
Jaka romantyczna chwila kochanie. Ciesz się póki możesz, bo to długo nie potrwa.

Byłam strasznie wkurzona. Rzuciłam telefonem o podłogę, i schowałam twarz w dłoniach.
Płakałam gorzej niż pięcioletnie dziecko. Justin znów objął mnie ramieniem i powiedział:
- Zabiję go. Wkurza mnie ten kolo.
- Co? - spytałam
Justin pocałował mnie w czoło i wstał.
- Idę się z nim rozprawić. Nie będzie cię zastraszał.
- Nie Justin proszę uspokój się, nie chcę cię stracić.
Justin do mnie podszedł uklęknął przede mną złapał za ręce i powiedział:
- Pod warunkiem, że przestaniesz płakać i się uśmiechniesz.
- No nie wiem... - powiedziałam uśmiechając się pod nosem
- To ja idę...!
- Nie no dobra, ale ja też mam warunek.
- Jaki? - spytał
- Pocałuj mnie! - odpowiedziałam
Justin wstał i mi kazał zrobić to samo. Złapał mnie w pasie podniósł i pocałował. Trwało to dobre 2min.
Potem przełożył mnie sobie przez ramię i zaniósł na górę. położył na łóżku i wybiegł z pokoju zamykając mnie tam.
- Justin, wypuść mnie!
- Nie!!!
- Justin do cholery otwórz te drzwi!
- Niee!
- Aaaaa.... Justin!! On tu jest.
Justin szybko otworzył drzwi a ja rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. Padliśmy na łóżko i dalej się całowaliśmy. Haha, wiem że to śmieszne ale nagle poczułam Jerrego. Spojrzałam na szawkę nocną. Leżała na niej karteczka. Odepchnęłam Justina i wzięłam kartkę.


Jak wy słodko razem wyglądacie.

- Oj no weź, naprawdę musisz? - spytałam
- Ale, co?
- Nie ty głuptasie. - odparłam
Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. kiedy wróciłam Justin już leżał w łóżku. Położyłam się koło niego i wtuliłam bardzo mocno. Pocałował mnie w policzek i oboje zasnęliśmy.
Rozdział 7. Help



Szłam przez jakiś las. Nie miałam pojęcia jaki bo pierwszy raz taki widziałam. Był jak z horroru. Wszędzie pełno pajęczyn i zarośli przez które nie dało się przejść. Moja sukienka nie była już miętowa. Była raczej miętowo brązowa. W oddali zauważyłam jakiś budynek, obejrzałam się za siebie i ruszyłam w stronę domu. Po około 10 minutach byłam już pod samym murem budynku. Obeszłam go dookoła. Zauważyłam drzwi, i zapukałam. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, że zapukam otworzy mi jakaś staruszka i wskaże drogę do domu? Żałosne. Pociągnęłam za klamkę, drzwi się otworzyły. Bałam się ale ciekawość mnie zżerała. Weszłam więc do środka, było ciemno. Szukałam czegoś dzięki czemu będzie łatwiej mi się wydostać z tego lasu. Dotknęłam czegoś miękkiego. Po chwili ponownie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Obudziłam się, drzwi były otwarte na oścież. Nawet dobrze nie widziałam, bo miałam podwójny obraz przed oczami. Ale mniej więcej rozpoznałam sylwetkę człowieka. To Jack.
- O CHOLERA! - pomyślałam
- Przecież miałaś być u tej swojej przyjaciółki skarbie. Haha, okłamałaś własną matkę. Nie dziwię się, że ci uwierzyła. byłaś taka przekonująca, a ona taka naiwna.
- Zamknij się! - krzyknęłam
- Słucham? - spytał
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Zamknij się! - powtórzyłam
- Pożałujesz że tak powiedziałaś - powiedział
- Nie boję się ciebie!!
- Napewno??
- Tak! Rób co chcesz, zabij mnie cokolwiek. I tak już nie mam po co wracać do Fredo. Zostawił mnie samą, a ja myślałam że mogę mu ufać.
- A co z twoim kochasiem. Nie zależy ci na nim?
- Gówno cię to obchodzi! - ponownie krzyknęłam
- Haha... to takie zabawne!
- Co?
- A no to, że tak zabawnie się zgrywasz, kotku!
Podszedł do mnie i pogłaskał po policzku. Odwróciłam twarz w drugą stronę. Nie dawał za wygraną. Palcem wskazującym i kciukiem złapał mnie za podbrudek i odwrócił w swoją stronę.
- Jesteś śliczna, wiesz o tym?
- Nie, i zostaw mnie!!
- Jaka skromna haha. Dlaczego miałbym cię zostawić?
- Bo nie życzę sobie żebyś mnie dotykał idioto.
- Jak ty się odzywasz? Nie ładnie.
- Będę mówić co chcę, i nie zabronisz mi!
- Hahah... zabronię. Im bardziej pyskujesz, tym bardziej sobie grabisz skarbie.
- Przestań tak do mnie mówić!
Łzy spływały po moich policzkach jak rzeka. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Chcesz się napić?
- Co? - spytałam
- Nie to nie - odpowiedział i zniknął gdzieś w ciemnym korytarzu.
Drzwi, przez które się tu dostałam były otwarte. Pozbierałam się i czym prędzej wybiegłam z budynku. Nie zwracałam uwagi na pajęczyny i inne przeszkody. Po prostu biegłam przed siebie. Płakałam. Nie mogłam przestać. Chciałam żeby to był tylko zły sen, z którego zaraz się wybudzę. Znalazłam drogę. Wbiegłam na nią i tym razem szłam wolno. Na poboczu stała ławka, usiadłam zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać, nie zważając na to czy ktoś uzna mnie za kompletną idiotkę.

*JUSTIN POV*

Wracałem ze studia nagraniowego. Śpieszyłem się, bo dzwonił do mnie Alfredo, że mamy problem. Zajechałem pod dom. Na podjeździe czekał już na mnie Fredo. Wysiadłem z auta i podbiegłem do niego.
- Co się stało? Kolejne wiadomości przyszły do Melody?
- Nie, jest o wiele gorzej. - odpowiedział Fredo.
- Co się stało??
- Melody zniknęła!
- Co? Żartujesz prawda?
- Nie! Justin naprawdę nie żartuję!
- Kur.. zabiję cię miałeś jej pilnować! - krzyknąłem na niego.
- Wiem przepraszam! Byłem w piwnicy, bo grałem na konsoli.
- Cholera! Trzeba ją znaleźć. jeżeli coś jej się stało, to ci tego nie daruję! Przysięgam Fredo.
- Wiem stary przepraszam. - powiedział zdenerwowany.
Wsiedliśmy do samochodu, i ruszyliśmy. Szukaliśmy jej dosłownie wszędzie. Nigdzie jej nie było. Zrobiło się ciemno, więc zawiozłem Fredo do domu i sam jeszcze pojeździłem po mieście. Wróciłem do domu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor.
- Co się stało Justin? - usłyszałem za sobą głos taty.
- Nic. - odparłem
- Melody dała ci kosza? - spytał
- Nie tato no co ty. Chodzi tylko o to że zawiozłem Mell do Fredo na noc, bo musiałem jechać ze Scooterem do studia. I dziś po nią przyjechałem, a tu się okazuje że Melody zniknęła.
- Jak to zniknęła?
- No tak Alfredo poszedł do piwnicy grać na konsoli, a Mell została sama w domu. Miał jej pilnować, a nie grać na konsoli.
- Justin. Uspokój się jutro z samego rana wsiądziemy w samochód i jej poszukamy!
- Ok. A Jazmyn i Jaxon już śpią?
- Nie są z mamą u dziadków.
- Aha... Tato ja idę do pokoju chcę pobyć sam.
- Dobrze.
Poszedłem na górę. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy, ale zasnąłem.


* MELODY POV*
Zaczęło się ściemniać, więc postanowiłam pójść do domu naprzeciwko i spytać czy mogę przenocować.
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi staruszka, wyglądała na bardzo miłą.
- Dobry wieczór. Nazywam się Melody i chciałam zapytać panią czy mogła by mnie pani przenocować. Zgubiłam się.
- Matko święta, dziecko. Czemu się tułasz o tej porze sama. Wchodźże do środka.
- Dziękuję.
- Zaparzę ci herbaty i porozmawiamy, a jutro rano mój syn odwiezie cię do domu.
- Dziękuję pani bardzo.
Chwilę porazmawiałam, wypiłam herbatę i spytałam czy mogę wziąć prysznic.
- Jasne że tak, naszykuję ci piżamę.
- Nie dziękuję będę spać w bieliźnie.Jest dosyć ciepło.
Wyszłam z pod prysznica ubrałam się i poszłam do kuchni.
- Mogłabym dostać kluczyk od pokoju?
- Oczywiście, skoro się boisz to proszę.
- Dziękuję pani bardzo. - Weszłam do pokoju i zamknęłam się na klucz.
 Obudziłam się koło 6.00. Nawet nie wiem czemu tak wcześnie. Założyłam moją słynną sukienkę i wyszłam z pokoju.
- Dzień dobry królewno. - przywitała mnie starsza pani.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam
- Zjesz coś, prawda?
- Nie dziękuję. Ja już lepiej sobie pójdę. - podziękowałam za nocowanie i wyszłam z domu.
Szłam chodnikiem wolno patrząc przed siebie. Zatrzymał się koło mnie samochód, opuścił szybę i wyjrzało z niej dwóch chłopaków. Zaczęli gwizdać i coś gadać. Nie zwracałam na to uwagi i przyśpieszyłam kroku. Nie chcieli się odczepić więc skręciłam w jakąś uliczkę i zapukałam do drzwi pierwszego domu. Uciekli jak poparzeni. Otworzyła mi drzwi kobieta. Spojrzała na nie i powiedziała:
- Dziewczyno jak ty wyglądasz. Chodź no tu. Weszłam do środka. Kobiet chciała dać mi czyste ubranie, ale ja odmówiłam. Spytała mnie:
- Ci chłopacy cię zaczepiali?
- Tak ale jak skręciłam w tę uliczkę i zapukałam do pani drzwi uciekli jak poparzeni. Czemu?
- A bo boją się mojego psa, za każdym razem kiedy otwieram drzwi wybiega, ale tym razem zamknęłam go w innym pokoju.
- Aha...
- Czemu wyglądasz, tak jak wyglądasz?
- Zgubiłam się.
-Rozumiem, mogę ci jakoś pomóc?
- Owszem, mogłaby mi pani powiedzieć, w którą stronę do studia nagraniowego ,,Fest"?
- Kochana, oczywiście że wiem. Daj mi chwilę.
Kobieta wróciła do mnie przebrana. wyszłyśmy z domu. Spojrzałam na nią pytająco. Pokazała mi na samochód:
- Wsiadaj. Zawiozę cię, nie pozwolę żeby ci chłopcy znowu cię zaczepiali.
- Dziękuję bardzo.
Wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy. Byłam strasznie zmęczona więc przysnęłam na około 10min. Po 30 minutach byłyśmy pod studiem nagraniowym, do którego przychodzi Justin.
- Dziękuję pani bardzo!
- Nie ma sprawy. - odpowiedziała kobieta i odjechała. Weszłam do studia.
- Dzień dobry! - przywitałam się z prowadzącym.
- Dzień dobry. Kim jesteś? - spytał
- Ja bym chciała tylko skorzystać z telefonu. - mogłabym?
- Oczywiście - podał mi telefon.
Wypisałam numer do Fredo. Na szczęście był krótki i łatwy do zapamiętania.

- Halo? - spytał Fredo
- Hej, tu Melody słuchaj czy mógłbyś...
- Melody!! Nie wież jak mi ulżyło. Cholera gdzie jesteś?
- W studiu nagraniowym " Fest "
- Okej. Już po ciebie jadę.
- A i Fredo na kanapie w salonie leży mój telefon. Połóż go na ławie, bo potem zapomnę.
- Okej, Już po ciebie jadę.
Oddałam telefon mężczyźnie i wyszłam z budynku. Nawet nie musiałam długo czekać, bo po 5 minutach Alfredo wysiadł a samochodu i podbiegł do mnie. Złapał mnie w pasie i podniósł że szczęścia.
- Justin już chciał mnie zabić.
- Haha no nie dziwię się. Miałeś mnie pilnować, a ty sobie gdzieś polazłeś.
- Byłem w piwnicy. Grałem w Batelfielda czy jakoś tak.
- Hahaha, no genialnie. A teraz zawieź mnie do domu Justina.
- Robi się.
Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Ciekawe jak Justin zareaguje kiedy mnie zobaczy.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 6. I don't understand


Kiedy się obudziłam była 11. Justina już nie było ze mną w pokoju. Wstałam i ubrałam się. Dziś wyjątkowo założyłam moją ulubioną sukienkę w kolorze miętowym, i beżowe baleriny. Zeszłam na dół. Justin spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Chcesz kawy ? - spytał
- Tak, poproszę. - odpowiedziałam
Justin nalał sobie i mi kawy i oboje usiedliśmy na tarasie.
- Ślicznie wyglądasz. - skomplementował mnie
- Justin, proszę cię wyglądam jak jakieś nieuczesane straszydło. Ale dziękuję, ty też bardzo dobrze wyglądasz.
- Haha, bez przesady.
- No co ja tylko stwierdzam fakty. - odparłam
- Głodna jesteś?
- Trochę, ale zaraz będzie pora obiadowa. Mam parę groszy do pojedziemy gdzieś na obiad, co ty na to?
- Chętnie.
- Ok. To ja idę się ogarnąć z moją śliczną fryzurą.
- Czekam, na ciebie w aucie.
- Dobrze.
Poszłam do łazienki. Uczesałam się i już chciałam wychodzić, ale mój telefon zawibrował. Spojrzałam na ekran.

Od: Nieznany 
Kochanie nie masz się co ukrywać w jakimś domku z tym swoim kochasiem. Przede mną nie uciekniesz. Jestem dosłownie WSZĘDZIE.

W moich oczach zakręciły się ponownie łzy. A już myślałam że chociaż na jeden dzień będę miała spokój, myliłam się. Znowu. Pobiegłam do Justina. Pokazałam mu wiadomość. Zdaje się że był naprawdę mocno wkurzony tym wszystkim. Złapał mnie za rękę i wsadził do samochodu, po chwili byliśmy już w drodze do miasta. Spytałam gdzie jedziemy, i co zamierza.
- Zawiozę cię do mojego przyjaciela Alfredo. Zostaniesz tam przez jedną noc. Jutro rano po ciebie przyjadę.
- Co?
- Nie bój się. Będziesz bezpieczna. Obiecuję.
- Dobrze.
Zatrzymaliśmy się pod dosyć dużym domem. 
- To tu mieszka Alfredo?
- Tak.
Z domu wyszło dwóch chłopaków. Justin i Ja wysiedliśmy z samochodu.
- Siema Bieber - odezwał się Alfredo
- Siema - odpowiedział Justin 
- A co to za laska? - spytał Fredo
- Ej, ogar. To moja...dziewczyna. - powiedział Justin
- WOW! Niezła jest.
- Uspokój się, zostanie dziś u ciebie na noc, ale masz jej pilnować. Bo jeżeli coś jej się stanie to przysięgam że cię uduszę.
- Spoko ziom. Nic się nie wydarzy.
- Mam nadzieję.
- Melody idź z Fredo.
- Ale Justin.
- Nie bój się jutro rano po ciebie przyjadę.
- Dobrze.
Kiedy się odwróciłam w stronę Fredo, Justin pociągnął mnie za rękę i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Tę chwilę przerwała moja komórka. Koleina wiadomość.

Od: Nieznany
Ooo... jaka romantyczna chwila.Hahah, a mówił że cię nie zostawi. Żałosne. Uważaj na siebie kotku.

Justin powiedział.
- Nie bój się. Alfredo się tobą zajmie.
- Dobrze.
- Kocham Cię Mell.
- Ja ciebie też.
Justin ze Scooterem wsiedli do samochodu i odjechali, a ja i Alfredo zostaliśmy sami. Fredo złapał mnie za rękę i zaprowadził do domu. Pokazał mi mój pokój. Przyznam że Fredo był bardzo miły. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła godzina 16.00. Pomyślałam że może mogłabym pogadać z Fredo. Poszłam do jego pokoju. Nie było go, więc poszłam do salonu. Tam też go nie było. Więc zawołałam " Alfredo!!!". Nikt się nie odzywał obeszłam wszystkie możliwe miejsca i nigdzie go nie było. Wystraszyłam się, a tymczasem mój telefon ponownie zawibrował.

Od: Nieznany
Hahaha... widzisz. Zostałaś sama, kompletnie sama kochanie. Uważaj na siebie bo mogą być to twoje ostatnie godziny kiedy widzisz się z przyjaciółmi. Hahahahah...
  
- Co to ma znaczyć? - pomyślałam
Jeszcze raz krzyknęłam " Alfredo!!!" " Nie rób sobie jaj, to nie jest zabawne" i znowu zero odzewu. Teraz to naprawdę się bałam. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Justina. Nie odbierał.
- No to koniec - powiedziałam do siebie.
Rzuciłam telefon na kanapę i wybiegłam z domu. Zatrzymałam się dopiero na podjeździe dla samochodów.
- ALFREDO!!!
- Cholera, nie wierzę. Miał się mną zająć, a tymczasem w pobliżu nie ma żywej duszy.
Rozejrzałam się dookoła. Naprawdę byłam sama. Przypomniałam sobie drogę do studia nagraniowego Justina. Ruszyłam przed siebie. Szczerze, już miałam w dupie to czy coś mi się stanie czy nie, ale bałam się naprawdę się bałam bo miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi. Byłam już niedaleko studia i nagle nastała mi ciemność przed oczami. Obudziłam się. Leżałam na jakiejś spruchniałej kanapie.
- Obrzydlistwo - pomyślałam.
Wstałam. Było ciemno, ale jednak jasno. Na podłodze leżała jakaś kartka. podniosłam ją. Pisało na niej:

Mówiłem że przede mną nie ma ucieczki. I BUUUM. Stało się. Z tąd nie ma wyjścia. Twój kochany ojczym.

Szukałam, jakiegokolwiek wyjścia. Nic nie znalazłam. Już traciłam jakąkolwiek nadzieję że może jednak mimo wszystko coś znajdę. Ale jednak znalazłam. Dziura dosyć wąska. Udało mi się przez nią przecisnąć, ale sukienkę podarłam i poplamiłam jakimś obrzydlistwem. To chyba był smar. Ble - dostałam gęsiej skórki na samą myśl o czymś takim. Wyszłam z tego pomieszczenia. Byłam w kompletnie nieznanym mi miejscu. Szłam przed siebie. Wiedziałam że nie wiem gdzie jestem. Na szczęście znałam adres domu Alfredo, do którego zawiózł mnie Justin.




Rozdział 5. What now?



Bałam się wyświetlić wiadomość. Podałam telefon Justinowi. W oczach miałam łzy. Justin przeczytał wiadomość i spojrzał na mnie ze złością w oczach. Nie wiedziałam o co chodzi.
- Co on tam napisał? - spytałam
- Sama przeczytaj. - Odpowiedział
Wzięłam telefon od Justina i zaczęłam czytać.

Od: Nieznany
Kotku, i po co się chować, ja cię znajdę wszędzie. Przede mną nie ma ucieczki. Pamiętaj! Widzę każdy twój krok.

W tym momencie naprawdę czułam jak strach całą mnie obszywa, po prostu znieruchomiałam   i pozwoliłam emocjom ujrzeć światło dzienne. Czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Nie miałam pojęcia co robić, spojrzałam na Justina, on też był w szoku. Minęło 5 minut. Byliśmy pod szkołą. Wciąż nie mogłam nic z siebie wydusić. I kolejny sms.
- Mam tego dość!!! - krzyknęłam
- Spokojnie Mell. - odparł Justin
- Jak mam być spokojna, skoro on nie daje mi żyć.
- Mam pomysł.Tam gdzie teraz pojedziemy, nic ci się nie stanie. Obiecuję, nie pozwolę żeby jakiś pajac cię skrzywdził.
Justin powiedział to z taką troską, jakby mu naprawdę na mnie zależało.
- A co ze szkołą? - spytałam
- Spokojnie, wszystko załatwię. tylko zostań tu i nie ruszaj się z tąd.
- Dobrze !
Justin wyszedł z samochodu i poszedł w stronę szkoły. A ja otrzymałam kolejną wiadomość.

Od: Nieznany
Widzisz kochanie. Zostawił cię samą. Lepiej na siebie uważaj na siebie.Bo nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć podczas tych jedynych 5 minut.

Miałam tego wszystkiego naprawdę dość. Otworzyłam drzwi i wysiadłam z samochodu. Naprzeciwko stała ławka, więc usiadłam na niej. Musiałam trochę odetchnąć. I kolejny sms. Odczytałam go.

Od: Niezany
Przecież twój kochaś mówił żebyś nie wysiadała z samochodu. Kotku to naprawdę niebezpieczna chwila.

Nie mogłam przestać patrzeć na wątek " naprawdę niebezpieczna chwila". Ręce zaczęły mi się trząść, modliłam się tylko, żeby Justin już wrócił. Spojrzałam na szkołę. Justin wracał.
- Co ty tu robisz? Mówiłem siedź w samochodzie.
- Nie mogłam kiedy poszedłeś dostałam kolejnego sms-a. Musiałam się przewietrzyć, ale potem na ławce kolejny przyszedł i ciągle chodzi mi po głowie wątek " naprawdę niebezpieczna chwila".
- Justin, potwornie się boję. Proszę pomóż mi!
Po tych słowach mocno się do niego przytuliłam. Potrzebowałam tego. Justin odwzajemnił uścisk, ale to nie trwało długo ponieważ przyszedł kolejny sms.

Od: Nieznany
Ojej jaka wzruszająca chwila. Naprawdę się wzruszyłem. Hahaha... on ci nie pomoże skarbie.

Nie mogłam, po prostu nie mogłam wyjęłam kartę z telefonu i wyrzuciłam. Co prawda teraz nie miałam jak się kontaktować z Angela i mamą, ale miałam tego w tym momencie po dziurki w nosie. Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Wsiadłam, Justin również i odjechaliśmy. Zapytałam:
- Gdzie jedziemy? - spytałam
- Do ciebie do domu.
- Po co? - spytałam
- Spakujesz ubrania i najważniejsze rzeczy i przez miesiąc zamieszkasz u mnie, a jeżeli będzie trzeba to nawet dłużej.
- Dobrze, ale co ja powiem mamie?
- Powiedz że jedziesz do tej Angeli, bo np. dokuczają jej w szkole po twoim wyjeździe.
- Ok
Podjechaliśmy pod dom. Weszłam do środka tak cicho jak tylko potrafiłam. Pobiegłam do mojego pokoju i zamknęłam się na klucz. Spakowałam ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy, tak jak kazał Justin. Wyszłam z pokoju i udałam się do wyjścia.
- Kochanie gdzie się wybierasz? - spytała mama
- O. Mama. Wiesz bo Angela ma problemy i potrzebuje mojego wsparcia, dlatego jadę do niej.
- A co ze szkołą?
- Moja klasa akurat teraz ma takie jakby kolonie.
- Dobrze, jedź.
- Dzięki mamuś jesteś kochana. - pocałowałam mamę w policzek i wybiegłam z domu. po drodze wpadłam na Jacka, nawet na niego nie spojrzałam tylko go wyminęłam i pobiegłam dalej, w stronę auta. Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy. Po około 30 minutach byliśmy na miejscu. to nie był dom Justina. To była mały domek 25m z poddaszem. Był bardzo przytulny. Rozpakowałam się i usiadłam na ławce, stojącej na tarasie. Justin podszedł do mnie i podał mi coś małego. Była to nowa karta do telefonu.
- Teraz masz nową kartę, więc nie powinien znać twojego numeru. - uśmiechnął się i usiadł koło mnie.
Objął mnie ramieniem, a ja wkładałam nową kartę do telefonu. Włączyłam telefon. uśmiechnęłam się, bo miałam nadzieję, że już nie dostanę żadnego sms-a. Myliłam się. Przyszła kolejna wiadomość.

Od: Nieznany
Naprawdę myśleliście że zmieniając kartę, pozbędziecie się mnie? NIGDY

Spojrzałam błagająco na Justina. On sam nie wiedział co robić. Spojrzałam na zegarek dochodziła 23.
Poszłam na górę, wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i usiadłam jeszcze przy stole napić się gorącej herbaty. Justin w tym czasie również brał prysznic. Zaprowadził mnie do pokoju na poddaszu i powiedział:
- Ty śpij tutaj ja pójdę na kanapę.
- Nie! Justin proszę śpij ze mną. Boję się.
- Dobrze.
Oboje położyliśmy się spać.Wtuliłam się w Justina, a on objął mnie swoim ramieniem. Czułam jaki jest  umięśniony. Czułam się w tym momencie naprawdę bezpieczna. Poczułam też, że naprawdę mi na nim zależy i że go Kocham.

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 4. Why me


W objęciach Justina było mi tak dobrze, a zarazem czułam się bezpieczna. Spojrzałam na zegarek w komórce, była 17.00. Już tak późno?
- Justin, muszę już iść, mama napewno się o mnie martwi. Wstałam z kanapy, zabrałam telefon i wolnym krokiem szłam w stronę drzwi. Usłyszałam za sobą głos Jeremyego:
- Nie możesz iść sama, to niebezpieczne w takiej sytuacji.
- Spokojnie dam sobie radę. - odparałam
- Nie. Ja cię odprowadzę. - odezwał się Justin
- Ale naprawdę dam sobie radę.
- Nie marudź. - powiedział Justin i złapał mnie za rękę.
Pożegnałam się z Jeremym i wyszliśmy. W połowie drogi mój telefon ponownie zawibrował. Dostałam kolejnego sms-a.

Od: Nieznany
Kochanie, widzę że już czujesz się bezpiecznie? To długo nie potrwa. Przede mną nie uciekniesz!

Po przeczytaniu tej wiadomości zatrzymałam się, podałam telefon Justinowi i zaczęłam płakać. Usiadłam na trawie i zwinęłam w kłębek. Justin uklęknął koło mnie, objął i powiedział:
- Nie bój się będzie dobrze. Obiecuję.
- Nic nie będzie dobrze. On śledzi każdy mój krok. Tam gdzie ja, tam musi być i on.
Wstałam i szybkim krokiem szłam w stronę domu. Justin podbiegł i zagrodził mi drogę.
- Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - powtórzył
Spojrzałam na niego i kiwnęłam przecząco głową. Wtedy złapał mnie w pasie, przyciągną do siebie, spojrzał głęboko w oczy i powiedział:
- Tak.
Zabrałam jego ręce i wyminęłam idąc dalej. Doszedł do mnie, złapał za rękę i odprowadził pod drzwi.
- Justin dziękuję ci za pomoc.
- Nie ma za co. Daj mi swój telefon.
- Po co? - spytałam
- Daj to zobaczysz.

Dałam mu telefon. Justin coś tam wpisał i oddał.

- Masz mój numer, pisz i dzwoń kiedy chcesz.
- Dziękuję. - przytuliłam go i weszłam do domu.

- Nareszcie jesteś. Martwiłam się. - powiedziała mama
- Wiem mamo, przepraszam.
- Idź teraz do siebie do pokoju. 
- Ok.
Pobiegłam do swojego pokoju. Nie zdążyłam wejść do środka, a już dostałam sms-a.

Od: Justin
Zamknij się w pokoju na klucz i nikomu nie otwieraj.

Zrobiłam tak jak kazał Justin. Zamknęłam drzwi na klucz i zadzwoniłam do Angeli.
- Halo? - odezwał się miły głos mojej przyjaciółki.
- Hej Ann, masz czas żeby pogadać? - spytałam
- Pewnie, dla ciebie zawsze.
- Bo wiesz, mam taki problem. Ktoś wysyła mi sms-y z pogróżkami jeśli mogę to tak nazwać.
- Słucham? Nie możliwe! - powiedziała Ann z niedowierzaniem.
- Tak Ann, już sama nie wiem co robić.
- Ann, nie gadajmy teraz o tym. Ktoś mnie podsłuchuje. Zadzwonię jutro. Cześć. 
Rozłączyłam się i podeszłam do drzwi. Spojrzałam przez dziurkę od klucza. To on. Jack.
- Cholera (!) - powiedziałam do siebie.
Po chwili usłyszałam pukanie. Nie otworzyłam, za bardzo się bałam.Spojrzałam ponownie przez dziurkę od klucza. Nikogo nie widziałam. Mój telefon znów zawibrował. Spojrzałam na ekran.

Od: Nieznany
Kochanie, jeżeli myślisz, że jak  zamkniesz się w pokoju i będziesz bezpieczna, to się mylisz. Z tąd nie ma ucieczki. Dobrej nocy.

Kiedy to przeczytałam - zamarłam. Szybko wybrałam numer do Justina.
- Halo? - odezwał się jego czuły głos.
- Justin! Ja zwariuję. Jack był pod moimi drzwiami i pukał. Nie otworzyłam mu, więc odszedł, ale zaraz potem dostałam kolejnego sms-a. Boję się, wiem że mówiłam to już 100 razy, ale ja naprawdę się boję.
- Melody uspokój się. Przyjadę jutro po ciebie i razem pojedziemy do szkoły, dobrze?
- Ok.
- A teraz połóż się i idź spać. Jutro o 6.00 będę u ciebie pod domem.
- Dobrze.
- Śpij dobrze i nie myśl już o tym.
- Dobrze.
Rozłączyłam się, wzięłam prysznic i poszłam spać. Nawet nie miałam czasu myśleć, że mój idol tak się mną opiekuje, i że w ogóle go poznałam. Obudziłam się o 5.40. Założyłam białe szorty, fioletową bluzkę z napisem I Love Justin Bieber i fioletowe Supry. Wzięłam torbę z książkami i ruszyłam w stronę wyjścia. Drogę zagrodził mi Jack.
- Dokąd idziesz? - spytał jak gdyby nigdy nic.
- Do szkoły - odpowiedziałam
- Lekcję masz od 8.00 a nie 6.00.
- I co z tego. Do szkoły mi zabronisz iść?
- Nie, ale...
 Nie zdążył dokończyć bo odepchnęłam go i wyszłam. Przed domem stało ferrari w panterkę. Wsiadłam do środka.
- Co taka wkurzona? - spytał Justin
- Jack nie chciał mnie z domu wypuścić.
- Słuchaj Melody mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Co?
- Jack jest bardzo niebezpiecznym typem!
- Z kąd wiesz?
- Mój ojciec miał z nim doczynienia.
- Ale kim on jest? Gwałcicielem, Mordercą?! Kim?
- Owszem.
- Ale co owszem? Jest Gwałcicielem i Mordercą?
- Tak.
- OMB, super.
W tym momęcie przyszedł kolejny sms, od Nieznanego.
Rozdział 3. I need you



Wreszcie dojechaliśmy. Dom z zewnątrz był piękny. Wzięłam torbę podręczną, i dwa pudła, po czym weszłam do środka. Kiedy zobaczyłam wnętrze domu, zrobiło mi się słabo, ale to dlatego że tam było tak pięknie. Zostawiłam torbę i pudła i pobiegłam do samochodu po resztę rzeczy. Kiedy wszystko było już wypakowane, ciężarówka odjechała, a mama poszła zaparkować samochód pod garażem. Gdy wróciłam rzuciłam się jej na szyję i powiedziałam cicho: "Dziękuję". Byłam bardzo podekscytowana że będę mieszkała, w tak pięknym domu. Jedyna myśl jaka mnie przerażała, to ta że będę mieszkała pod jednym dachem z obcym mi facetem. Zabrałam wszystkie moje rzeczy, i poszłam do swojego pokoju. Poznałam swój pokój po tym że na drzwiach widniała tabliczka " Pokój Melody ". Gdy otworzyłam drzwi, i zobaczyłam mój pokój byłam w siódmym niebie. Ściany były fioletowe, na jednej było pełno zdjęć Justina w antyramach, a nad łóżkiem był namalowany czarny napis na złotym tle BELIEVE. Byłam taka szczęśliwa że nie wiedziałam co powiedzieć. Zbiegłam na dół i pobiegłam do mamy, która akurat rozpakowywała swoje rzeczy. Spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy.
- Jak ci się podoba, twój nowy pokój ? - spytała
- Mamuś! Jest cudowny. Dziękuję ci bardzo.
- A widziałaś już swoją łazienkę ? Ją też masz w pokoju.
- Widziałam mamuś, wszystko widziałam. Dziękuję ci strasznie ci dziękuję.
- Nie ma za co! Rozpakowałaś się?
- Tak tylko jeszcze ciuchy muszę rozpakować.
- To idź, a potem wyjdź na miasto, może kogoś poznasz.
- Ok.
Poszłam na górę rozpakować ubrania.Skończyłam. poszłam wziąć zimny prysznic. Kiedy wróciłam zobaczyłam, że dostałam sms-a, miałam nadzieję że to Angela, ale jednak się myliłam. Był to sms od...nieznanego?! Odczytałam go. Brzmiał dość dziwnie, a mianowicie " Jak ci się podoba dom? Ładny prawda? Ale nie jest tak bezpieczny jak ci się może wydawać, Kotku ". Nie miałam pojęcia kto to, więc rzuciłam telefon na poduszkę, i poszłam się ubrać. Ze względu że było gorąco, założyłam moje ulubione szorty, białą podkoszulkę i białe Supry. Wzięłam telefon i powiedziałam mamie że idę na miasto. Wyszłam z domu. Szłam wolno chodnikiem rozglądając się. po chwili mój telefon zawibrował. O boże znowu.

Od: Nieznane
Kochanie dlaczego sama chodzisz po mieście. Lepiej na siebie uważaj bo może ci się coś stać.

- Co to w ogóle jest? Czego on ode  mnie chce? - to pytanie zadręcza moją głowę od momentu, kiedy mi zagroził jeszcze w starym domu. Nie rozumiem go, Kim on jest?
Schowałam telefon do kieszeni i szłam dalej. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Zatrzymałam się i obejrzałam za siebie. Nikogo nie zobaczyłam. Szłam dalej. Usiadłam na ławce, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Angeli. Nie odbierała. Schowałam telefon i rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było w pobliżu. Mój telefon ponownie zawibrował. Dostałam kolejną wiadomość.

Od: Nieznane
Kotku, nie powinnaś sama przebywać na odludziu. Mówiłem że może ci się coś stać.

Miałam tego dosyć. Wyłączyłam telefon i schowałam do kieszeni. Bałam się, naprawdę się bałam. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy, zwinęłam się w kłębek. W pewnym momencie poczułam na swoich plecach czyjąś dłoń. Bałam się spojrzeć kto to, ale podniosłam głowę. Obok mnie siedział Justin. Justin Bieber.
- Co się stało księżniczko? - zapytał z troską
- Nic.
- Przecież widzę że coś się stało kochanie.
W tym momencie chciałam dać mu mój telefon, ale jak tylko sobie o tym przypomniałam łzy same wpływały z moich oczu. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać. Justin mocno mnie przytulił i próbował uspokoić, ale na próżno. Po ok.5 minutach leciutko mnie odepchną, wstał wziął za ręce i w uścisku zaprowadził do swojego auta. podczas podróży nikt się nie odzywał, tylko ja zapytałam gdzie jedziemy. Odpowiedział
- Zobaczysz.

Zatrzymaliśmy się pod jakimś domem.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam
- To jest mój dom - odpowiedział
Wysiadłam z auta i wolnym krokiem szłam w stronę wejścia. Justin podszedł do mnie, złapał za rękę i wprowadził do środka. Dom był piękny. Usiadłam na kanapie. Justin poszedł po coś do picia. Wyjęłam z kieszeni telefon i włączyłam. Miałam chyba z milion nieodebranych wiadomości.

Od: Nieznane
Po co wyłączać telefon skarbie, i tak to ci nie pomoże. Widzę każdy twój krok.

W tym momencie rzuciłam telefon za sąsiedni fotel, i znów zaczęłam płakać. Justin usłyszał mój płacz i szybko przybiegł do salonu. Objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- Nie płacz kochanie - powiedział
- Nie mogę, boję się, tak strasznie się boję.
- Czego się boisz. Przy mnie jesteś bezpieczna.
- Dziękuję.
Spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się i przytuliłam. Chwilę później przyszedł jego tata. Gdy zobaczył jak Justin mnie przytula i moje zapłakane oczy usiadł koło mnie i spytał
- Co się stało, kim jest ta dziewczyna?
- Tato, to jest Melody. - odpowiedział Justin
- Skąd znasz moje imię? - zapytałam zdziwiona
- Domyśliłem się. Tylko takie imię pasuje, do tak pięknej dziewczyny.
W tym momencie poczułam że się rumienię, a Justin uśmiechną się i znów pocałował w czoło.
- Dosyć tych pieszczot. Melody powiedz czemu płaczesz - zapytał Jeremy ( Tata Justina)
- Boję się. - odparłam
- Czego się boisz?
Wyjęłam z kieszeni telefon i podałam Jeremyemu, i  przysunęłam się bliżej Justina. Jeremy spojrzał na mnie pytająco. Wzięłam od niego telefon i pokazałam pierwszego sms-a. Przeczytał wszystkie cztery. Oddał mi telefon i powiedział
- Miałaś jakąś sytuację podobną do tych, zanim zaczełaś dostawać te sms-y?
- Tak.
Wtedy poczułam jak kolejne krople łez spływają mi po policzkach.
- Kiedy? - spytał Jeremy?
- Zanim się tu przeprowadziłam, mieszkałam w Toronto. Wróciłam ze szkoły i mama oznajmiła mi że się przeprowadzamy tutaj do Stratford, byłam szczęśliwa, ale moje szczęści nie trwało długo, bo tego samego dnia na kolację przyszedł do na Jack, nowy facet mamy i podczas kolacji mama wyznała mi również że będziemy mieszkać razem z nim. Powiedziałam mamie że ja nic o nim nie wiem i nie chcę mieszkać z obcym facetem pod jednym dachem. Następnego dnia przyjechał po meble salonowe, bo miał je zabrać do nowego domu, a że mama poszła do sklepu to powiedziałam żeby poczekał na mamę.Ja usiadłam na jednym końcu, a on na drugim kanapy. I kątem oka widziałam że przysuwa się do mnie coraz bliżej. Kiedy był już wystarczająco blisko chciał mnie objąć, ale przeszkodził mu klucz w drzwiach i odsunął się jak poparzony. I nie chcę myśleć co by było gdyby nie to że mama wróciła. Wieczorem natomiast tego samego dnia przyszedł do mnie do pokoju zamknął drzwi na klucz, zakrył usta i wyszeptał do ucha, że jeżeli nie przestanę go traktować go tak jak do tej pory to pożałuję. Potem wyszedł, a ja położyłam się i zaczęłam płakać aż zasnęłam.
- Jack, Jack - coś mi mówi to imię. - powiedział Jeremy
- Kto to jest? - spytałam
- Muszę chwilę o tym pomyśleć - odpowiedział Jeremy
Za chwilę przyszedł kolejny sms. Bałam się go odebrać. Chciałam schować telefon do kieszeni, ale Justin mi nie pozwolił. Zabrał mi telefon i położył na stoliku, po czym mnie przytulił i powiedział
- Kocham Cię Melody.
Zarumieniłam się, ale jednocześnie byłam szczęśliwa.
- Justin. Potrzebuję cię. Boję się
- Nie bój się, ze mną zawsze będziesz bezpieczna.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 2. Be yourself


Rano obudził mnie miły głos mamy. Otworzyłam oczy i pierwsze na co zwróciłam uwagę to zegarek. Była już 9.00, szybko zerwałam się na równe nogi i poszłam do łazienki jakoś się ogarnąć. Wróciłam do pokoju założyłam białą bieliznę, fioletowy t-shirt czarne legginsy i czarny sweterek w białe serduszka. Zeszłam na dół, czekała na mnie mama ze śniadaniem. Podczas posiłku nie rozmawiałyśmy. Dopiero po 5-10 minutach zapytała mnie:
- Kochanie czemu wczoraj się tak zachowałaś? - zapytała dziwnie spokojnym głosem.
- Bo...mamo nie dosyć że mnie oszukiwałaś przez dwa miesiące, że nic cię z nim nie łączy to jeszcze mi wyskakujesz że mamy z nim zamieszkać. Ja go nie znam i kompletnie nic o nim nie wiem, z resztą ty też.
- Melody proszę zaakceptuj to że się kochamy. - odparła
- No nie wiem mamo, za bardzo to ja mu nie ufam.
- Wiem że możesz mieć wątpliwości ale zrozum że my się kochamy, Melody.
- No dobrze mamo niech będzie, ale pamiętaj że ja mu tak szybko i łatwo nie zaufam.
- Rozumiem córeczko.
Dokończyłam jeść i powiedziałam mamie że idę na górę pakować rzeczy i że zaraz przyjdzie Ann. Wstałam od stołu i pobiegłam do swojego pokoju. Zaczęłam pakować wszystkie swoje drobiazgi. Po ok. 10 minutach zadzwonił dzwonek. Zbiegłam do drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam w nich Angelę. Rzuciła mi się na szyję i powtarzała że będzie za mną tęsknić. Poszłyśmy do mojego pokoju. Ann pomagała mi się pakować. Robiąc to rozmawiałyśmy.
- Szkoda że się wyprowadzasz, bo od poniedziałku ma być u nas w klasie jakiś nowy. Podobno niezłe ciacho z niego.
- No trudno, nie zobaczę tego meeega ciacha. Hahaha
- To ja go sobie zajmę.
- Okej. Powiesz mi jaki on jest!!!
- Oczywiście że ci opiszę.
- Melody, ja idę do sklepu wrócę za ok. godzinę.!
- Dobrze mamo!
Ann spojrzała na zegarek.Było już w pół do drugiej. Jak to szybko zleciało.Nagle Ann zerwała się na równe nogi i powiedziała że musi iść na obiad i jutro przyjdzie się ze mną pożegnać.
- Melody, pamiętaj uważaj na siebie.
- Będę Ann.
- I pamiętaj dzwoń do mnie codziennie.
- Ok będę pamiętała.
- Papa Kocham Cię
- Pa, też Cię Kocham
Angela poszła, a ja zostałam sama, sama jak palec.Poszłam do kuchni po coś do picia, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.Przełączyłam na MTV, akurat leciała powtórka gali VMA, na której nie zabrakło Justina oczywiście.Siedziałam tak sobie ok. 10 min i nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Przecież mama ma klucze pomyślałam. Ale dzwonek nie przestawał dzwonić, więc wstałam i poszłam otworzyć drzwi. Przede mną stał Jack. Zapytałam go czego chce, a on na to że przyszedł po meble salonowe do naszego nowego domu. Powiedziałam mu żeby poczekał, do powrotu mamy. Zgodził się. Usiedliśmy na kanapie. Ja na jednym, on na drugim końcu.Po kilku sekundach zauważyłam że się do mnie przysuwa. Udawałam że nic nie widzę i dalej oglądam telewizję. Po chwili był już bardzo blisko mnie. Serce zaczęło mi walić jak zwariowane, bałam się tak strasznie się bałam. Chciał mnie objąć, ale przeszkodził mu w tym klucz w drzwiach. Mama wróciła, w samą porę, bo boję się myśleć co by się wydarzył gdyby w tym momencie nie wróciła do domu. (!)
Kiedy mama zobaczyła Jacka odłożyła szybko zakupy, wtuliła się w niego i pocałowała. Nie mogłam na to patrzeć. Facet najpierw się do mnie przystawia że tak powiem a potem całuje się z moją mamą jakby nigdy nic. Co z niego za typ. Wstałam z kanapy i pobiegłam na górę. Nawet nie zauważyli kiedy odeszłam. Weszłam do pokoju i zamknęłam się na klucz. Włączyłam laptopa i puściłam najnowszą piosenkę Justina.
Na chwilę o wszystkim zapomniałam, ale to wszystko wróciło gdy tylko usłyszałam pukanie do drzwi. Przez dziurkę od klucza widziałam że to nie mama, to był Jack. Nie miałam pojęcia czego chce, ale otworzyłam drzwi. Wszedł do środka zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz. Wystraszyłam się, miałam ochotę zacząć krzyczeć. Podszedł do mnie i zakrył usta i wyszeptał do ucha: "Jeżeli będziesz mnie traktować tak jak do tej pory, pożałujesz tego". Puścił mnie, otworzył drzwi i wyszedł. Byłam przerażona, zsunęłam się na łóżko, głowę wtuliłam w poduszkę i zaczęłam cicho szlochać, aż w końcu zasnęłam. Obudziłam się rano, kiedy to mama chodziła po całym domu i coś to szukała, to pakowała.Robiła to dosyć głośno. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 8.00. Wyszłam z pokoju potargana pogniecione rzeczy, które na sobie miałam, w ogóle wyglądałam jak jakiś potwór.Kiedy w końcu się ogarnęłam, wróciłam do swojego pokoju, założyłam mój ulubiony fioletowy top ze zdjęciem Justina, do tego białą spódniczkę i moje ulubione czarne Converse ze złotym napisem na kostce BELIEVE. Zeszłam na dół. Wszystko było już spakowane. pochodziłam jeszcze po domu porozglądałam się czy czegoś nie zapomniałam zabrać, w tym czasie mama robiła sobie makijaż. Nagle zadzwonił dzwonek. To Angela obiecała że przyjdzie się ze mną pożegnać i przyszła. Przytulałyśmy się i rozmawiałyśmy, aż w końcu Ann nie wytrzymała i się rozpłakała. Uspokajałam ją, aż sama poczułam że łzy mi napływają do oczu. Obie zaczęłyśmy płakać. Wreszcie nadszedł czas rozstania ciężarówka była gotowa to odjazdu, samochód zresztą też. Mama powiedziała że czeka na mnie w aucie. Ostatnie pożegnanie z moją najukochańszą przyjaciółką.
- No cóż, nadszedł czas pożegnania.
- Obiecaj mi Melody, że będziesz do mnie dzwonić codziennie.
- Obiecuję, a nawet dwa razy dziennie.Ale ty też do mnie dzwoń i opowiadaj jak w szkole.
- Dobrze.
- I obiecaj mi że nigdy nie zaprzyjaźnisz się z Helen.
- Obiecuję Melody.
- To papa skarbie. - powiedziałam czule żegnając się z Ann
- Paaa... będę bardzo tęsknić. Pamiętaj Kocham Cię.
- Wiem i pamiętam i ty też pamiętaj że Cię Kocham.
Pomachałam Angeli przez szybę samochodu ostatni raz i ostatni raz ją widziałam.Teraz zostanie nam tylko telefon, twitter, facebook i Skype.Jedno wiem napewno, będę za nią potwornie tęsknić.
Rozdział 1. What She Wants



Była 15:30 a ja właśnie wracałam ze szkoły. Nie był to jeden z moich najlepszych dni. Dlaczego? Bo oczywiście mój wróg numer jeden Helen zwaliła mi humor. No ale dość o tym.Gdy wróciłam do domu zobaczyłam jak mama siedzi na kanapie i się uśmiecha. Widać było, że na mnie czekała.
Zapytałam ją czy coś się stało, że się tak uśmiecha.
- Melody, kochanie usiądź proszę.
- Dobrze.
W myślach zadawałam sobie jedno jedyne pytanie. Co się znowu stało ?
- Kotku mam dla ciebie wiadomość.
- Jaką? - zapytałam z wielkim zaciekawieniem.
Nastąpiła chwila ciszy.Nie miałam pojęcia na co mam się przygotować.
- Przeprowadzamy się. - powiedziała po chwili.
Po jej minie widziałam, że to da niej wyjątkowo ekscytujące.
- Gdzie?
- Do Kanady, do Stratford.
- Co??? - spytałam niedowierzając.
- Tak córeczko, do Stratford. - powtórzyła.
Nie mogłam w to uwierzyć. Zawsze chciałam tam mieszkać. Przytuliłam mamę, dałam buziaka i szybko pobiegłam na górę, zatelefonować do Angeli. Angela to moja najlepsza przyjaciółka od dzieciństwa.
- Halo?- odebrał miły głos Ann
- Hej Ann, mam wiadomość.
- Jaką, co się stało?
 - Przeprowadzam się do Stratford !!! - prawie wykrzyknęłam do słuchawki.
- Coooo? Jak to się przeprowadzasz??
- No tak, przeprowadzam się.
- To świetnie, ale przecież nie będziemy miały jak się spotykać.
- Wiem. I to jest minus tej przeprowadzki.
- No cóż będę tęsknić.
- Ja też. Pakowanie zaczynam jutro bo w czwartek się przeprowadzamy.
- To wpadnę to ciebie i jeszcze pogadamy, ostatni raz.
- Okej wpadaj z samego rana.
- Ok. Czekaj na mnie. Papa Kocham Cię.
- Papa też Cię Kocham. - odpowiedziałam na pożegnanie i rozłączyłam się.
Właśnie chciałam iść się wykąpać, ale mama zawołała mnie na kolację, więc musiałam iść. Na dole czekała na mnie mama i jakiś facet. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Więc zapytałam mamę:
- Kto to jest?
- To jest Jack, spotykamy się.
- Od jak dawna? - spytałam
- Od... - przerwał jej Jack.
- Od 2 miesięcy.
- Słucham?!
- Córeczko przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale to miała być niespodzianka.
- Niespodzianka? To że umawiasz się z facetem, o którym nic nie wiesz ani ty ani ja. To miała być niespodzianka??
Nie mogłam uwierzyć że moja mama mnie oszukiwała przez 2 miesiące, że się tylko przyjaźnią.Byłam bardzo zawiedziona, ale usiadłam z nimi do stołu. Podczas kiedy jedliśmy nikt się nie odzywał. Dopiero mama rozpoczęła rozmowę.
- I jak już wszystko jest gotowe w naszym nowym domu, Jack?
- Tak meble już są potrzeba tylko jeszcze mebli salonowych, które mam wziąć z tąd?
- Tak jutro po nie przyjedź.
Przysłuchiwałam się tej rozmowie w milczeniu.Nie miałam ochoty się odzywać, po tym co wydarzyło się przed kolacją.
- Tak się cieszę że będziemy razem mieszkać Jack! - powiedziała mama.
- Że co? Będziemy mieszkać z Nim? - zapytałam zdziwiona i lekko zdenerwowana.
- Tak córeczko, ale proszę cię uspokój się.
- Jak mam być spokojna skoro będę mieszkać pod jednym dachem, z mężczyzną, którego kompletnie nie znam.
W tym momencie nie miałam ochoty na jedzenie. Wstałam od stołu rzuciłam widelcem i skierowałam się w stronę schodów. Za sobą słyszałam słowa mamy:
- Kochanie usiądź, porozmawiajmy.Proszę!
Odwróciłam się spojrzałam na mamę i kiwnęłam przecząco głową.Wbiegłam po schodach na górę i zamknęłam się w pokoju na klucz. Włączyłam laptopa i weszłam na Twittera. Weszłam na swój profil i zobaczyłam 10 wiadomości. Wszystkie odczytałam, tylko ta ostatnia była jakaś podejrzana. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego czegoś. Po przeczytaniu wiadomości, zaczęłam myśleć kto to może być. W tym momencie miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Rozejrzałam się po pokoju i znów spojrzałam na ekran komputera. Zobaczyłam, że pojawiły się dwa nowe tweety. Spojrzałam na nie, jeden był mojej przyjaciółki, a drugi Justina Biebera. Przeczytałam obydwa, ale ten Justina był niezrozumiały brzmiał on tak " Nigdy nie ufaj ludziom, których nie znasz, bo może się to naprawdę źle skończyć". Nie miałam ochoty nad tym rozmyślać, bo byłam już strasznie zmęczona sprawą przeprowadzki i tego że moja mama mnie oszukała i chce zamieszkać z obcym facetem. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki zimny prysznic i wróciłam do pokoju. Położyłam się do łóżka i zasnęłam. Nawet nie wiedziałam kiedy Jack wszedł do mojego pokoju, bo nie zamknęłam drzwi, mama powiedziała że poszedł do mnie bo chciał ze mną porozmawiać, ale coś nie chce mi się w to wierzyć.