Rozdział 6. I don't understand
Kiedy się obudziłam była 11. Justina już nie było ze mną w pokoju. Wstałam i ubrałam się. Dziś wyjątkowo założyłam moją ulubioną sukienkę w kolorze miętowym, i beżowe baleriny. Zeszłam na dół. Justin spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Chcesz kawy ? - spytał
- Tak, poproszę. - odpowiedziałam
Justin nalał sobie i mi kawy i oboje usiedliśmy na tarasie.
- Ślicznie wyglądasz. - skomplementował mnie
- Justin, proszę cię wyglądam jak jakieś nieuczesane straszydło. Ale dziękuję, ty też bardzo dobrze wyglądasz.
- Haha, bez przesady.
- No co ja tylko stwierdzam fakty. - odparłam
- Głodna jesteś?
- Trochę, ale zaraz będzie pora obiadowa. Mam parę groszy do pojedziemy gdzieś na obiad, co ty na to?
- Chętnie.
- Ok. To ja idę się ogarnąć z moją śliczną fryzurą.
- Czekam, na ciebie w aucie.
- Dobrze.
Poszłam do łazienki. Uczesałam się i już chciałam wychodzić, ale mój telefon zawibrował. Spojrzałam na ekran.
Od: Nieznany
Kochanie nie masz się co ukrywać w jakimś domku z tym swoim kochasiem. Przede mną nie uciekniesz. Jestem dosłownie WSZĘDZIE.
W moich oczach zakręciły się ponownie łzy. A już myślałam że chociaż na jeden dzień będę miała spokój, myliłam się. Znowu. Pobiegłam do Justina. Pokazałam mu wiadomość. Zdaje się że był naprawdę mocno wkurzony tym wszystkim. Złapał mnie za rękę i wsadził do samochodu, po chwili byliśmy już w drodze do miasta. Spytałam gdzie jedziemy, i co zamierza.
- Zawiozę cię do mojego przyjaciela Alfredo. Zostaniesz tam przez jedną noc. Jutro rano po ciebie przyjadę.
- Co?
- Nie bój się. Będziesz bezpieczna. Obiecuję.
- Dobrze.
Zatrzymaliśmy się pod dosyć dużym domem.
- To tu mieszka Alfredo?
- Tak.
Z domu wyszło dwóch chłopaków. Justin i Ja wysiedliśmy z samochodu.
- Siema Bieber - odezwał się Alfredo
- Siema - odpowiedział Justin
- A co to za laska? - spytał Fredo
- Ej, ogar. To moja...dziewczyna. - powiedział Justin
- WOW! Niezła jest.
- Uspokój się, zostanie dziś u ciebie na noc, ale masz jej pilnować. Bo jeżeli coś jej się stanie to przysięgam że cię uduszę.
- Spoko ziom. Nic się nie wydarzy.
- Mam nadzieję.
- Melody idź z Fredo.
- Ale Justin.
- Nie bój się jutro rano po ciebie przyjadę.
- Dobrze.
Kiedy się odwróciłam w stronę Fredo, Justin pociągnął mnie za rękę i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Tę chwilę przerwała moja komórka. Koleina wiadomość.
Od: Nieznany
Ooo... jaka romantyczna chwila.Hahah, a mówił że cię nie zostawi. Żałosne. Uważaj na siebie kotku.
Justin powiedział.
- Nie bój się. Alfredo się tobą zajmie.
- Dobrze.
- Kocham Cię Mell.
- Ja ciebie też.
Justin ze Scooterem wsiedli do samochodu i odjechali, a ja i Alfredo zostaliśmy sami. Fredo złapał mnie za rękę i zaprowadził do domu. Pokazał mi mój pokój. Przyznam że Fredo był bardzo miły. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła godzina 16.00. Pomyślałam że może mogłabym pogadać z Fredo. Poszłam do jego pokoju. Nie było go, więc poszłam do salonu. Tam też go nie było. Więc zawołałam " Alfredo!!!". Nikt się nie odzywał obeszłam wszystkie możliwe miejsca i nigdzie go nie było. Wystraszyłam się, a tymczasem mój telefon ponownie zawibrował.
Od: Nieznany
Hahaha... widzisz. Zostałaś sama, kompletnie sama kochanie. Uważaj na siebie bo mogą być to twoje ostatnie godziny kiedy widzisz się z przyjaciółmi. Hahahahah...
- Co to ma znaczyć? - pomyślałam
Jeszcze raz krzyknęłam " Alfredo!!!" " Nie rób sobie jaj, to nie jest zabawne" i znowu zero odzewu. Teraz to naprawdę się bałam. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Justina. Nie odbierał.
- No to koniec - powiedziałam do siebie.
Rzuciłam telefon na kanapę i wybiegłam z domu. Zatrzymałam się dopiero na podjeździe dla samochodów.
- ALFREDO!!!
- Cholera, nie wierzę. Miał się mną zająć, a tymczasem w pobliżu nie ma żywej duszy.
Rozejrzałam się dookoła. Naprawdę byłam sama. Przypomniałam sobie drogę do studia nagraniowego Justina. Ruszyłam przed siebie. Szczerze, już miałam w dupie to czy coś mi się stanie czy nie, ale bałam się naprawdę się bałam bo miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi. Byłam już niedaleko studia i nagle nastała mi ciemność przed oczami. Obudziłam się. Leżałam na jakiejś spruchniałej kanapie.
- Obrzydlistwo - pomyślałam.
Wstałam. Było ciemno, ale jednak jasno. Na podłodze leżała jakaś kartka. podniosłam ją. Pisało na niej:
Mówiłem że przede mną nie ma ucieczki. I BUUUM. Stało się. Z tąd nie ma wyjścia. Twój kochany ojczym.
Szukałam, jakiegokolwiek wyjścia. Nic nie znalazłam. Już traciłam jakąkolwiek nadzieję że może jednak mimo wszystko coś znajdę. Ale jednak znalazłam. Dziura dosyć wąska. Udało mi się przez nią przecisnąć, ale sukienkę podarłam i poplamiłam jakimś obrzydlistwem. To chyba był smar. Ble - dostałam gęsiej skórki na samą myśl o czymś takim. Wyszłam z tego pomieszczenia. Byłam w kompletnie nieznanym mi miejscu. Szłam przed siebie. Wiedziałam że nie wiem gdzie jestem. Na szczęście znałam adres domu Alfredo, do którego zawiózł mnie Justin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz