Rozdział 14. I am glad that I have you, baby.
Otworzyłam oczy, i pierwsze na co zwróciłam uwagę to telefon. Była godzina 7.00. Zaraz potem mój wzrok wylądował na Justinie. Spał. Był taki słodki kiedy spał. Nie chciało mi się wstawać więc wtuliłam się w niego i ponownie zasnęłam. Tym razem obudziłam się o 9.30. Justina już koło mnie nie było. Miałam wrażenie że ja tylko śnię, albo że nie spałam od 3 dni bo oczy same mi się zamykały. Otworzyłam ponownie oczy i spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Justina z tacką i czymś jeszcze, ale nie mogłam widzieć co to bo oczy miałam naprawdę tak zmęczone że same się zamykały.
- Kochanie, co się dzieje? Dobrze się czujesz? - spytał z troską w głosie.
- Tak, wszystko dobrze, tylko mam wrażenie jak bym nie spała ze 3 dni, bo taka zmęczona jestem. - odparłam
- To połóż się i idź spać.
- Nie, wstanę to oczy mi się przyzwyczają i będzie dobrze. - odpowiedziałam
- Na pewno?- zapytał.
- Tak Justin. Na pewno, tylko teraz pomóż mi wstać bo sama rady nie dam!- powiedziałam.
Jus złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam, ale Justin mnie złapał.
- Tak, właśnie widzę jak dobrze się czujesz Mell.- odparł Justin.
- Ale ja naprawdę dobrze się czuję. Tylko muszę wyjść na powietrze i powinno być już lepiej.
- No dobrze, niech ci będzie.- powiedział troszeczkę podirytowany.
Złapał mnie za biodra i pocałował. Uwolniłam się z jego uścisku i ruszyłam w stronę schodów.
- Dasz radę zejść?
- Tak, Justin dam radę.- powiedziałam
Zeszłam na dół. Kręciło mi się trochę w głowie, ale nie dawałam po sobie tego poznać. Zaraz za mną zszedł Jus. Poszłam do łazienki. Musiałam ogarnąć swoją piękną fryzurę. Haha.
- Melody, chodź na śniadanie! - zawołał Justin.
- Idę.
Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie. Podziękowałam, pocałowałam Jusa w policzek i poszłam do kuchni. Wsadziłam talerz do zmywarki i wyszłam na dwór. Postanowiłam przejść się po terenie i zrelaksować się.
Nie pamiętam dokładnie gdzie byłam, wiem że niedaleko altanki, bo zemdlałam. Obudziłam się w ramionach Justina. Widziałam że był przerażony.
- Co się dzieje Justin? - spytałam
- Nic, już jest dobrze. Zaraz przyjedzie pogotowie Mell. - powiedział.
- Ale po co? Co się stało? - powtórzyłam pytanie.
- Zemdlałaś, kochanie! - odparł.
- Serio? - zapytałam, ale dalej nic nie pamiętam, bo znów musiałam zemdleć.
Obudziłam się dopiero w szpitalu.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam dookoła. Nikogo przy mnie nie było. Westchnęłam. Po ok. 5min. przyszedł lekarz.
- O! Widzę że już się pani obudziła. To dobrze zabierzemy cię teraz na badania.- powiedział doktor.
- Dobrze - przytaknęłam
Wstałam z łóżka i pielęgniarka na wózku inwalidzkim zawiozła mnie do sali USG.
- Proszę się położyć.- powiedział lekarz.
Zrobiłam to co kazał. Podwinęłam bluzkę, a lekarz zrobił mi badanie.
- Okej. Na pewno nie jesteś w ciąży.- powiedział
- Uff... - westchnęłam ponownie.
- Ale musimy zrobić jeszcze jedno badanie. - odparł lekarz.
- Dobrze.- przytaknęłam
Pojechałam na kolejne badanie. Nie mam pojęcia na czym ono polegało, ale nie obchodziło mnie to.
- A więc tak. Jesteś zdrowa, a do tych dolegliwości przyczyniało się zmęczenie. Najprawdopodobniej to że byłaś niewyspana.
- Acha... czyli nic mi nie dolega, a to wszystko to przez zmęczenie?- spytałam
- Tak, to zmęczenie.- powiedział lekarz.
- Dziękuję panu bardzo i do widzenia.
- Dowidzenia!
Podeszłam do Justina, złapałam go za rękę i pojechaliśmy do domu.
- Tak strasznie się o ciebie bałem Mell.
- Ehh... wiem Justin. Przepraszam cię. - powiedziałam ze smutkiem w oczach.
- Za co? - spytał.
- Za to że cię nie posłuchałam rano i nie poszłam spać, i za to że cię tak przestarszyłam.
- Nic się nie stało kotku.
- Na pewno?
- Tak, przecież wiesz że cię kocham. - powiedział
- Wiem, bo ja ciebie też.
Dojechaliśmy do domu. Od razu poszłam na górę i się położyłam. Dołączył do mnie Justin, bo jak on to ujął?! A tak! Że chce być blisko mnie zawsze. Bo może mi się coś stać. Jaki on jest troskliwy. Za to go kocham i jest dla mnie wszystkim.
popracuj nad pisaniem, nie ma czegoś takiego jak "wstałam o 8am" . to źle złożone zdanie :) Jakbys napisała je po ang to spo , ale takie błędy w polskiej literaturze są karygodne. aż szczypie w oczy.
OdpowiedzUsuńSpoko. Dzięki za uwagę. Będę uważała na takie błędy :)
OdpowiedzUsuń