Rozdział 22. Leave me alone.
Po długiej i męczącej podróży, dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę hali, na której występował Juss. Pod wejściem stały tłumy papparazzi, więc nie mogliśmy tamtędy wejść, choć by właśnie z tego powodu. Dyskretnie weszliśmy do środka tylnim wejściem. Nie tracąc ani chwili pobiegliśmy do miejsca, w którym stał cały Bieberteam. Przywitałam się ze wszystkimi, po czym wraz z dziećmi podeszłam do Jeremy'ego.
- Hej.- przywitałam się.
- Hej, Jazzmyn, Jaxon (?) Co wy tu robicie?- spytał zaskoczony.
- Wszystko ci wyjaśnię Jeremy.- powiedziałam.
- Dobrze, spokojnie.- zaśmiał się.
- A więc tak. Jak już wiesz, Pattie poprosiła mnie żebym zajęła się dzieciakami, więc się zgodziłam. Kenny zawiózł mnie do waszego domu i odjechał. Usiadłam sobie na sofie i oglądaliśmy wspólnie telewizję. Dzieci zasnęły, a ja poszłam do kuchni napić się soku i wyjrzałam przez okno i pod domem zauważyłam czarnego Vana, tego samego który śledził wcześniej mnie i Justina. Poznałam go po rejestracji. Zadzwoniłam więc po Kenny'ego i poprosiłam żeby po nas przyjechał. Zgodził się i przyjechał. Myślałam, że jak zobaczy gdzie jedziemy to odpuści, ale nic z tego. Jechał za nami, aż do Denver.
- Okej, rozumiem odetchnij trochę.
- Dziękuję, że mnie rozumiesz.- powiedziałam.
Po koncercie, kiedy Justin zszedł ze sceny, Jazzy i Jaxon przytulili się do niego i nie mogli się oderwać.
- Idźcie teraz na scenę z tatą, a ja przywitam się z moją dziewczyną.- uśmiechnął się Justin.
Rodzeństwo pobiegło na scenę, a Juss podszedł do mnie i objął w pasie.
- Tęskniłem za tobą.- powiedział.
- Ja za tobą też.- odparłam. To nawet nie był cały dzień, ale mimo to i tak bardzo nam siebie brakowało.
Przytuliłam się do mojego chłopaka i wyszeptałam mu do ucha:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Ale to dopiero w hotelu.
- Mmm... nie mogę się doczekać.- uśmiechnął się łobuzersko i oblizał wargi.
Przejechałam palcem po jego ramieniu i z uśmiechem na twarzy ruszyłam w stronę wyjścia. Justin szedł zaraz za mną. Wsiedliśmy do Tour Busa i odjechaliśmy. Kwadrans później byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z busa i udaliśmy się w stronę wejścia. Nie spodziewanie w ciągu kilku sekund, znalazłam się w powietrzu.
- Justin (!) Co ty robisz?- spytałam.
- Chcę być jak najszybciej w pokoju.- odparł.
- Coo? Po co?- ponownie zapytałam
- Chcę już tą niespodziankę (!)- powiedział.
- Hahahaha... ale z ciebie nie doczekaniec.- zaśmiałam się.
Justin podbiegł do recepcji, zabrał klucz od pokoju i wbiegł na schody, otworzył drzwi od naszego apartamentu, wbiegł do środka, posadził mnie na łóżku, zamknął drzwi na klucz, usiadł na łóżku obok mnie i spojrzał głęboko w oczy. Siedzieliśmy tak ok. 2 minut. Nie mogłam się powstrzymać, więc wybuchłam śmiechem.
- Co?- spytał zakłopotany.
- Nie mogę z ciebie, serio.- powiedziałam.
- Ale co ja zrobiłem? O co chodzi?
- Ten twój pośpiech doprowadził mnie do śmiechu. Jesteś nie samowity. Serio.
- Ahh. No wiem.
- Haha... jaki skromny.
- Ahaha... no wiem. No to co z tą niespodzianką?
- Aaa... poczekaj. Pali się kocie?
- Spoko, joł.
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w piżamę. Położyłam się w łóżku. Zaraz potem obok mnie znalazł się Juss. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Powoli zbliżyłam swoje usta do niego i pocałowałam delikatnie ale namiętnie. Następnie przejechałam kilka razy po jego torsie i pocałowałam. Justin zrobił to samo. Niestety, zawsze ktoś musi wszystko popsuć. Justin odebrał telefon. Rozmowa trwała ok. 5 min. Chłopak odłożył telefon i spojrzał na mnie.
- Jutro rano muszę być w studiu, tutaj w Los Angeles.
- Co? Ale jak to?
- Scooter znowu coś wymyślił, ale nie chce powiedzieć co.
- Okej, to innym razem dokończymy nasze "figle".- zaśmiałam się
- Oczywiście.- potwierdził.
Położyłam się tyłem do Justina i zgasiłam lampkę. Nagle poczułam jak Jus obejmuje mnie i cmoka w policzek. Ścisnęłam jego rękę i zasnęłam.
Najprawdopodobniej spałabym dłużej, gdyby nie słońce, rażące mnie w powieki. Wstałam i wolnym krokiem udałam się do łazienki. Wzięłam poranny prysznic i wyszłam z łazienki. Rozejrzałam się po pokoju. Był pusty, ale na szafce nocnej zobaczyłam karteczkę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać.
"Dzień dobry kotku. Przepraszam, że mnie z tobą teraz nie ma, ale jak wiesz musiałem jechać do studia ze Scooterem. Miałem nadzieję, że to trochę później ale zadzwonił do mnie o 6.00 i powiedział, że za pół godziny będzie pod hotele. Nie wiem, o której wrócę ale mam dla ciebie niespodziankę. O 11.00 powinna przyjść. Kocham cię. Justin ♥.
Zastanawiałam się co ten chłopak znowu wymyślił. Odłożyłam kartkę z powrotem na szafkę i poszłam się ubrać. Założyłam beżowe rurki, kremową bluzkę, białe supry i bransoletkę z napisem "Belieber4ever". Włosy zostawiłam rozpuszczone, popsikałam się perfumami "The Key", wzięłam torebkę, telefon i chciałam wychodzić ale kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich Ann.
- Co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona.
- Jestem niespodzianką dla ciebie od Justina.- odpowiedziała.
- OMB (!) Serio?
- Tak, a teraz może byś się tak ze mną przywitała, a nie tak stoisz!- zaśmiała się Ann.
Nic nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam przyjaciółkę, tak mocno jak tylko potrafiłam. Nie mogłam uwieżyć w to, że Justin sprowadził Ann tutaj do Los Angeles specjalnie dla mnie.
- Melody, bo wiesz mam pytanie, a właściwie propozycję.
- No, wal śmiało.
- Bo słyszałam, że tu w L.A jest fajny klub i... .
- Tak, wiem i owszem możemy pójść.
- Serio? Jejku, dzięki Melli. Od czasu kiedy wyjechałaś, nie było mnie na żadnej imprezie.
- Spoko, szczerze mówiąc to ja też. Wiesz ta sprawa z Jackiem i wgl.
- Aaa... właśnie, co z tym kolesiem?
- Ciągle wysyła wiadomości i śledzi mnie, ale to jeszcze nic. Niedługo pewnie znowu coś wymyśli nowego.
- Racja. Ok to, o której idziemy?
- No nie wiem, może o 22.30am?
- Okej.
- To może teraz pójdziemy na małe zakupy?- zaproponowałam.
- Spoko, czemu nie.
Wzięłam klucz od pokoju i wyszłyśmy. Zeszłyśmy powoli po schodach, oddałam klucz i wyszłyśmy z hotelu. Chodziłyśmy po mieście w poszukiwaniu czegoś, w co mogłybyśmy się ubrać na dzisiejszy wieczór. W końcu udało nam się znaleźć sklep, którego szukałyśmy. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy przeszukiwać wszystkie regały i wieszaki, w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji. Po pięciu minutach znalazłam sukienkę i poszłam do przebieralni. Założyłam kreację, przejrzałam się w lustrze, a następnie kazałam ocenić się w niej Ann.
- Wyglądasz odjazdowo.- powiedziała
- Dzięki. To co kupować ją?
- Na jasne, tylko jeszcze jakieś buty trzeba ci znaleźć.
- Ahaha... okej zaraz coś znajdę.
- Spoko.
- A ty? Masz coś?
- Jasne, zaraz będę przymierzała (xD)
- Aha, to idź, a ja poszukam sobie butów. Weszłam z powrotem do szatni i przebrałam się. Zabrałam sukienkę i wyszłam poszukać butów. Na wystawie zauważyłam buty idealnie współgrające z sukienką. Wzięłam je i poszłam w stronę przymierzalni, w której była Ann.
- Angela, to ja jesteś?- spytałam.
- Tak, wejdź pomożesz mi z suwakiem, bo chyba się zaciął.
Zajrzałam do środka. Widząc, że przyjaciółka kompletnie sobie nie radzi z zapięciem sukienki, pomogłam jej. W końcu mogłam zobaczyć ją w całej okazałości.
- Wyglądasz bosko.- skomplementowałam ją.
- Bez przesady Melody.- zaśmiała się.
- Dobra, dobra nie bądź taka skromna.- powiedziałam.
Angela weszła do przebieralni i po dwóch minutach z niej wyszła, po czym obie udałyśmy się do kasy. Zapłaciłyśmy za zakupy i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Nagle Ann zatrzymała mnie i powiedziała:
- Widzisz tego chłopaka?- kiwnęła głową wskazując na bruneta, o ciemnych oczach i umięśnionych barkach.- Od momentu kiedy tu przyszłyśmy, przygląda ci się i nie może oderwać od ciebie wzroku.
- Ahh... Ann, teraz to ty nie przesadzaj. Pewnie ci się wydaje.
- No właśnie nie, spójrz a niego.- powiedziała.
Zerknęłam w stronę chłopaka. Angela jednak miała rację, on widocznie nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Uśmiechnął się do mnie, więc ja zrobiłam to samo. Lekko zaczęłam popychać Angelę w stronę wyjścia, ale ta opierała się. Ponownie spojrzałam w stronę chłopaka. Szedł w naszą stronę. Nie chciałam być nie grzeczna więc stanęłam i czekałam na rozwój sytuacji.
- Hej, jestem Johny.
- Hej, ja jestem Melody, a to moja przyjaciółka Angelika.
- Śliczne imię, Melody.
- Dzięki.- odparłam.- Przepraszam cię najmocniej, ale bardzo się śpieszymy.
- Spoko, nie ma sprawy, już was nie zatrzymuję. To do zobaczenia.- pożegnał się.
- Pa.-odpowiedziałam.
Wyszłyśmy ze sklepu i poszłyśmy do kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i chwilę rozmawiałyśmy o tym co dzieje się w mojej starej szkole w Toronto. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20.00. Zabrałyśmy zakupy i wyszłyśmy z kawiarni. Chwilę później byłyśmy w hotelu. Justina jeszcze nie było, więc postanowiłyśmy wykorzystać ten czas, kiedy jesteśmy same i powoli zaczęłyśmy się przygotowywać do wyjścia, świetnie się przy tym bawiąc. Ok. 10.00am, ubrałyśmy się w kupione dziś rzeczy, uczesałyśmy się i byłyśmy gotowe do wyjścia. Napisałam jeszcze tylko karteczkę Justinowi, gdzie będę i wyszłyśmy z apartamentu. Na dole czekała na nas taksówka. Wsiadłyśmy do niej i odjechałyśmy z pod hotelu. Kwadrans później byłyśmy pod klubem. Co prawda mogłyśmy iść pieszo, ale było ciemno i trochę się bałyśmy. Weszłyśmy do klubu i usiadłyśmy przy barze. Zamówiłyśmy sobie po drinku i wypiłyśmy. Rozmawiałyśmy sobie, do momentu kiedy barman nie postawił przede mną drinka.
- To od tamtego pana.- powiedział i wskazał na chłopaka siedzącego kilka krzesełek od nas.
Zdziwiłam się i lekko odsunęłam napój. Nie chciałam pić. Jeden mi w zupełności wystarczał, poza tym nie lubię alkoholu.
- Melody, to ten chłopak ze sklepu. Pamiętasz?- powiedziała Ann.
- Serio?
- No tak, spójrz.
- Faktycznie, to on.- powiedziałam.
Chłopak podszedł do nas i zaczął rozmowę.
- Hej, dziewczyny. Co wy tu robicie?
- Przyszłyśmy się trochę rozluźnić, a ty?
- A tak jakoś, każdy wieczór spędzam w tym klubie.- uśmiechnął się.
- Aha.- powiedziałyśmy zgodnie.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Kiedy było już wystarczająco głośno i tłumy ludzi uznałyśmy z Ann, że idziemy potańczyć. Angelika przeprosiła chłopaka i pociągnęła mnie za sobą na parkiet. Tańczyłyśmy ok. godziny, ale już nie wytrzymałam i poprosiłam Ann, żebyśmy na moment wyszły z klubu bo było tam pełno dymu papierosowego. Wyszłyśmy na dwór i zaczęłyśmy się wygłupiać, tak jak kiedyś. Postanowiłyśmy że przejdziemy się trochę. Szłyśmy przed siebie, kiedy usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Pomyślałam że mi się przesłyszało więc szłyśmy dalej. I znowu hałas. Szturchnęłam Angelikę i spytałam czy słyszy to samo co ja.
- Tak, dziwne. Może lepiej wracajmy już do klubu.- zaproponowała.
- Okej.- odpowiedziałam i obie zawróciłyśmy.
- Muszę zapiąć sobie but, idź ja cię dogonię.- powiedziała Ann.
- Ok.- kiwnęłam głową i szłam dalej.
Pięć kroków od momentu kiedy Ann zatrzymała się poczułam na swoich oczach czyjeś dłonie.
- Angela, przestań!- powiedziałam i odwróciłam się.
Kiedy spojrzałam na osobę, która zakryła mi oczy byłam przerażona.
Zaczęłam uciekać i krzyczeć. Jak na złość przewróciłam się, a ten człowiek był coraz bliżej mnie. Złapał mnie za obie ręce i trzymał z całej siły. Czułam potworny ból, ale też strach. W duchu modliłam się, żeby ktoś mi pomógł. Uwolnił moje ręce dopiero w jakieś ślepej uliczce. Spojrzałam mu w oczy. Poznałam, że to Jack. Zaczął się śmiać. Zakryłam twarz rękoma.Bałam się. Nagle usłyszałam uderzenie. Odsłoniłam oczy i zobaczyłam Ann. Wstałam, mocno ją przytuliłam i podziękowałam, za pomoc.
środa, 20 listopada 2013
piątek, 15 listopada 2013
Rozdział 21. Love me love me say that you love me.
Na lotnisku byliśmy ok. 11.30am. Na szczęście nie było na nim fanów, więc w spokoju mogliśmy wsiąść do samolotu i bez żadnych niespodzianek lecieć na następny koncert w Los Angeles. Po koncercie byłam strasznie zmęczona, dlatego jak tylko zajęliśmy miejsca założyłam słuchawki i zasnęłam. Spałam ok. godziny. Spojrzałam przez okno. Z góry wszystko było widać doskonale, tym bardziej że był pięknie oświetlone. Spojrzałam na Justina, spał. Powoli wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam ręce i przemyłam twarz, po czym wróciłam na swoje miejsce i przytuliłam się do swojego chłopaka. Już nie zasnęłam tylko czekałam, aż kapitan poinformuje nas o lądowaniu. Powinniśmy wylądować o 12.00am, ale mieliśmy małe opóźnienie, z powodów mi nie wiadomych. Znudził mi się bezczynne siedzenie więc wstałam i weszłam do kabiny pilota. Usiadłam na miejscu obok i zaczęłam rozmowę.
- Kiedy jest przewidziane lądowanie?
- Mieliśmy małe opóźnienie z powodu braku miejsca na lądowanie, na lotnisku w L.A dlatego wylądujemy w Chicago, a z tamtąd Tour Busem pojedziecie na lotnisko w L.A gdzie czekają na was rodzice Justina.- odpowiedział.
- Rodzice?- spytałam zdziwiona. - A z kąd oni się wzięli w Los Angeles?
- Chcą zobaczyć się ze Scooter'em i resztą Bieberteamu.- odparł pilot.
- Aha. Rozumiem, to kiedy wylądujemy?- ponownie zapytałam.
- Za osiem minut góra.
- Ok, czyli mogę budzić chłopków?
- Jasne.
- Dobrze dziękuję.- podziękowałam i wyszłam z kabiny. Idąc w stronę swojego miejsca, zakręciło mi się w głowie i zaczęły plątać mi się nogi, ale zdążyłam jeszcze krzyknąć:
- Justin, wstawaj!
Po tym już nic nie pamiętam.
*JUSTIN POV*
Usłyszałem głos Melody mówiący: "Justin, wstawaj!", ale kiedy otworzyłem oczy nikogo nie widziałem. pomyślałem że mi się coś przyśniło, ale kiedy odruchowo spojrzałem na podłogę, doznałem szoku.
- Melody!- krzyknąłem i chyba obudziłem tym Scootera, bo zerwał się na równe nogi.
- Co się dzieje?- spytał klękając obok mnie.
- Nie wiem, usłyszałem tylko "Justin wstawaj!". Na początku myślałem że mi się przyśniło, po czym spojrzałem odruchowo na podłogę i zobaczyłem ją, leżącą na podłodze.- wyjaśniłem.
- Dobra, idę do pilota, zaraz wracam.- powiedział Scoot.
Scooter poszedł do pilota, a ja w tym czasie próbowałem obudzić Mell. Kiedy Scoot wrócił kazał mi usiąść i zapiąć pasy bo mieliśmy lądować. Podniosłem Melli i posadziłem na fotelu obok i zapiąłem jej pasy, po czym to samo zrobiłem ze sobą. Podczas lądowania, wciąż próbowałem ją obudzić. W końcu udało się. Zaczęła się ruszać i otworzyłam oczy. Byłem szczęśliwy, że nic jej nie jest.
*MELODY POV*
Kiedy się obudziłam byłam w objęciach Justina.
- Co się stało?- spytałam,
- Zemdlałaś.- odparł Jus.
- Aha. Ała, strasznie boli mnie głowa.- powiedziałam.
- Zaraz wysiądziemy z samolotu i pojedziemy do szpitala.- powiedział.
- Okej.- odparłam.
-Wysiadamyyyy!- krzyknął Scooter
Justin wstał pierwszy i ruszył w stronę wyjścia. Ja zaraz za nim, ale głowa tak mnie bolała że prawie znów wylądowałabym na podłodze, gdyby nie Scooter, który stał za mną. Pomógł mi wysiąść z samolotu, a zaraz potem przejął mnie Justin. Chwilę później wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Jakieś pół godziny jazdy zaciekawiona czemu nie ma z nami Jazzy i Jaxona spytałam:
- Gdzie są dzieciaki?
- Zostali w Stratford z dziadkami.- odparła Pattie.
- Rozumiem.
Piętnaście minut później byliśmy na miejscu. Justin i ja weszliśmy do środka, a Pattie i Jeremy pojechali poszukać miejsca do zaparkowania wozu.
- Dobry wieczór, czy jest jakiś wolny lekarz? Pilne!- spytał Justin recepcjonistkę.
- Niestety nie, a co się dzieje?- zapytała kobieta.
- Okropnie boli ją głowa, a do tego zemdlała już 2 raz. Kiedy to się zdarzyło po raz pierwszy, udaliśmy się do lekarza, ale on powiedział że to z przemęczenia.- wyjaśnił.
- Aha. Rozumiem. Zobaczę co da się zrobić.- odpowiedziała recepcjonistka, po czym udała się do jakiegoś pomieszczenia.
Znów zaczęło mi się kręcić w głowie, i nie pamiętam co działo się dalej. Ocknęłam się będąc już na sali. Lekarz zbadał mnie po czym wyszedł z sali, a za niego wszedł Justin z Pattie i Jeremym. Chwilę porozmawialiśmy, a następnie Patt i Jeremy wyszli. Zostaliśmy sami z Justinem.
- Jak się czujesz? Nic cię nie boli?- spytał. Na jego twarzy widziałam smutek.
- Tak, czuję się dobrze i nic mnie nie boli.- odparłam.
Nie chciałam żeby Justin był smutny więc powiedziałam:
- Pamiętasz jak w kawiarni rozmasowałeś lody czekoladowe na mojej sukience, a potem tarłeś tą plamę serwetką, bo chciałeś ją zetrzeć, a jeszcze bardziej roztarłeś ją po jej powierzchni?
- Tak.- przytaknął.
- Ej, uśmiechnij się. Proszę, nie chcę żebyś był smutny.
- Nie potrafię. Za bardzo się o ciebie boję. Jesteś dla mnie wszystkim, moim całym życiem, całym światem, moją gwiazdą na niebie. Kocham Cię najbardziej na świecie, jesteś moją księżniczką.
Kiedy to wszystko powiedział mocno się wzruszyłam, bo po raz pierwszy chłopak powiedział mi tak prawdziwe i wzruszające wyznanie. Rzuciłam się mu na szyję, wtuliłam twarz w ramię i momętalnie poczułam łzy spływające po mojej twarzy.
- Dziękuję.- jęknęłam.
- Nie ma za co. Powiedziałem całą prawdę i to co czuję.- powiedział.
- Nikt jeszcze nigdy nie powiedział mi czegoś tak pięknego. Zazwyczaj słyszałam tylko "Kocham cię" i nic więcej.
Justin już nic więcej nie powiedział, ale uśmiechnął się szeroko i delikatnie pocałował.
- Cieszę się, że cię mam.- powiedziałam.
- Me too.- odpowiedział.
Po chwili do pokoju wszedł lekarz z wynikami badań. Na jego twarzy widniał uśmiech. Justin wstał z łóżka i podszedł do doktora.
- I jak doktorze! Co jej jest?- dopytywał.
- Zrobiliśmy wszystkie niezbędne badania, i ich wyniki wykazały, że to wszystko dzieje się ze zmęczenia. Ale proszę się nie martwić, to chwilowe. Za jakiś miesiąc objawy ustąpią i wszystko będzie dobrze, ale teraz proszę się tak nie przemęczać i stresować.- wyjaśnił lekarz.
- Dobrze, dziękujemy. Czyli możemy jechać już do domu?- spytał Justin.
- Tak, oczywiście.
- Dobrze, więc jeszcze raz bardzo dziękujemy i do zobaczenia.- powiedziałam.
- Dziękuję, i polecam się na przyszłość.- zaśmiał się lekarz.
Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z pokoju, po czym ze szpitala. Pod wejściem czekał Jeremy. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Dojechaliśmy na lotnisko i przesiedliśmy się do Tour Busa. Zaraz po wejściu do środka, rzuciłam torebkę na fotel, zdjęłam buty i położyłam się na łóżku. Chwilę później wylądował na mnie Justin. Patrzył mi głęboko w oczy.
- Co jest?- zapytałam.
- Nic.- odparł.
- Jak nic? To po co się tak we mnie wpatrujesz?
- Bo masz śliczne oczy. Takie brązowe, cudne. Z resztą tak samo piękne jak cała ty.
- Hahaha się uśmiałam! Ja piękna? Błagam cię Justin!
- Nie mów tak, nie pozwalam ci. Jesteś moim aniołem. Pięknym aniołem. Jane?
- Hahaha no dobra.- zaśmiałam się i pocałowałam go, tak jak lubi.
- I to mi się podoba!- powiedział.
- Lol?! Złaź już ze mne, chce mi się spać.
- Okej, dobranoc aniołku.- powiedział i położył się na swoim łóżku.
Jeremy obudził nas ok.8.30pm.
- Jesteśmy na miejscu, ruszajcie się i szybko do hotelu, póki nie ma tłumu fanów.- wydał rozkaz.
- O nie! Jeszcze 5 minut proszę cię no!- wymamrotałam i zakryłam twarz poduszką.
- ...- Justin wymamrotał coś pod nosem i zrobił to samo co ja.
- Oj no proszę was no. To tylko kilka kroków i zaraz znowu będziecie mogli się położyć i przespać.
- Psss... Justin!
- Emm...co?
- Idziemy?- spytałam dyskretnie.
- Ehh...no dobra.- odparł.
Oboje wstaliśmy i ubraliśmy się. Zabrałam torebkę i wyszłam z busa. Zaraz za mną wyszedł Justin i Jeremy. Złapałam Jusa za rękę i pociągnęłam w stronę wejścia. Podeszliśmy do recepcji. Zza lady wychyliła się młoda kobieta.Justin jak to facet, zaczął się ślinić na jej widok. Kopnęłam go w kostkę i jak gdyby nigdy nic podałam imię i nazwisko, na które zarezerwowany był nasz pokój.
- Ah tak, pan Bieber.- powiedziała recepcjonistka i podała nam klucz od pokoju.- miłego pobytu życzę.
Justin pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę schodów. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Położyłam swoje rzeczy na fotelu, po czym poszłam do wziąć prysznic. Po kąpieli owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Zaczęłam przeszukiwać swoją torbę, w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Momentalnie wylądowałam na łóżku.
- Justin! Co ty odwalasz, co? Idź ty się lepiej naszykuj bo niedługo wychodzimy.
- Za chwilę, mamy jeszcze godzinkę.
- Yyy... no właśnie, godzinę. Tyle czasu zajmie nam przygotowanie się do koncertu, głupolu.- powiedziałam.
- No dobra.- odparł.
Puścił mnie i poszedł, a ja ponownie dopadłam do torby z ubraniami. Nie wiedziałam co mam na siebie włożyć.
- Bożeee... nie wytrzymam za moment.- pomyślałam.- Aha! To jest to.
Z torby wyjęłam czarną sukienkę do kolan, z prześwitującą koronką na plecach. Moja druga ulubiona sukienka, zaraz po tej zniszczonej miesiąc temu. Wysuszyłam włosy, po czym uczesałam je w kok. Założyłam sukienkę, czarne szpilki z białą platformą, srebrny łańcuszek od Ann oraz srebrną bransoletkę od mamy.
- Jestem gotowa!- krzyknęłam
- Ja również.- odpowiedział Justin wychodząc z sypialni.- Ooo... pięknie wyglądasz. Jeszcze cię nie widziałem w tej sukience, kochanie.- podszedł do mnie i objął mnie w pasie, a ja splotłam ręce na jego szyi.
- Haha. Widzisz? Mam jeszcze kilka rzeczy, w których mnie nie widziałeś.- powiedziałam.
- To koniecznie muszę je zobaczyć.- zaśmiał się i delikatnie mnie pocałował.
- Napewno zobaczysz.- odparłam- A teraz chodź bo się spóźnimy.
- Okej.
Złapałam torebkę w rękę i wyszłam z pokoju.
- Justin, chorobcia idziesz czy nie?
- Idę, idę spokojnie.
W końcu mogliśmy udać się do czekającego na nas Tour Busa. Wsiedliśmy do środka, ale zaraz potem musiałam z niego wysiąść bo Pattie mnie o to poprosiła.
- O co chodzi?- spytałam.
- Melody, słuchaj, bo mam taką nie typową prośbę.
- Słucham.
- Wiem, że zależało ci na byciu na tym koncercie Justina, ale ja zaraz mam spotkanie, bardzo dla mnie ważne, a nie mam z kim dzieciaków zostawić. Babcia i dziadek się rozchorowali, Jeremy i Justin będą na koncercie, a ja mam to spotkanie, więc pomyślałam że ty mogłabyś się nimi zająć.
- Eee... no nie wiem.
- Proszę cię Meli, wynagrodzę ci to obiecuję, tylko zrób to dla mnie.
- Jejku, no dobrze ale co na to wszystko Justin?
- Załatwię z nim to, a ty wsiadaj do auta, Kenny zawiezie cię do naszego domu.
- Dobrze.- odparłam i wsiadłam do samochodu.
Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Podziękowałam Kenny'emu, i weszłam do domu. Nie zdążyłam zdjąć butów, a koło mnie już biegały dwa urwisy.
- Cześć, co tam?- spytałam
- Joł bejbe!- przywitał się Jaxon.
- Siemanko Mell!- powiedziała Jazzy.
Zdjęłam buty i weszłam dalej. Usiadłam na sofie. Obok mnie zaraz znalazły się dzieci. Jazzmyn włączyła telewizor, a Jaxon objął mnie swoim małym ramionkiem. To było takie zabawne. Zabrałam jego rączkę, i to ja go objęłam. Jazzy chyba poczuła się zazdrosna, bo również chciała, żebym ją przytuliła. Oglądaliśmy w spokoju telewizję, kiedy przyszedł sms. Odczytałam wiadomość.
Od: Nieznany
Siedzisz sama, bez swojego kochasia, który jest wiele kilometrów od ciebie. Tylko ty i małe dzieci. Jesteś taka bezbronna.
Przewróciłam oczami i odłożyłam telefon. Spojrzałam na dzieci. Spały. Wstałam i poszłam do kuchni. Nalałam sobie soku do szklanki i wróciłam do pokoju. Usiadłam w fotelu. Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Przeczuwałam że coś się stanie. Wstałam i podeszłam do okna. Przed domem stał czarny Van. Po rejestracji poznałam, że to ten sam, który jechał za nami miesiąc albo dwa temu. Wystraszona, obudziłam dzieciaki, wzięłam telefon i pobiegliśmy na górę. Schowaliśmy się w pokoju Jaxona. Ponownie spojrzałam przez okno. Ten samochód chyba nie miał zamiaru odjechać. Wybrałam numer do Kenny'ego i zadzwoniłam.
- Halo?- odezwał się głos w słuchawce.
- Hej, Kenny to ja Melody.- przywitałam się.
- Co się dzieje?- spytał.
- Mam ogromną prośbę, mógłbyś tu przyjechać?
- No pewnie, ale o co chodzi?- dopytywał.
- Przed domem stoi czarny samochód, ten sam który w wakacje śledził mnie i Justina.
- Okej, zaraz będę, a ty w tym czasie nie wychodź z domu. Rób tak jak byś nie miała pojęcia że to auto jest pod domem, jasne?
- Pewnie.- odparłam i rozłączyłam się.
Schowałam telefon do torebki i spojrzałam na dzieciaki. Były zdezorientowane.
- Co się dzieje Melli?- spytała Jazzmyn.
- Nic takiego, zaraz przyjedzie Kenny i pojedziemy do Justina, ok?
- Jeeeeah- krzyknęło zgodnie rodzeństwo.
- Okej, to ja i Jazzy idziemy spakować potrzebne rzeczy, a do ciebie zaraz wrócę, dobrze?
- Okej, a mogę wziąć misia?- spytał Jaxon.
- Pewnie.- uśmiechnęłam się, pogłaskałam go po głowie i wyszłam z pokoju.
Jazzy, była już spakowana. Jaxon również więc zeszliśmy na dół. Spojrzałam przed okno. Kenny już był pod domem. Wyszliśmy więc z domu i wsiedliśmy do auta. Odjechaliśmy jak gdyby nigdy nic, ale czarny Van nie dawał za wygraną i ruszył za nami.
środa, 6 listopada 2013
Hej. Chciałabym wam tylko powiedzieć, że w związku z tym że jestem kontuzjowana chwilowo i jestem zawalona sprawdzianami i kartkówkami, posty będą się pojawiały rzadziej, natomiast w ferie czy dni wolne od szkoły posty będą częściej się ukazywały. W ferie na pewno będą ukazywały się one codziennie lub co dwa dni. Przepraszam was najmocniej, ale zrozumcie mnie, bo w końcu zaraz koniec semestru, a oceny muszę mieć dobre, ale obiecuję że jak tylko będę mogła będzę dodawała posty tak często jak tylko będę mogła. I jeszcze raz was mocno przepraszam. Mam nadzieję że się nie zawiedziecie i dalej będziecie czytać mojego bloga. Kocham Was najmocniej jak potrafię i jeszcze raz bardzo Was Przepraszam.
Karola ♥
Karola ♥
Rozdział 20.So cool.
Jechaliśmy nie całe 15 minut. Pod areną stały tłumy ludzi, a
kiedy zobaczyli naszego Tour Busa obeszli go ze wszystkich stron. Powiem
szczerze że trochę się ich bałam bo to było raczej wiadome co może zrobić ponad
tysiąc fanów lub więcej może zrobić, widząc z tak bliska swojego idola.
Odczekaliśmy chwilę, po czym wysiedliśmy z busa. Justin wyszedł pierwszy i
trzymając mnie mocno za rękę, pociągnął za sobą. Widziałam pełno płaczących
dziewczyn, błagających o choćby jedno zdjęcie lub autograf. Niestety Jus się
nie mógł zatrzymać bo już byliśmy spóźnieni ok. 5 minut, a M&G samo się nie
zrobi. Kiedy byliśmy pod wejściem, ktoś krzyknął: „SUKA”. W tym momencie Justin
się zatrzymał i spojrzał w stronę tłumu, z którego dobiegł krzyk. Patrzył i
Patrzył tak jakby szukał tej osoby, która to powiedziała. Pociągnęłam go za
sobą żeby nie powiedział czegoś głupiego. Weszliśmy do środka i przy jednej z kas zauważyliśmy Scootera.
- Chodźcie szybko!- powiedział, i ruszył przed siebie, a my
zaraz za nim.
- Zaraz zaczyna się Meet & Greet, więc idź się szybko
przebrać.- powiedział stanowczo Scooter.
- Ok.-przytaknął Jus i ruszył w stronę swojej garderoby.
Złapałam go jeszcze za rękę i powiedziałam:
- Proszę cię Justin, nie denerwuj się i uśmiechaj się do
każdego zdjęcia, proszę cię.
- Dobrze, postaram się.- odparł.
- Obiecujesz?- spytałam.
- Obiecuję kochanie.- powtórzył.
Pocałowałam go i popchnęłam w stronę garderoby. Gdy wszedł
do środka, ja pobiegłam do garderoby dla tancerzy. Weszłam do środka i rozejrzałam
się. Przywitała mnie jakaś kobieta.
- Choć się przebrać, chyba nie będziesz ćwiczyła tańczyć w
jeansach, to nie wygodne.- powiedziała.
Kiwnęłam znacząco głową i weszłam do przebieralni. Założyłam
fioletowy top, białe tenisówki i czarne legginsy, włosy natomiast uczesałam w
kok i wyszłam. Nie miałam pojęcia gdzie mam iść, ale na szczęście mężczyzna który
miał mnie uczyć czekał na mnie pod charakteryzatornią. Podeszłam do niego i
przywitałam się.
- Witaj, jak się masz? – spytał
- Dobrze dziękuję.- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Choć za mną, bo musimy już zaczynać.
- Okej.- odparłam i ruszyłam za mężczyzną. Po chwili byliśmy
już na Sali. Kroków nauczyłam się bardzo szybko, bo tak jak mówił Scooter jest
to bardzo łatwy taniec, tyle że do każdej piosenki jest inaczej sformułowana
choreografia. Gdy skończyliśmy spojrzałam na zegarek w telefonie. Zostało m
tylko 30 minut. Podziękowałam choreografowi i pobiegłam do garderoby. Przy
przebieralni stała ta sama kobieta, która godzinę temu pomagała mi się przygotować
do lekcji tańca.
- Nie przedstawiłam ci się poprzednio, a więc jestem Mariana
i będę ci pomagała przygotować się do występu- zaczęła.
- Jestem Melody.- odpowiedziałam.
- Chodź wybierzemy ci ubranie.- powiedziała Mariana.
Podeszłyśmy do szafy z ubraniami i zaczęłyśmy przeglądać
ubrania. Zajęło nam to ok. 5 minut, po czym przebrałam się w wybrane rzeczy i
usiadłam na fotelu. Mariana zrobiła mi wysoką kitkę i wpieła kilka wsuwek.
Ubrana byłam w biały t-shirt, czarne legginsy i białe Supry. Następnie Mariana zabrała
się za makijaż. Po chwili mogłam zobaczyć się już w całej okazałości. Byłam
zadowolona z mojego wyglądu. Przed wyjściem podeszłam jeszcze do Mariany i
podziękowałam za pomoc. Kiedy wyszłam z garderoby zobaczyłam Scootera, więc
podeszłam do niego.
- Hej!- powiedziałam.
- Melody? Co ty tu robisz?- spytał.
- Właśnie idę na scenę, a co?- zapytałam
- Zaraz zaczyna się występ, biegnij na scenę i stań na swoim
miejscu. SZYBKO!- powiedział
- Dobrze, dobrze już idę.- odparłam i pobiegłam w danym
kierunku. Spojrzałam na scenę, tancerze stali już n swoich miejscach, więc ja
też zajęłam swoje. Chwilę potem zaczęła się piosenka „All Around The World”, a
na scenie pojawił się Justin. Kiedy zaczął śpiewać, my (tancerze) zaczęliśmy tańczyć.
Myślałam że pomylą mi się kroki, ale uwierzyłam w siebie i wszystko wychodził
idealnie, aż do piosenki „ One Less Lonely Girl”. Kiedy zaczął ją śpiewać cała
arena śpiewać z nim, a ja miałam tylko ochotę przestać tańczyć i wybrać dla
niego tą jedną jedyną OLLG. Gdy przyszedł decydujący moment wyboru OLLG
zobaczyłam, że Scooter pokazuje palcem żebym do niego podeszła. Nie
przestawając tańczyć przesuwałam się do Scootera. Wreszcie byłam obok niego,
więc spytałam:
- Co się dzieje?
- Justin ma dla ciebie niespodziankę, dlatego do końca tej
piosenki nie wychodzisz na scenę, jasne?- spytał.
- Spoko.- odparłam
Nie miałam pojęcia co się dzieje.
- Muszę ci jeszcze zawiązać chustkę na oczy.- powiedział
Scoot.
- Po co?- zapytałam
- Bo to niespodzianka.- odpowiedział
Po chwili poczułam uścisk na mojej dłoni i usłyszałam jedno
słowo: „Chodź”. Szłam tak jak prowadził mnie jeden z tancerzy. Usłyszałam pisk
i głos Justina o wiele wyraźniej niż kiedy byłam za sceną. W końcu poczułam, że
moja ręka jest już wolna, ale zaraz znów ktoś mnie złapał tym razem za obie
ręce i znów szłam tylko tym razem musiałam wyżej podnosić nogi. W końcu
zaczęłam się domyślać o co chodzi. Odwiązano mi chustkę i przed sobą zobaczyłam
uśmiechniętą twarz Justina. Założył mi wianek na głowę i dokończył piosenkę.
Przyznam że mimo to, że jestem jego dziewczyną i mam go na co dzień, to się
wzruszyłam bo jeszcze mi nie śpiewał, ale podejrzewam że to dlatego, że dziś
chciał żebym została jego OLLG. Po wszystkim oboje pobiegliśmy za scenę i wtedy
rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam dziękować. Chwilę później Justin zaczął śpiewać resztę piosenek, a ja w
trakcie przemknęłam się na scenę i ponownie zaczęłam tańczyć, jak gdyby nigdy
nic. Podczas piosenki zakańczającej koncert ujawniłam się Justinowi. Był bardzo
zdziwiony, ale też szczęśliwy. Złapał mnie w pasie i podał mikrofon prosząc,
abym dokończyła z nim śpiewać. Zgodziłam się. Zaśpiewaliśmy piosenkę do końca i
zeszłam ze sceny, a Justin został i żegnał się z fanami. Pozwolił kilku wejść
na scenę żeby zrobili sobie z nim zdjęcie. A kiedy skończył, przyszedł przebrał
się i wyszliśmy z areny. Pod wyjściem stał nasz Tour Bus, ale zanim do niego
wsiedliśmy Justin zrobił sobie jeszcze kilka zdjęć i podpisał kilka autografów
i o dziwo dużo osób chciało również zdjęcie ze mną i mój autograf. Oczywiście
zgodziłam się na kilka zdjęć. Ostatnie zdjęcie i wreszcie byliśmy w Busie i
machając odjechaliśmy z pod areny.
sobota, 2 listopada 2013
Rozdział 19. What?
Obudził mnie telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. To Angela,
nie dzwoniłyśmy do siebie dawno więc szybko odebrałam.
- Hej, Melody.
- Hej, Ann. Co tam?
- W porządku. Dzwonię żeby spytać cię czy masz jakieś plany
na najbliższy tydzień.
- Owszem, właśnie lecimy do NYC. A czemu pytasz?
- Bo chciałam polecieć do ciebie w odwiedziny, ale skoro nie
ma cię w domu to ok., innym razem.
- Nie no co ty. My za 2 tygodnie powinniśmy być w domu, więc
zadzwonię do ciebie jak tylko wrócimy i zarezerwuję ci bilet.
- Nie musisz serio, sama sobie kupię i okej to daj znać jak
będziecie w domu.
- Okej, i nie ja ci kupię bilet, bo ostatnio dostałam 5tyś z
ubezpieczenia.
- Jak chcesz. Dobra ja kończę bo na uczelnię się śpieszę.
Papa, kocham cię.
- Papa i ja ciebie też. Dejjem
- Dejjem.
Zakończyłam rozmowę i schowałam telefon do kieszeni.
Spojrzałam na Justina i pocałowałam go w policzek po czym wstałam i ruszyłam w
stronę kabiny pilota. Otworzyłam drzwi i usiadłam na miejscu drugiego kapitana.
- Kiedy wylądujemy?- spytałam.
- Za kwadrans powinniśmy zawitać na lotnisku w NY.-
odpowiedział pilot.
- Dziękuję.- odparłam i wyszłam z kabiny.
Uznałam że powinnam obudzić Justina więc podeszłam do niego
i siadłam mu na kolanach.
- Wstawaj, zaraz lądujemy.
- Jeszcze pięć minut.- odparł.
- Pacz, widzę moje siostry, a twoje beliebers.
- Gdzie?- krzyknął i szybko spojrzał przez okno.
- Żartowałam, ale jakoś musiałam cię obudzić.- spojrzałam mu
w oczy i zaśmiałam się.
Justin zrobił minę szczeniaczka i popatrzył na mnie.
Mrugnęłam do niego okiem i chciałam wstać, ale pociągnął mnie i ponownie
wylądowałam na jego kolanach. Przytulił mnie i pocałował. Odwzajemniłam
pocałunek, ale w połowie przerwał nam kapitan samolotu, bo przyszedł nas
poinformować że lądujemy i mamy zapiąć pasy. Usiadłam na miejscu obok i
zapięłam pas i znów pocałowałam Justina. Po pięciu minutach drzwi od samolotu
otworzyły się co oznaczało że pora wysiadać. Zabrałam torbę i wysiadłam z
samolotu, a za mną Jus. Na lotnisku było pełno ludzi, a w śród nich zobaczyłam
Scootera, który zmierzał w naszą stronę. Justin przywitał się ze swoim
menadżerem i ja również.
- Załóżcie okulary i kaptury, żeby nikt was nie poznał , bo
mimo późnej pory na zewnątrz stoi tłum fanów.- ostrzegł nas Scoot.
Udało nam się do samochodu dojść bez szwanku, chociaż
przyznam że mało brakowało, a by nas poznano i staranowano. Wsiedliśmy do auta
i odjechaliśmy. Do hotelu weszliśmy tylnim wejściem, bo pod głównymi drzwiami
stały tłumy papparazzi. Po zakwaterowaniu udaliśmy się z Justinem do naszego
pokoju. Rzuciłam torbę na sofę i podeszłam do okna. Pod hotelem stało ok. 100
beliebers. Otworzyłam okno i wyjrzałam na zewnątrz, w tym momencie usłyszałam
ogłuszający pisk. Pomachałam wszystkim wysłałam kilka buziaków i zamknęłam
okno. Podeszłam do Justina i poprosiłam żeby wyjrzał przez okno. Zrobił to, po
czym otworzył drzwi na balkon i wyszedł. Wychylił się za barierkę i krzyknął:
- „ I Love My Beliebers”
Odpowiedział mu pisk, a za chwilę prośba o zaśpiewanie
jednej piosenki. Justin odwrócił się do mnie i zapytał jaką piosenkę ma
zaśpiewać. Odpowiedziałam mu że ,,One Love”. Justin zaczął śpiewać, a wraz z
nim wszystkie beliebers. Byłam dumna z tego że mogę być tutaj i słuchać jak
Justin śpiewa w towarzystwie moich sióstr, a jego Beliebers. Po zaśpiewanej
piosence pomachał wszystkim i wrócił do pokoju. Siedziałam na sofie i oglądałam telewizję, kiedy usłyszałam
pukanie do drzwi. Wstałam i otworzyłam, przede mną stał Scoot. Zaprosiłam go do
środka.
- Melody, mam sprawę.-zaczął.
- Słucham.- odparłam
- Bo muszę znaleźć kogoś na zastępstwo, wiesz tancerka
Justina się rozchorowała i nie może wystąpić oczywiście Justin o niczym nie
może wiedzieć, to niespodzianka, jasne?
- Spoko, i co? Ja tancerka, chyba żartujesz.- odparłam
- Nie, nie żartuję, proszę cię zrób to tylko jeden raz
błagam.- poprosił.
- No dobra.- zgodziłam się.
- Okej, to plan jest taki: Ubierasz się tak jak miałabyś iść
na koncert, ale podczas Meet&Greet idziesz do garderoby, tam stylistki cię
ubiorą, uczeszą zrobią makijaż i po tym idziesz na scenę, opuszczasz głowę, tak
żeby Justin jak wejdzie na scenę cię nie poznał. Zaczyna się muzyka zaczynasz
tańczyć, i przy piosence „Boyfriend” pokazujesz się Justinowi. Rozumiesz?-
spytał.
- No tak, ale jak mam tańczyć przecież nie znam nawet
choreografi.- powiedziałam
- Mamy od tego specjalistę więc nauczy cię w niecałe 10min,
ale nie masz się czym martwić bo M&G będzie trwało ok.1,5h więc będziesz
miała masę czasu, żeby się nauczyć, oczywiście masz tylko 60min, bo
przygotowanie do występu będzie trwało ok.30min.- odparł Scoot.
- Okej, myślę że dam radę.- odparłam
- Na pewno dasz radę Meli.- powiedział
- Hahah okej, na pewno dam radę.- zaśmiałam się.
Pożegnaliśmy się i Scooter wyszedł, a ja poszłam do pokoju przygotować
się do wyjścia. Miałam zacząć pakować torebkę, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie
w pasie. Odwróciłam się i ku moim oczom ukazał się roześmiany Justin.
- Z czego się cieszysz?
- Z… nie wiem szczerze mówiąc, tak jakoś.- odpowiedział
- Czyżby głupawka zawitała?- spytałam
- Owszem, jak już wiesz głupawka łapie mnie zawsze przed
koncertem, tak się odstresowuję- odparł Jus.
- Aha.- kiwnęłam głową
Schyliłam się po leżące na podłodze chusteczki, i w tym
samym momencie usłyszałam śmiech Jusa.
- Co ci jest Justin? Czyś ty oszalał?- spytałam
zaniepokojona zachowaniem mojego chłopaka.
- Nie, ale schyliłaś się i ten tego no… Jerry czuwa.-
zaśmiał się.
- Hahahaha ale ty jesteś głupi Justin. Nie wierzę, serio
wiedziałam że ci odwala, ale że aż tak, to nie miałam pojęcia.
- Nie moja win, trzeba było najpierw się uwolnić z moich
objęć skarbie.- powiedział
- Ehh… co ja mam z tobą w takiej sytuacji zrobić co?
Przecież ty wariujesz jak małe dziecko.- powiedziałam
- Wiem, a wiesz czemu?- spytał
- Nie wiem, czemu?
- Musisz zasłużyć żebym ci powiedział.- mówiąc to wskazał
palcem na swoje usta.
- Niedoczekanie twoje!- odparłam.
- Okej to się nie dowiesz!- powiedział
- No dobra, wygrałeś.- powiedziałam i pocałowałam go. Po chwili
oderwałam się od niego i powiedziałam:
- Teraz mów!
- Bo cię kocham.- powiedział.
- Oj no serio? Ja się tak starałam z tym całusem a ty że
mnie kochasz?- zaśmiałam się.
- Nie narzekaj, a teraz pakuj swoje rzeczy bo samochód czeka
na nas pod tylnim wyjściem.- pośpieszył mnie Justin.
- Okej, spokojnie bejbe.
- Co? Bejbe? To ja tak zazwyczaj mówię.- oburzył się.
- Teraz moja kolej misiaczku.- musnęłam lekko jego usta i
poszłam do drzwi.
Oboje wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół, po czym
wsiedliśmy szybko do auta i odjechaliśmy w stronę Areny.
__________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________________
PRZEPRASZAM WAS ŻE OSTATNIE 2 ROZDZIAŁY SĄ KRÓTSZE NIŻ RESZTA, ALE MAM NA GŁOWIE PEŁNO SPRAWDZIANÓW I KARTKÓWEK I NIE MAM ZA DUŻO CZASU, ALE OBIECUJĘ ŻE W CZASIE PRZERWY ŚWIĄTECZNEJ BĘDĄ SIĘ ROZDZIAŁY UKAZYWAŁY DŁUŻSZE I CZĘŚCIEJ. KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA BĘDZIE ZGŁASZANE DO ADMINISTRATORÓW. JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANI O KOLEJNYCH ROZDZIAŁAM ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA: @Beliebers0309. POZDRAWIAM KAROLA ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)