piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 7. Help



Szłam przez jakiś las. Nie miałam pojęcia jaki bo pierwszy raz taki widziałam. Był jak z horroru. Wszędzie pełno pajęczyn i zarośli przez które nie dało się przejść. Moja sukienka nie była już miętowa. Była raczej miętowo brązowa. W oddali zauważyłam jakiś budynek, obejrzałam się za siebie i ruszyłam w stronę domu. Po około 10 minutach byłam już pod samym murem budynku. Obeszłam go dookoła. Zauważyłam drzwi, i zapukałam. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, że zapukam otworzy mi jakaś staruszka i wskaże drogę do domu? Żałosne. Pociągnęłam za klamkę, drzwi się otworzyły. Bałam się ale ciekawość mnie zżerała. Weszłam więc do środka, było ciemno. Szukałam czegoś dzięki czemu będzie łatwiej mi się wydostać z tego lasu. Dotknęłam czegoś miękkiego. Po chwili ponownie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Obudziłam się, drzwi były otwarte na oścież. Nawet dobrze nie widziałam, bo miałam podwójny obraz przed oczami. Ale mniej więcej rozpoznałam sylwetkę człowieka. To Jack.
- O CHOLERA! - pomyślałam
- Przecież miałaś być u tej swojej przyjaciółki skarbie. Haha, okłamałaś własną matkę. Nie dziwię się, że ci uwierzyła. byłaś taka przekonująca, a ona taka naiwna.
- Zamknij się! - krzyknęłam
- Słucham? - spytał
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
- Zamknij się! - powtórzyłam
- Pożałujesz że tak powiedziałaś - powiedział
- Nie boję się ciebie!!
- Napewno??
- Tak! Rób co chcesz, zabij mnie cokolwiek. I tak już nie mam po co wracać do Fredo. Zostawił mnie samą, a ja myślałam że mogę mu ufać.
- A co z twoim kochasiem. Nie zależy ci na nim?
- Gówno cię to obchodzi! - ponownie krzyknęłam
- Haha... to takie zabawne!
- Co?
- A no to, że tak zabawnie się zgrywasz, kotku!
Podszedł do mnie i pogłaskał po policzku. Odwróciłam twarz w drugą stronę. Nie dawał za wygraną. Palcem wskazującym i kciukiem złapał mnie za podbrudek i odwrócił w swoją stronę.
- Jesteś śliczna, wiesz o tym?
- Nie, i zostaw mnie!!
- Jaka skromna haha. Dlaczego miałbym cię zostawić?
- Bo nie życzę sobie żebyś mnie dotykał idioto.
- Jak ty się odzywasz? Nie ładnie.
- Będę mówić co chcę, i nie zabronisz mi!
- Hahah... zabronię. Im bardziej pyskujesz, tym bardziej sobie grabisz skarbie.
- Przestań tak do mnie mówić!
Łzy spływały po moich policzkach jak rzeka. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Chcesz się napić?
- Co? - spytałam
- Nie to nie - odpowiedział i zniknął gdzieś w ciemnym korytarzu.
Drzwi, przez które się tu dostałam były otwarte. Pozbierałam się i czym prędzej wybiegłam z budynku. Nie zwracałam uwagi na pajęczyny i inne przeszkody. Po prostu biegłam przed siebie. Płakałam. Nie mogłam przestać. Chciałam żeby to był tylko zły sen, z którego zaraz się wybudzę. Znalazłam drogę. Wbiegłam na nią i tym razem szłam wolno. Na poboczu stała ławka, usiadłam zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać, nie zważając na to czy ktoś uzna mnie za kompletną idiotkę.

*JUSTIN POV*

Wracałem ze studia nagraniowego. Śpieszyłem się, bo dzwonił do mnie Alfredo, że mamy problem. Zajechałem pod dom. Na podjeździe czekał już na mnie Fredo. Wysiadłem z auta i podbiegłem do niego.
- Co się stało? Kolejne wiadomości przyszły do Melody?
- Nie, jest o wiele gorzej. - odpowiedział Fredo.
- Co się stało??
- Melody zniknęła!
- Co? Żartujesz prawda?
- Nie! Justin naprawdę nie żartuję!
- Kur.. zabiję cię miałeś jej pilnować! - krzyknąłem na niego.
- Wiem przepraszam! Byłem w piwnicy, bo grałem na konsoli.
- Cholera! Trzeba ją znaleźć. jeżeli coś jej się stało, to ci tego nie daruję! Przysięgam Fredo.
- Wiem stary przepraszam. - powiedział zdenerwowany.
Wsiedliśmy do samochodu, i ruszyliśmy. Szukaliśmy jej dosłownie wszędzie. Nigdzie jej nie było. Zrobiło się ciemno, więc zawiozłem Fredo do domu i sam jeszcze pojeździłem po mieście. Wróciłem do domu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor.
- Co się stało Justin? - usłyszałem za sobą głos taty.
- Nic. - odparłem
- Melody dała ci kosza? - spytał
- Nie tato no co ty. Chodzi tylko o to że zawiozłem Mell do Fredo na noc, bo musiałem jechać ze Scooterem do studia. I dziś po nią przyjechałem, a tu się okazuje że Melody zniknęła.
- Jak to zniknęła?
- No tak Alfredo poszedł do piwnicy grać na konsoli, a Mell została sama w domu. Miał jej pilnować, a nie grać na konsoli.
- Justin. Uspokój się jutro z samego rana wsiądziemy w samochód i jej poszukamy!
- Ok. A Jazmyn i Jaxon już śpią?
- Nie są z mamą u dziadków.
- Aha... Tato ja idę do pokoju chcę pobyć sam.
- Dobrze.
Poszedłem na górę. Położyłem się na łóżku i nawet nie wiem kiedy, ale zasnąłem.


* MELODY POV*
Zaczęło się ściemniać, więc postanowiłam pójść do domu naprzeciwko i spytać czy mogę przenocować.
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi staruszka, wyglądała na bardzo miłą.
- Dobry wieczór. Nazywam się Melody i chciałam zapytać panią czy mogła by mnie pani przenocować. Zgubiłam się.
- Matko święta, dziecko. Czemu się tułasz o tej porze sama. Wchodźże do środka.
- Dziękuję.
- Zaparzę ci herbaty i porozmawiamy, a jutro rano mój syn odwiezie cię do domu.
- Dziękuję pani bardzo.
Chwilę porazmawiałam, wypiłam herbatę i spytałam czy mogę wziąć prysznic.
- Jasne że tak, naszykuję ci piżamę.
- Nie dziękuję będę spać w bieliźnie.Jest dosyć ciepło.
Wyszłam z pod prysznica ubrałam się i poszłam do kuchni.
- Mogłabym dostać kluczyk od pokoju?
- Oczywiście, skoro się boisz to proszę.
- Dziękuję pani bardzo. - Weszłam do pokoju i zamknęłam się na klucz.
 Obudziłam się koło 6.00. Nawet nie wiem czemu tak wcześnie. Założyłam moją słynną sukienkę i wyszłam z pokoju.
- Dzień dobry królewno. - przywitała mnie starsza pani.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam
- Zjesz coś, prawda?
- Nie dziękuję. Ja już lepiej sobie pójdę. - podziękowałam za nocowanie i wyszłam z domu.
Szłam chodnikiem wolno patrząc przed siebie. Zatrzymał się koło mnie samochód, opuścił szybę i wyjrzało z niej dwóch chłopaków. Zaczęli gwizdać i coś gadać. Nie zwracałam na to uwagi i przyśpieszyłam kroku. Nie chcieli się odczepić więc skręciłam w jakąś uliczkę i zapukałam do drzwi pierwszego domu. Uciekli jak poparzeni. Otworzyła mi drzwi kobieta. Spojrzała na nie i powiedziała:
- Dziewczyno jak ty wyglądasz. Chodź no tu. Weszłam do środka. Kobiet chciała dać mi czyste ubranie, ale ja odmówiłam. Spytała mnie:
- Ci chłopacy cię zaczepiali?
- Tak ale jak skręciłam w tę uliczkę i zapukałam do pani drzwi uciekli jak poparzeni. Czemu?
- A bo boją się mojego psa, za każdym razem kiedy otwieram drzwi wybiega, ale tym razem zamknęłam go w innym pokoju.
- Aha...
- Czemu wyglądasz, tak jak wyglądasz?
- Zgubiłam się.
-Rozumiem, mogę ci jakoś pomóc?
- Owszem, mogłaby mi pani powiedzieć, w którą stronę do studia nagraniowego ,,Fest"?
- Kochana, oczywiście że wiem. Daj mi chwilę.
Kobieta wróciła do mnie przebrana. wyszłyśmy z domu. Spojrzałam na nią pytająco. Pokazała mi na samochód:
- Wsiadaj. Zawiozę cię, nie pozwolę żeby ci chłopcy znowu cię zaczepiali.
- Dziękuję bardzo.
Wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy. Byłam strasznie zmęczona więc przysnęłam na około 10min. Po 30 minutach byłyśmy pod studiem nagraniowym, do którego przychodzi Justin.
- Dziękuję pani bardzo!
- Nie ma sprawy. - odpowiedziała kobieta i odjechała. Weszłam do studia.
- Dzień dobry! - przywitałam się z prowadzącym.
- Dzień dobry. Kim jesteś? - spytał
- Ja bym chciała tylko skorzystać z telefonu. - mogłabym?
- Oczywiście - podał mi telefon.
Wypisałam numer do Fredo. Na szczęście był krótki i łatwy do zapamiętania.

- Halo? - spytał Fredo
- Hej, tu Melody słuchaj czy mógłbyś...
- Melody!! Nie wież jak mi ulżyło. Cholera gdzie jesteś?
- W studiu nagraniowym " Fest "
- Okej. Już po ciebie jadę.
- A i Fredo na kanapie w salonie leży mój telefon. Połóż go na ławie, bo potem zapomnę.
- Okej, Już po ciebie jadę.
Oddałam telefon mężczyźnie i wyszłam z budynku. Nawet nie musiałam długo czekać, bo po 5 minutach Alfredo wysiadł a samochodu i podbiegł do mnie. Złapał mnie w pasie i podniósł że szczęścia.
- Justin już chciał mnie zabić.
- Haha no nie dziwię się. Miałeś mnie pilnować, a ty sobie gdzieś polazłeś.
- Byłem w piwnicy. Grałem w Batelfielda czy jakoś tak.
- Hahaha, no genialnie. A teraz zawieź mnie do domu Justina.
- Robi się.
Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Ciekawe jak Justin zareaguje kiedy mnie zobaczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz