środa, 20 listopada 2013

Rozdział 22. Leave me alone.


Po długiej i męczącej podróży, dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę hali, na której występował Juss. Pod wejściem stały tłumy papparazzi, więc nie mogliśmy tamtędy wejść, choć by właśnie z tego powodu. Dyskretnie weszliśmy do środka tylnim wejściem. Nie tracąc ani chwili pobiegliśmy do miejsca, w którym stał cały Bieberteam. Przywitałam się ze wszystkimi, po czym wraz z dziećmi podeszłam do Jeremy'ego.
- Hej.- przywitałam się.
- Hej, Jazzmyn, Jaxon (?) Co wy tu robicie?- spytał zaskoczony.
- Wszystko ci wyjaśnię Jeremy.- powiedziałam.
- Dobrze, spokojnie.- zaśmiał się.
- A więc tak. Jak już wiesz, Pattie poprosiła mnie żebym zajęła się dzieciakami, więc się zgodziłam. Kenny zawiózł mnie do waszego domu i odjechał. Usiadłam sobie na sofie i oglądaliśmy wspólnie telewizję. Dzieci zasnęły, a ja poszłam do kuchni napić się soku i wyjrzałam przez okno i pod domem zauważyłam czarnego Vana, tego samego który śledził wcześniej mnie i Justina. Poznałam go po rejestracji. Zadzwoniłam więc po Kenny'ego i poprosiłam żeby po nas przyjechał. Zgodził się i przyjechał. Myślałam, że jak zobaczy gdzie jedziemy to odpuści, ale nic z tego. Jechał za nami, aż do Denver.
- Okej, rozumiem odetchnij trochę.
- Dziękuję, że mnie rozumiesz.- powiedziałam.
Po koncercie, kiedy Justin zszedł ze sceny, Jazzy i Jaxon przytulili się do niego i nie mogli się oderwać.
- Idźcie teraz na scenę z tatą, a ja przywitam się z moją dziewczyną.- uśmiechnął się Justin.
Rodzeństwo pobiegło na scenę, a Juss podszedł do mnie i objął w pasie.
- Tęskniłem za tobą.- powiedział.
- Ja za tobą też.- odparłam. To nawet nie był cały dzień, ale mimo to i tak bardzo nam siebie brakowało.
Przytuliłam się do mojego chłopaka i wyszeptałam mu do ucha:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Ale to dopiero w hotelu.
- Mmm... nie mogę się doczekać.- uśmiechnął się łobuzersko i oblizał wargi.
Przejechałam palcem po jego ramieniu i z uśmiechem na twarzy ruszyłam w stronę wyjścia. Justin szedł zaraz za mną. Wsiedliśmy do Tour Busa i odjechaliśmy. Kwadrans później byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z busa i udaliśmy się w stronę wejścia. Nie spodziewanie w ciągu kilku sekund, znalazłam się w powietrzu.
- Justin (!) Co ty robisz?- spytałam.
- Chcę być jak najszybciej w pokoju.- odparł.
- Coo? Po co?- ponownie zapytałam
- Chcę już tą niespodziankę (!)- powiedział.
- Hahahaha... ale z ciebie nie doczekaniec.- zaśmiałam się.
Justin podbiegł do recepcji, zabrał klucz od pokoju i wbiegł na schody, otworzył drzwi od naszego apartamentu, wbiegł do środka, posadził mnie na łóżku, zamknął drzwi na klucz, usiadł na łóżku obok mnie i spojrzał głęboko w oczy. Siedzieliśmy tak ok. 2 minut. Nie mogłam się powstrzymać, więc wybuchłam śmiechem.
- Co?- spytał zakłopotany.
- Nie mogę z ciebie, serio.- powiedziałam.
- Ale co ja zrobiłem? O co chodzi?
- Ten twój pośpiech doprowadził mnie do śmiechu. Jesteś nie samowity. Serio.
- Ahh. No wiem.
- Haha... jaki skromny.
- Ahaha... no wiem. No to co z tą niespodzianką?
- Aaa... poczekaj. Pali się kocie?
- Spoko, joł.
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w piżamę. Położyłam się w łóżku. Zaraz potem obok mnie znalazł się Juss. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Powoli zbliżyłam swoje usta do niego i pocałowałam delikatnie ale namiętnie. Następnie przejechałam kilka razy po jego torsie i pocałowałam. Justin zrobił to samo. Niestety, zawsze ktoś musi wszystko popsuć. Justin odebrał telefon. Rozmowa trwała ok. 5 min. Chłopak odłożył telefon i spojrzał na mnie.
- Jutro rano muszę być w studiu, tutaj w Los Angeles.
- Co? Ale jak to?
- Scooter znowu coś wymyślił, ale nie chce powiedzieć co.
- Okej, to innym razem dokończymy nasze "figle".- zaśmiałam się
- Oczywiście.- potwierdził.
Położyłam się tyłem do Justina i zgasiłam lampkę. Nagle poczułam jak Jus obejmuje mnie i cmoka w policzek. Ścisnęłam jego rękę i zasnęłam.
Najprawdopodobniej spałabym dłużej, gdyby nie słońce, rażące mnie w powieki. Wstałam i wolnym krokiem udałam się do łazienki. Wzięłam poranny prysznic i wyszłam z łazienki. Rozejrzałam się po pokoju. Był pusty, ale na szafce nocnej zobaczyłam karteczkę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać.
"Dzień dobry kotku. Przepraszam, że mnie z tobą teraz nie ma, ale jak wiesz musiałem jechać do studia ze Scooterem. Miałem nadzieję, że to trochę później ale zadzwonił do mnie o 6.00 i powiedział, że za pół godziny będzie pod hotele. Nie wiem, o której wrócę ale mam dla ciebie niespodziankę. O 11.00 powinna przyjść. Kocham cię. Justin ♥.
Zastanawiałam się co ten chłopak znowu wymyślił. Odłożyłam kartkę z powrotem na szafkę i poszłam się ubrać. Założyłam beżowe rurki, kremową bluzkę, białe supry i bransoletkę z napisem "Belieber4ever". Włosy zostawiłam rozpuszczone, popsikałam się perfumami "The Key", wzięłam torebkę, telefon  i chciałam wychodzić ale kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich Ann.
- Co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona.
- Jestem niespodzianką dla ciebie od Justina.- odpowiedziała.
- OMB (!) Serio?
- Tak, a teraz może byś się tak ze mną przywitała, a nie tak stoisz!- zaśmiała się Ann.
Nic nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam przyjaciółkę, tak mocno jak tylko potrafiłam. Nie mogłam uwieżyć w to, że Justin sprowadził Ann tutaj do Los Angeles specjalnie dla mnie.
- Melody, bo wiesz mam pytanie, a właściwie propozycję.
- No, wal śmiało.
- Bo słyszałam, że tu w L.A jest fajny klub i... .
- Tak, wiem i owszem możemy pójść.
- Serio? Jejku, dzięki Melli. Od czasu kiedy wyjechałaś, nie było mnie na żadnej imprezie.
- Spoko, szczerze mówiąc to ja też. Wiesz ta sprawa z Jackiem i wgl.
- Aaa... właśnie, co z tym kolesiem?
- Ciągle wysyła wiadomości i śledzi mnie, ale to jeszcze nic. Niedługo pewnie znowu coś wymyśli nowego.
- Racja. Ok to, o której idziemy?
- No nie wiem, może o 22.30am?
- Okej.
- To może teraz pójdziemy na małe zakupy?- zaproponowałam.
- Spoko, czemu nie.
Wzięłam klucz od pokoju i wyszłyśmy. Zeszłyśmy powoli po schodach, oddałam klucz i wyszłyśmy z hotelu. Chodziłyśmy po mieście w poszukiwaniu czegoś, w co mogłybyśmy się ubrać na dzisiejszy wieczór. W końcu udało nam się znaleźć sklep, którego szukałyśmy. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy przeszukiwać wszystkie regały i wieszaki, w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji. Po pięciu minutach znalazłam sukienkę i poszłam do przebieralni. Założyłam kreację, przejrzałam się w lustrze, a następnie kazałam ocenić się w niej Ann.
- Wyglądasz odjazdowo.- powiedziała
- Dzięki. To co kupować ją?
- Na jasne, tylko jeszcze jakieś buty trzeba ci znaleźć.
- Ahaha... okej zaraz coś znajdę.
- Spoko.
- A ty? Masz coś?
- Jasne, zaraz będę przymierzała (xD)
- Aha, to idź, a ja poszukam sobie butów. Weszłam z powrotem do szatni i przebrałam się. Zabrałam sukienkę i wyszłam poszukać butów. Na wystawie zauważyłam buty idealnie współgrające z sukienką. Wzięłam je i poszłam w stronę przymierzalni, w której była Ann.
- Angela, to ja jesteś?- spytałam.
- Tak, wejdź pomożesz mi z suwakiem, bo chyba się zaciął.
Zajrzałam do środka. Widząc, że przyjaciółka kompletnie sobie nie radzi z zapięciem sukienki, pomogłam jej. W końcu mogłam zobaczyć ją w całej okazałości.
- Wyglądasz bosko.- skomplementowałam ją.
- Bez przesady Melody.- zaśmiała się.
- Dobra, dobra nie bądź taka skromna.- powiedziałam.
Angela weszła do przebieralni i po dwóch minutach z niej wyszła, po czym obie udałyśmy się do kasy. Zapłaciłyśmy za zakupy i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Nagle Ann zatrzymała mnie i powiedziała:
- Widzisz tego chłopaka?- kiwnęła głową wskazując na bruneta, o ciemnych oczach i umięśnionych barkach.- Od momentu kiedy tu przyszłyśmy, przygląda ci się i nie może oderwać od ciebie wzroku.
- Ahh... Ann, teraz to ty nie przesadzaj. Pewnie ci się wydaje.
- No właśnie nie, spójrz a niego.- powiedziała.
Zerknęłam w stronę chłopaka. Angela jednak miała rację, on widocznie nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Uśmiechnął się do mnie, więc ja zrobiłam to samo. Lekko zaczęłam popychać Angelę w stronę wyjścia, ale ta opierała się. Ponownie spojrzałam w stronę chłopaka. Szedł w naszą stronę. Nie chciałam być nie grzeczna więc stanęłam i czekałam na rozwój sytuacji.
- Hej, jestem Johny.
- Hej, ja jestem Melody, a to moja przyjaciółka Angelika.
- Śliczne imię, Melody.
- Dzięki.- odparłam.- Przepraszam cię najmocniej, ale bardzo się śpieszymy.
- Spoko, nie ma sprawy, już was nie zatrzymuję. To do zobaczenia.- pożegnał się.
- Pa.-odpowiedziałam.
Wyszłyśmy ze sklepu i poszłyśmy do kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i chwilę rozmawiałyśmy o tym co dzieje się w mojej starej szkole w Toronto. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20.00. Zabrałyśmy zakupy i wyszłyśmy z kawiarni. Chwilę później byłyśmy w hotelu. Justina jeszcze nie było, więc postanowiłyśmy wykorzystać ten czas, kiedy jesteśmy same i powoli zaczęłyśmy się przygotowywać do wyjścia, świetnie się przy tym bawiąc. Ok. 10.00am, ubrałyśmy się w kupione dziś rzeczy, uczesałyśmy się i byłyśmy gotowe do wyjścia. Napisałam jeszcze tylko karteczkę Justinowi, gdzie będę i wyszłyśmy z apartamentu. Na dole czekała na nas taksówka. Wsiadłyśmy do niej i odjechałyśmy z pod hotelu. Kwadrans później byłyśmy pod klubem. Co prawda mogłyśmy iść pieszo, ale było ciemno i trochę się bałyśmy. Weszłyśmy do klubu i usiadłyśmy przy barze. Zamówiłyśmy sobie po drinku i wypiłyśmy. Rozmawiałyśmy sobie, do momentu kiedy barman nie postawił przede mną drinka.
- To od tamtego pana.- powiedział i wskazał na chłopaka siedzącego kilka krzesełek od nas.
Zdziwiłam się i lekko odsunęłam napój. Nie chciałam pić. Jeden mi w zupełności wystarczał, poza tym nie lubię alkoholu.
- Melody, to ten chłopak ze sklepu. Pamiętasz?- powiedziała Ann.
- Serio?
- No tak, spójrz.
- Faktycznie, to on.- powiedziałam.
Chłopak podszedł do nas i zaczął rozmowę.
- Hej, dziewczyny. Co wy tu robicie?
- Przyszłyśmy się trochę rozluźnić, a ty?
- A tak jakoś, każdy wieczór spędzam w tym klubie.- uśmiechnął się.
- Aha.- powiedziałyśmy zgodnie.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Kiedy było już wystarczająco głośno i tłumy ludzi uznałyśmy z Ann, że idziemy potańczyć. Angelika przeprosiła chłopaka i pociągnęła mnie za sobą na parkiet. Tańczyłyśmy ok. godziny, ale już nie wytrzymałam i poprosiłam Ann, żebyśmy na moment wyszły z klubu bo było tam pełno dymu papierosowego. Wyszłyśmy na dwór i zaczęłyśmy się wygłupiać, tak jak kiedyś. Postanowiłyśmy że przejdziemy się trochę. Szłyśmy przed siebie, kiedy usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Pomyślałam że mi się przesłyszało więc szłyśmy dalej. I znowu hałas. Szturchnęłam Angelikę i spytałam czy słyszy to samo co ja.
- Tak, dziwne. Może lepiej wracajmy już do klubu.- zaproponowała.
- Okej.- odpowiedziałam i obie zawróciłyśmy.
- Muszę zapiąć sobie but, idź ja cię dogonię.- powiedziała Ann.
- Ok.- kiwnęłam głową i szłam dalej.
Pięć kroków od momentu kiedy Ann zatrzymała się poczułam na swoich oczach czyjeś dłonie.
- Angela, przestań!- powiedziałam i odwróciłam się.
Kiedy spojrzałam na osobę, która zakryła mi oczy byłam przerażona.
Zaczęłam uciekać i krzyczeć. Jak na złość przewróciłam się, a ten człowiek był coraz bliżej mnie. Złapał mnie za obie ręce i trzymał z całej siły. Czułam potworny ból, ale też strach. W duchu modliłam się, żeby ktoś mi pomógł. Uwolnił moje ręce dopiero w jakieś ślepej uliczce. Spojrzałam mu w oczy. Poznałam, że to Jack. Zaczął się śmiać. Zakryłam twarz rękoma.Bałam się. Nagle usłyszałam uderzenie. Odsłoniłam oczy i zobaczyłam Ann. Wstałam, mocno ją przytuliłam i podziękowałam, za pomoc.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz