piątek, 27 września 2013

Rozdział 16. It's so hard.




Musieliśmy zasnąć bo kiedy spojrzałam w okno rozjaśniało się. Spojrzałam na zegarek w telefonie, dochodziła 6.00pm. Spojrzałam na Jusa. Spał, więc go szturchnęłam. Nie zareagował więc powoli wstałam i przykryłam go kocem po czym udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i poszłam na górę ubrać się. Założyłam kremową bokserkę w czarne paseczki, granatowe jeansy i czarne botki z ćwiekami, po czym zeszłam na dół. Poszłam do kuchni zrobiłam sobie kawę i zjadłam kawałek chleba. Wzięłam picie i wyszłam na taras. Usiadłam na huśtawce popijając napój. W domu usłyszałam dzwoniący telefon. Weszłam do środka i spojrzałam na telefon swój i Justina. U mnie zobaczyłam tylko sms-a, a do Justina dzwoniła Selena.
- Co ona tak wcześnie dzwoni, dopiero siódma, a ta już dzwoni.- pomyślałam, i wyszłam na zewnątrz. Odczytałam swojego sms-a. To znowu On. Boże czy on mógłby wreszcie się ogarnąć?

Od: Nieznany
Sexy Lady wejdź lepiej do domu i siedź ze swoim kochasiem, bo jeszcze coś się któremuś z was stanie.

- Świnia! Jeszcze ma czelność do mnie takie rzeczy pisać? Palant!- powiedziałam do siebie.
Bojąc się jednak o siebie i Juju weszłąm do domu i przytuliłam się do niego.Znów zasnęłam. Tym razem obudziłam się o 11. Justina koło mnie nie było. Wstałam i poszłam go szukać. Siedział pod altanką.
- Co się dzieje? Czemu mnie nie obudziłeś, jak wstawałeś?- spytałam
- Bo tak cudownie wyglądałaś kiedy spałaś.- odparł
- Hhaha tylko dlatego?
- Tak.
- Kocham cię, wiesz?
- Wiem- prztaknął
Przytuliłam Jusa i lekko musnęłam jego usta, lecz jemu to nie wystarczyło i czule mnie pocałował. Po dobrej minucie oderwała się od niego i wstałam.
- Idę zrobić herbatę. Chcesz?
- Nie dzięki.
- Ok.- odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu. Kiedy wróciłam pod altankę Justina nie było, a na stole leżała karteczka:

Mówiłem żebyś uważała na siebie i Justinka- Jack.

Upuściłam szklankę z herbatą. Nie myślałam nawet o tym żeby to posprzątać. Pobiegłam do domu i zaczęłam płakać.- Boże, co on mu zrobił- nie mogłam przestać tego powtarzać. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Jeremy-ego. 
- Halo?- zapytał poważny głos.
- Jeremy, to ja Melody. Posłuchaj Justin zniknął, poszłam zrobić herbatę i jak wróciłam to już go nie było, tylko ta karteczka, na której pisało żebym uważała na siebie i Jusa, podpisana imieniem Jacka. Boję się. Proszę poszukaj go.
- Melody! Uspokój się. Zamknij się w domu i uspokój się. Pojeżdżę po mieście i zakamarkach i znajdę go.
- Okej. Dziękuję.
Rozłączyłam się, położyłam na kanapie i zasnęłam.
Poczułam jego rękę na moim udzie. Chciałam żeby Justin wreszcie przyszedł i mi pomógł. Odgarnął moje włosy za ucho i pocałował w policzek, potem w czoło, następnie w szyję i ostatecznie w usta. Wyrwałam się, odepchnęłam go. Złapał mnie za rękę i popchnął na kanapę. Podszedł do mnie i pociągnął za włosy...
Obudziłam się, miałam nadzieję że Justin, znów będzie koło mnie. Niestety nikogo nie było. Byłam tylko ja i nikt więcej. A w myślach miałam ciągle ten sen. Był okropny, obrzydliwy. Wstałam z kanapy.
Dlaczego? Dlaczego to takie trudne?- powtarzałam w myślach.
Poszłam do łazienki i sięgnęłam do kosmetyczki po żyletki. Usiadłam w fotelu i przejechałam kulka razy po ręce. Po chwili zauważyłam pojawiającą się krew. Pobiegłam do łazienki po wodę utlenioną i przemyłam rany. Przytrzymałam na nich przez chwilę watę zmoczoną wodą i w końcu krew przestała lecieć. Bólu nawet nie czułam, mimo to że zrobiłam to pierwszy raz w swoim życiu. Nie wiem ile kresek zrobiłam i jak głębokich. Po prostu nie miało to dla mnie znaczenia w tej chwili. Popatrzyłam na rękę i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Spojrzałam w okno. Było ciemno. Spojrzałam na zegarek. Była 22.00. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było. Byłam tylko ja. Byłam sama. Wstałam z fotela i pobiegłam na górę. Spojrzałam w lustro. Byłam cała zapłakana. Spojrzałam na łóżko. Położyłam się na nim i mocno przytuliłam poduszkę Justina. Łzy same płynęły po moich policzkach niczym strumień rzeki. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale spało mi się dobrze mimo to że całą noc płakałam we śnie. Obudziłam się o 11. Wstałam i ubrałam się byle jak, jakiś top fioletowe rurki i Adidas Neo. Zeszłam na dół i spojrzałam przez okno. Samochód Justina stał na swoim miejscu. Wzięłam kluczyki od auta i wyszłam z domu. Otworzyłam bramę, wsiadłam do samochodu i wyjechałam. Nie miałam pojęcia gdzie jechać, w radiu leciała piosenka ,, Die In Your Arms ", a w powietrzu unosił się zapach Jego perfum. Znów zaczęłam płakać. Tak bardzo za nim tęskniłam, tak bardzo chciałam żeby mnie przytulił i powiedział że wszystko się ułoży i będziemy szczęśliwi.
- Nienawidzę go, jak tylko go spotkam to mu obiję ten parszywy ryj!- powiedziałam do siebie.
Po 30min jazdy, postanowiłam że pojadę do Alfredo. Gdy podjechałam pod dom Fredo wbiegł ze środka i wpakował się mi do auta.
- Co ty wyrabiasz?- spytałam zaskoczona
- Przesiadaj się, ja poprowadzę- odpowiedział
- Skąd wiedziałeś że do ciebie przyjadę, i odpowiedz na poprzednie pytanie- powiedziałam
- Wytłumaczę ci wszystko za chwilę, a teraz przesiadaj się.
- Ok.
Zrobiłam tak jak kazał Alfredo. Po chwili już jechaliśmy, nie mam pojęcia gdzie.
- Odpowiadaj- powiedziałam
- Nie wiedziałem że przyjedziesz, ale kiedy zobaczyłem samochód Jusa, pomyślałem że to ty, i że musimy jeździć po mieście, szukać Biebsa.- odparł
- Aha...okej. A masz pomysł gdzie on może być?
- Nie, ale ty...pamiętasz gdzie wtedy byłaś co ten drań cię porwał?
- Pamięta tylko ten dom, a co?
- Jedziemy tam może ukrywać się Jack nie koniecznie z Jusem, ale może.
- Ok. -powiedziałam i kierowałam Fredo w dane miejsce.
Po kwadransie, widziałam z daleka dom, więc kazałam Floresowi zatrzymać auto. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę posiadłości. Od razu przypomniao mi się tamto wydarzenie. Alfredo dogonił mi i szliśmy razem. Musiał zobaczyć jak się trzęsę i jak łzy spadają po moich policzkach, bo przytulił mnie i powiedział że jeżeli chcę, to mogę poczekać na niego w aucie, na co ja odmówiłam i szliśmy dalej.


_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA ZGŁASZANE BĘDZIE DO ADMINISTRACJI. JEŻELI CHCECIE OTRZYMYWAĆ POWIADOMIENIA O NASTĘPNYCH ROZDZIAŁACH ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA (@Beliebers0309)   I PRZEPRASZAM ŻE TEN ROZDZIAŁ JEST KRÓTSZY NIŻ INNE ALE, W ZAMIAN KOLEJNY BĘDZIE TAKI JAK ROZDZIAŁ 15. KOCHAM WAS KAROLA <3

niedziela, 15 września 2013


Rozdział 15. I want you.



 Gdy się obudziłam zobaczyłam, że Justina przy mnie nie ma. Ubrałam się w luźne ciuchy i poszłam do kuchni. Zobaczyłam jak chłopak robi naleśniki.
- Mmmm...  mój chłopak robi dziś na śniadanko naleśniki.
- Zgadłaś kochanie. Wyspałaś się dziś? - spytał z czułością.
- Tak, jestem tak wypoczęta że mogłabym góry przenosić haha - powiedziałam
- To dobrze bo mam dla ciebie niespodziankę. - powiedział chłopak
- O... jaką? - spytałam
- Niespodzianka!... - odparł
- No wiem wiem... - spojrzałam na niego łobuzersko.
Justin wziął talerz z naleśnikami i zaniósł je na taras.
- Są dość gorące i prędko nie ostygną bo mamy gorący poranek więc mamy chwilę dla siebie - mówiąc to złapał mnie w pasie, przysunął do siebie i zbliżył swoje usta do moich.
- No widzisz. Teraz możesz mi się zrewanżować za to co odwaliłeś w kinie. - powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
- Haha... to mam zamiar zrobić - powiedział
Usiadł na kanapie, a mnie posadził przodem do siebie na kolanach. Splątałam ręce na jego karku i lekko pocałowałam.
- A wiesz czego chcę? - spytałam patrząc mu głęboko w oczy.
- Nie mam pojęcia, ale chyba się domyślam. - powiedział i zaczął całować mój kark.
- A więc chcę żebyś zrobił mi...hmm... sok pomarańczowy.
- Za 5 min ok? Teraz nie wstanę hahah.
- Pff... okej. - wstałam i chciałam iść do łazienki, ale coś, a raczej ktoś pociągną mnie z powrotem do siebie.
- Justin! Chcę iść ogarnąć włosy.
- Zrobisz to później. Teraz jesteś tylko moja. - powiedział z głupawym uśmieszkiem na twarzy i położył na kanapie.
- Głupi jesteś, wiesz? - spytałam
- Wiem kochanie, ale dla ciebie zrobię wszystko. Kocham Cię - powiedział.
- Ja ciebie też kocham. - Spojrzałam na Jusa i pocałowałam.
- Chodźmy zjeść te naleśniki- powiedziałam


- Dobrze chodźmy.
Poszliśmy na taras zjeść posiłek. Jedliśmy w ciszy, ponieważ hałas zakłócał całą atmosferę. Po zjedzonym śniadaniu, zabrałam naczynia i poszłam je umyć. Kiedy wróciłam Justina nigdzie nie było. Rozejrzałam się dookoła i nic. Obeszłam całą posesję dwa razy. Nic.
- Justin!- krzyknęłam.
- Justin, gdzie jesteś!-  krzyknęłam ponownie.
Złapałam za telefon i zadzwoniłam do niego.
- Halo?! Justin! Gdzie ty jesteś?- powiedziałam zirytowana.
- Melody, spokojnie wszystko ci wytłumaczę, a teraz idź…
-Nie. Wytłumacz mi to teraz do cholery!- przerwałam mu.
- Mell, wejdź do domu zamknij drzwi i okna. I uspokój się kochanie.- powiedział spokojnym, ale przejętym głosem.
- Nie będę spokojna!- powiedziałam do słuchawki już naprawdę wkurzona.- I ty mi powiesz że mnie kochasz? Zostawiasz mnie samą i bez słowa wychodzisz! Nie rozumiem cię Justin!- rozłączyłam się i rzuciłam telefon w stronę fotela w nadziei  że tam właśnie trafię.
Usiadłam na huśtawce i zaczęłam rozmyślać. Miałam wyrzuty sumienia  że powiedziałam mu coś takiego. Że go tak potraktowałam. Poczułam jak łzy spływają po moich policzkach. Nagle usłyszałam szmer w krzakach, to nie mógł być wiatr bo nawet listek na drzewie się nie ruszył. Wystraszyłam się. Zerwałam się szybko i wbiegłam do domu. Zamknęłam drzwi i okna. Obejrzałam wszystkie zakątki na dole i pobiegłam na piętro. Było pusto. Zeszłam  więc na dół i włączyłam telewizor. Leciała jakaś bajka  więc położyłam się na kanapie i patrzyłam w telewizor. Poczułam się znużona  więc  zasnęłam. Obudziłam się ok. 17.00. Spojrzałam przed siebie. Na oparciu od kanapy widziałam ludzką postać. Nie wiedziałam do końca kto to bo moje oczy nie były jeszcze w stanie dobrze funkcjonować. Przetarłam oczy i ponownie spojrzałam przed siebie. Teraz już dobrze wiedziałam  kto siedzi przede mną. To Jack. Wystraszona podniosłam się i przesunęłam do tyłu.
- Nie bój się aniołku. Nic ci nie zrobię.- powiedział.
- Czego ode mnie chcesz?- spytałam ze strachem w glosie.
- Niczego takiego.- mówiąc to przysuwał się bliżej mnie.
- Zostaw mnie!- krzyknęłam i wstałam z kanapy.
 Podszedł do mnie i przycisnął do ściany. Nachylił się nade mną. Poczułam zapach tanich perfum. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Dwoma palcami odgarnął mi krzywkę opadającą na oko. Zamknęłam oczy. Chciałam żeby mnie zostawił, żeby Justin już wrócił i mi pomógł. Bałam się bardziej niż wtedy w tym domu. Poczułam na swojej nodze rękę.
- Nie!, zostaw mnie- krzyknęłam.
 Otworzyłam oczy i szybko się podniosłam. Na szczęście to tylko sen, pomyślałam. Odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam czyjąś postać. Przetarłam oczy i ujrzałam Jusa. Popatrzyłam na niego i rzuciłam mu się na szyję. Łzy same wypływały z moich oczu.
- Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam. Nie chciałam ci tego powiedzieć, ale tak jakoś samo ze mnie wyszło, nie panowałam nad swoimi emocjami. Przepraszam, wiesz jak cię kocham. Przepraszam.
- Melody, to ja cię przepraszam  że zostawiłem cię samą i nic ci nie powiedziałem.
- To już nie jest ważne. Ja powiedziałam  że mnie nie kochasz bo coś takiego robisz. Przepraszam cię. Naprawdę nie chciałam.- powiedziałam.
- Też cię kocham skarbie.- powiedział Justin i mocno mnie przytulił.
Siedzieliśmy tak dobre 5min, kiedy Juju spytał co się stało, że tak wrzasnęłam kiedy mnie dotknął.
- Śniło mi się że to Jack. Miałam okropny sen z jego udziałem i strasznie się boję żeby ten sen się nie spełnił.
- Kochanie, nigdy na to nie pozwolę. Będziesz ze mną wszędzie chodzić. Nie pozwolę żeby coś ci się stało. Nie wybaczył bym sobie tego. Jesteś dla mnie zbyt ważna.
- Napradę?- spytałam
- Naprawdę. Kocham cię jak nikogo innego. Jesteś moją księżniczką.
- Ale wiesz że ciągle jestem Belieber?- spytałam
- Pewnie, zawsze będziesz.
Nie mogłam nic z siebie wydusić bo byłam bardzo szczęśliwa że powiedział do mnie tak po raz pierwszy. Po chwili  do drzwi zadzwonił dzwonek. Wstałam z kanapy i otworzyłam drzwi. Przede mną stał Jeremy i Pattie z dzieciakami. Zaprosiłam wszystkich do środka.
- Czego się napijecie?- spytałam
- Ja poproszę kawy- powiedział Jeremy.
- A ja pomogę ci wszystko przygotować.- powiedziała Pattie.
Ja zrobiłam kawę i herbatę, a Pattie wyłożyła na talerz ciasteczka, po czym zaniosłyśmy wszystko na stół.
- Jazmyn, Jaxon czego się napijecie?- spytałam
- Ja poproszę soku pomarańczowego- odpowiedziałam Jazy.
- A ja Coli- odparł Jaxon.
Nalałam do szklanek soku i coli i podałam dzieciakom. Sama poszłam usiąść na kanapie obok Jusa. Rozmawialiśmy popijając herbatę i kawę.
- I jak Mell. Jack dał ci spokój?- spytał Jeremy.
- Niestety nie. Ciągle prubóje się ze mną skontaktować. Chociaż ostatnio nie otrzymuję żadnych wiadomości (sms) na telefon.
- Pewnie się wystraszył, jak z nim gadałem.
- Gadałeś z nim?- spytała z niedowierzeniem Pattie.
- Tak, zadzwonił koło 23.00 do Mell to odebrałem.
- I co mówił?- spytał Jeremy.
- Nie pamiętam dokładnie, ale coś że się ze mną policzy czy coś takiego.- odparł Jus.
- Dzieci, uważajcie na siebie. On jest naprawdę niebezpieczny.- powiedziała Pattie.
W tym momęcie przyszedł sms.
- Cholera no… a było tak miło.

Od: Nieznany
Oj tak, jestem naprawdę niebezpieczny, więc uważaj na siebie bo nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Obserwuję cię. P.S widziałem,  że miałaś zły sen? Biedna ty moja.

- Idiota.- powiedziałam do siebie.
- Co napisał?- spytał Jus.
Podałam mu telefon, po czym Justin zrobił to samo i podał go Jeremyemu, a on Pattie.
- Cholera!- przeklnął Justin.- jednak się  nie odczepił.
- To czemu nie pisał przez ostatnie 72h?- spytałam
-  Może nie miał po co!- powiedział Jeremy.
- Możliwe- potwierdziła Pattie.
Nie odzywałam się. Nie chciałam nic mówić. Byłam w szkoku że przez moment było tak cudownie, aż tu nagle bum. Koniec spokoju. Jazmyn podeszła do mnie i wspieła się na moje kolana. Objęłam ją rękoma i przytuliłam do siebie. Widziałam kątem oka że Jaxon nie jest zadowolony z tego co widzi.
- Złaź!- krzyknął Jaxon- teraz moja kolei.
- Spadaj. Melody jest moja, idź se do Justina.- powiedziała Jazy
- Nie! Sama se do niego idź, ja chcę do Melody.- powiedział Jaxon.
Pattie i Jeremy zaczęłi się śmiać, ja do nich dołączyłam.
- Ej, a co ze mną nie tak, że nie chcecie przyjść do mnie na kolana co?- spytał Jus.
- Nic. Poprosu Melody jest fajniejsza.
- Co?- zapytał z niedowierzeniem
- No co, ładnie pachnie i jest ładna i miła.- powiedziało zgodnie rodzeństwo.
- A ja nie jestem fajny?- zapytal Justin.
- Jesteś, ale Melody jest wyjątkowa.- powiedziała Jazmyn
- Jazy, bo się zarumienię przestań.- powiedziałam
- Okej…- zahihotała dziewczynka.
Jaxon czym prędzej wdrapał się na Justina i mocno go przytulił.
- Kocham cię Justin.- powiedział Jaxon
- Ojej…- wszyscy westchnęłi
Justin objął brata i powiedział to samo: „Kocham Cię Jaxon.”
- Dzieciaki ubierajcie buty. Jedziemy do domu.- wydał rozkaz Jeremy.
- Nie! Jeszcze nie- krzyknęło rodzeństwo.
- Tak. Ubierajcie się bo następnym razem nie przyjedziecie.- powiedziała Pattie.
- Okej. Dzieciaki się ubrały i pożegnały ze mną i Jusem po czym wybiegły na dwór.
Pattie i Jeremy zrobili to samo i wyszli.
Justin usiadł na kanapie i włączył telewizor. Usiadłam koło niego i przytuliłam.
- Jus, nie jesteś zły że twoje rodzeństwo powiedziało… wiesz sam co.
- Nie skąd że to tylko dzieci.- spojrzał mi głęboko w oczy i delikatnie musnął moje usta.
- Kocham Cię Justin, i nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.-powiedziałam
- Wiem skarbie, ja Ciebie też Kocham.
Po tych słowach pocałowałam Justina i wtuliłam się w niego, oglądając film.
____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA BĘDZIE ZGŁASZANE. JEŻELI CHCECIE WIEDZIEĆ KIEDY POJAWI SIĘ KOLEINY ROZDZIAŁ ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA (@Belieber0309). POZDRAWIAM KAROLA <3



- Dobrze 




- Dobrze chodź



- Dobrze chodź