poniedziałek, 11 kwietnia 2016

                                         ZAWIESZAM!!!


Przepraszam was kochani, ale od czasu kiedy dodałam ostatni rozdział straciłam totalnie wenę na dalsze pisanie. Od tych 2 lat napisałam aż... 7 linijek, wow! 
W każdym razie, rozdziały nie będą już raczej dodawane za co was ogromnie przepraszam. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w jakimś ff jeśli najdzie mnie poważna i duża wena.
Dziękuję za każde wyświetlenie! Jesteście najlepszymi czytelnikami jakich miałam.
DZIĘKUJĘ WAM.
Karolina.

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 27 Who's there?



Obudziłam się wyjątkowo wcześnie jak na mnie. Za oknem było jeszcze ciemno, a mnie nie chciało się już spać. Mój chłopak leżał obok mnie pogrążony w mocnym śnie. Nie chciałam go obudzić więc powoli wstałam i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie kawy i wyszłam na taras. Nie było za ciepło, ale zimno też nie. Okryłam się ciepłym kocem i popijając kawę myślałam nad wszystkim co wydarzyło się do tej pory. Nagle zapaliło się rażące w oczy światło. Spojrzałam przed siebie. Blask dobiegał z domu obok. To było dziwne ponieważ w domu było kompletnie ciemno, a światło na taras tak nagle się zapaliło. Nagle światło na naszym tarasie się zapaliło. Zamarłam z wrażenia. Rozejrzałam się dookoła i powili wstałam z huśtawki. Odstawiłam kubek z kawą na stół i powoli weszłam do domu.
- Justin?!- powiedziałam.
Nikt się nie odezwał. Dałam dwa kroki do przodu i drzwi za mną się zatrzasnęły. Przestraszyłam się i podskoczyłam. Powoli odwróciłam głowę. Nikogo za mną nie było. Podeszłam do okna i spojrzałam na czubek drzewa. Wiatru nie było, więc to nie było możliwe, żeby właśnie on zamknął drzwi. Zapaliłam światło i rozejrzałam się po domu. W pewnym momencie usłyszałam pukanie w szybę. Spojrzałam w stronę okna, z którego dobiegł dźwięk. Nikogo tam nie było. Byłam już dosyć spłoszona więc zgasiłam światło i pobiegłam w stronę schodów. Wbiegłam na górę i położyłam się obok Justina. Zamknęłam oczy i chciałam jak najszybciej zasnąć. Niestety nie było to możliwe ponieważ wciąż słyszałam dziwne dźwięki i postacie przed oczami. W końcu udało mi się zasnąć. Później obudził mnie mój chłopak. Zeszłam na dół i zaparzyłam sobie herbaty. Przy śniadaniu rozmawialiśmy o dosłownie wszystkim. Powiedziałam Justinowi o wydarzeniach sprzed pięciu godzin.
- Skarbie, coś ci się wydawało. Ja nic nie słyszałem.- powiedział czule chłopak.
- Pewnie masz rację. Przed snem bardzo dużo myślałam o tym co się wydarzyło do tej pory.
- A więc nie myśl już o tym. Życie toczy się dalej, nie patrz w przeszłość.
- Kocham cię.- uśmiechnęłam się.
Po śniadaniu oboje się ubraliśmy, usiedliśmy na huśtawce i zastanawialiśmy się co zrobić z dzisiejszym dniem.
 - A może pojedziemy do miasta na obiad, a potem do Fredo?- zaproponowałam.
- Dobry pomysł, a może zamiast do Alfredo pójdziemy na długi romantyczny spacer. Co ty na to?
- Okej, czemu nie.- powiedziałam i delikatnie pocałowałam.
- Mmm... A za co to?- spytał.
- A za nic.- uśmiechnęłam się.
- Skoro za nic, to chcę jeszcze.
- O nie! Tak dobrze to nie ma.
- No weź!
- Nie. Jak zasłużysz to dostaniesz.- odwróciłam się i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, wykąpałam się i poszłam na górę. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej czarną bluzę z kapturem i szare rurki oraz białe adidasy ze złotymi wstawkami. Włosy rozpuściłam i delikatnie pomalowałam rzęsy. Zeszłam na dół i usiadłam na blacie kuchennym.
- Gotowa?!- podszedł do mnie i objął w pasie.
- Owszem.- przytaknęłam i zeszłam z blatu. Justin złapał w rękę kluczyki od domu i samochodu po czym wyszedł zaraz za mną. Wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy z pod posesji. Pół godziny później byliśmy na miejscu. Samochód zostawiliśmy niedaleko restauracji i ostrożnie wysiedliśmy z pojazdu. Justin założył na głowę kaptur, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Weszliśmy do restauracji i zajęliśmy stolik w samym końcu. Po chwili podeszła do nas kelnerka. Zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy rozmawiać. Nie czekaliśmy długo na posiłek. Minęło zaledwie 15 minut kiedy go dostaliśmy. Zajadaliśmy się greckim daniem wciąż rozmawiając i śmiejąc się. Po zjedzonym obiedzie zapłaciliśmy rachunek i wyszliśmy z lokalu. Justin założył kaptur i złapał za rękę. Szliśmy spokojnie chodnikiem. Kątem oka widziałam jakiś samochód, który jechał za nami już od momentu kiedy wyszliśmy z restauracji. Nie chciałam denerwować Justina więc po prostu to olałam. Doszliśmy do auta, wsiedliśmy do środka i odjechaliśmy. Po drodze zatrzymaliśmy się pod Starbucks'em. Weszłam do kawiarni i zamówiłam dwie latte. Czekając na napoje podszedł do mnie mężczyzna. Odgarnął włosy z policzka, po czym złapał mój podbródek i skierował ku swojej twarzy. Patrzyłam mu chwilę w oczy i odezwałam się.
- Czego ty do cholery chcesz?
- Już o tym rozmawialiśmy.
- Nie przypominam sobie!
- To masz słabą pamięć, kotku.
- Nie nazywaj mnie tak.
- Bo?
- Bo sobie tego nie życzę. - powiedziałam i odebrałam swoje zamówienie.
Odwróciłam się i ruszyłam do wyjścia. Chciałam otworzyć drzwi, ale ktoś musiał w nich stanąć. Mówiąc "ktoś" miałam na myśli Jack'a.
- Możesz się przesunąć? Chcę wyjść.
Mężczyzna lekko się uśmiechnął i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję. - powiedziałam i poszłam do samochodu.
W czasie jazdy cały czas myślałam o Jacku i co chwilę patrzyłam w lusterka czy za nami nie jedzie.
- Melody! Słyszysz mnie? Hallo!
- Przepraszam, zamyśliłam się.
- A o czym tak intensywnie myślałaś?
- A o niczym.
Po chwili byliśmy pod domem. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka. Justin poszedł do kuchni, a ja do łazienki wykąpać się i przebrać w coś luźniejszego. Wróciłam z łazienki i chwyciłam telefon. Uśmiechnęłam się do swojego chłopaka i wyszłam na taras wybierając w tym czasie numer do Angeli. Usiadłam na schodkach i czekałam aż przyjaciółka odbierze telefon.
- Halo?!
- Hej Ann. Słuchaj muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham.
- Bo chodzi o to, że byliśmy dziś z Justinem na obiedzie i kiedy wyszliśmy z restauracji kątem oka widziałam samochód który nas śledził. Później podjechaliśmy do Starbucks'a i tam spotkałam Jack'a. Jak wyszłam z kawiarni to On zniknął. Jakby się rozpłyną.
- To chyba dobrze, prawda?
- No właśnie nie do końca. Pamiętasz jak wtedy Justin zniknął?
- Pamiętam.
- No właśnie. Zdaje mi się, że on znowu coś kombinuje.
- Możliwe. Uważaj na siebie i Justina.
- Dobrze. Ja kończę bo Justin czeka na mnie z gorącą herbatką. Całuski, pa. - pożegnałam się z przyjaciółką i wróciłam do domu.
Justin siedział na kanapie oglądając TV. Usiadłam obok niego i przytuliłam się.
- Kocham cię. - powiedziałam.
- Ja ciebie też, księżniczko. - odparł chłopak całując delikatnie w czoło.
Nie wiem kiedy zasnęłam, ale wiem, że było mi bardzo wygodnie w objęciach swojego chłopaka.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
HEJ, NA POCZĄTEK CHCIAŁAM WAS BARDZO PRZEPROSIĆ, ŻE TYLE MUSIELIŚCIE CZEKAĆ NA NOWY ROZDZIAŁ. NIESTETY NIE MIAŁAM KIEDY GO NAPISAĆ PONIEWAŻ MAM DUŻO NAUKI. NIEDŁUGO KONIEC ROKU, A JA MAM DO ZROBIENIA PROJEKT GIMNAZJALNY I NAUKA. MAM NADZIEJĘ ŻE MNIE ZROZUMIECIE. JESZCZE RAZ BARDZO WAS PRZEPRASZAM. WASZA KAROLA ♥.

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 26. Merry Christmas 



Obudziło mnie pukanie, ale nic nie zrobiłam tylko przewróciłam się na drugi bok. Słyszałam głos Justina, który za chwilę do mnie podszedł i powiedział.
- Wstawaj. Śniadanie przyszło.
Uniosłam lekko powiekę i zerknęłam najpierw na talerz potem zaś na chłopaka. Lekko się uśmiechnęłam po czym wzięłam od niego tacę, położyłam na szafce nocnej i rzuciłam się na Justina. Mocno go przytuliłam i cmoknęłam w policzek.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też kochanie.
Uwolniłam się z uścisku Jusa i zjadłam śniadanie.
- A ty nie jesz?- spytałam zdziwiona.
- Nie, ja zjem sobie później.
- Nie ma mowy.- powiedziałam i oddałam chłopakowi talerz.
- Nie chcę, serio.
- Ale ja chcę więc bierz i jedz.
Justin wziął ode mnie talerz, natomiast ja poszłam do łazienki się trochę ogarnąć. Kiedy wyszłam z łazienki nikogo nie było w pokoju. Justin pewnie poszedł odnieść naczynia do kuchni więc ja wyszłam sobie na taras. Spoglądałam sobie na otaczające mnie piękno natury. Z balkonu miałam widok na ocean i plażę, na której było pełno ludzi. W pewnym momencie poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
- Justin.- powiedziałam.
- Nie był bym taki pewny czy to Justin.
Kiedy usłyszałam ten głos znieruchomiałam. Stałam tak przez ok.20 sek., po czym odwróciłam głowę, a za nią całe ciało. Byłam w ogromnym szoku, który z każdą minutą malał lub zwiększał się.
- Co...co...co ty tu robisz? Czego chcesz?
- Nic takiego, pamiętasz może tego sms'a, w którym napisałem, że będziesz moja? To się dziś spełni kochanie.
- Zostaw mnie wreszcie w spokoju!
- Ani mi się śni.- powiedział z tym swoim głupim uśmieszkiem na twarzy. Oparł obie ręce o barierkę i popatrzył na mnie. Po chwili jego ręce znalazły się na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie. Łzy powoli, ale dużymi ilościami napływały mi coraz bardziej do oczu. Ujął moją twarz w dwa palce i powoli zaczął ją przysuwać ku swojej. Nie wytrzymałam i krzyknęłam.
- ZOSTAW MNIE!
Mężczyzna tylko się uśmiechnął i pokręcił głową. Wiedziałam, że nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia dlatego chwilę odczekałam, po czym kopnęłam Jacka z całej siły w kroczę. To na niego zadziałało. Osunął się na ziemię, a ja wykorzystałam moment i pobiegłam do łazienki. Niestety jak na złość drzwi zatrzasnęły się od środka. Spojrzałam na Jacka. Szedł w moją stronę. Jedyną drogą ucieczki było wyjście z pokoju. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Wybiegłam na korytarz. Nie wiedziałam czy jechać windą czy iść schodami.. Ostatecznie zdecydowałam się na schody, ale nie zdążyłam po nich zbiec na dół. Jack złapał mnie i z powrotem wciągnął do pokoju. Nie chciałam dać za wygraną dlatego zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej potrafiłam. Niestety ten zakrył mi usta i posadził na fotelu.
- Nie pruj się, to nic ci się nie stanie.

*JUSTIN POV*
Kiedy wracałem do pokoju usłyszałem głośne krzyki dobiegające tylko z piętra, na którym byłem tylko ja i Mell. Wbiegłem po schodach na górę i wszedłem do pokoju. Kiedy zobaczyłem przy niej Jacka, bez chwili wahania podszedłem do mężczyzny i uderzyłem w twarz. Ten tylko na mnie spojrzał i wyszedł z pokoju.
- Nic ci nie jest kochanie?- spytałem.
- Nie wszystko w porządku, ale wracajmy już do domu.
Kiwnąłem znacząco głową i delikatnie pocałowałem dziewczynę.
*MELODY POV*
Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na lotnisko. Wylądowaliśmy w Toronto, a z tamtąd autem pojechaliśmy do Stratford. Justin zaparkował auto przed bramą i wysiedliśmy z niego. Weszliśmy do domu i rozpakowaliśmy się. Kwadrans później ja pakowałam prezenty oraz jakieś drobiazgi, a Justin otworzył kilka okien żeby przewietrzyć dom. Kiedy byliśmy już gotowi z powrotem wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Na drogach były ogromne korki ponieważ są święta. Gdy dojechaliśmy na miejsce, z domu wybiegły dzieci. Justin specjalnie przykucnął żeby rodzeństwo mogło się do niego bez problemu przytulić. Jaxon podbiegł do mnie, Jazmyn natomiast do Justina. Potem się zmienili. Po miłym przywitaniu weszliśmy do domu. Przywitaliśmy się z rodzicami Justina. Mój chłopak poszedł z tatą przygotować stół na wieczór, a dzieci na górę. Ja pomagałam Pattie w przygotowaniu jedzenia. Nagle poczułam, że mój telefon wibruje. Przeprosiłam Pattie i pobiegłam do łazienki. Usiadłam na skrawku wanny i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Odczytałam wiadomość.

Od: Nieznany
Wiesz, że w końcu będziesz musiała wrócić do domu? A wtedy już nikt ani nic ci nie pomoże.
P.S dziś święta. Przydałoby się odwiedzić matkę.

- Idiota!- powiedziałam sobie w myślach i wyszłam z toalety.
Po drodze wpadłam na Justina.
- Co się dzieje Melody?
- Nic, wszystko okej.- powiedziałam i cmoknęłam chłopaka w policzek.
- Na pewno?
- No jasne.- potwierdziłam i zbiegam po schodach na dół.- Nie idziesz?
- Zaraz zejdę, muszę tylko umyć ręce.
- Okej, czekam na dole.
Wróciłam do kuchni. Pattie już zanosiła potrawy na stół do jadalni. Od razu wzięłam w ręce dwa półmiski z sałatką i zaniosłam je na stół. Wracając po resztę jedzenia Justin przytulił się do mnie od tyłu i razem poszliśmy do kuchni.
- Justin, przestań proszę.
- Czemu?
- Bo cię o to proszę.
- Dobrze.- powiedział zawiedziony.
Żeby nie było mu przykro odwróciłam się i pocałowałam go.
- Mmm... to mi się podobało.
- To dobrze, a teraz idź po prezenty, ale tak żeby dzieci nie zauważyły.
- Ok.- chłopak cmoknął mnie w czoło i poszedł do samochodu.
Nagle usłyszałam szybkie kroki na schodach i głośne krzyki. Wyjrzałam przez okno. Justin wracał do domu. Pobiegłam w stronę rodzeństwa, wzięłam za ręce i zaprowadziłam na górę. Powiedziałam żeby narysowali coś dla rodziców i brata, a sama zbiegłam na dół i pomogłam chłopakowi z prezentami. Położyliśmy je pod choinką i poszliśmy do pokoju Justina. Usiadłam na łóżku i w tym samym momencie poczułam wibrację. Spojrzałam na telefon. Dzwoniła Angela, więc szybko odebrałam.
- Halo?- odezwałam się.
- Hej Melody. Dzwonię żeby złożyć ci życzenia świąteczne.
- O matko! Na śmierć zapomniałam. Przepraszam, że nie zadzwoniłam..
- Nic się nie stało. Zawsze to ty do mnie dzwonisz, więc przyszła kolei na mnie. A więc tak.
Wesołych świąt
Zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń. Żeby ci się z Biebsem układało i wszystkiego czego sobie zapragniesz w te święta.
- Dziękuję ci kochana i życzę ci tego samego, ale nie z Justinem on jest mój hahah...
- Hahah dobrze to ja już kończę. Papa pozdrów Justina.
- Ok i jeszcze raz dzięki Ann.
Rozłączyłam się i spojrzałam na Justina.
- Masz pozdrowienia od Angeli.- powiedziałam.
- Dziękuję.
- Hej, Justin co jest?
- Nic, a co ma być?
- No nie wiem dlatego pytam. O co chodzi?
- O nic na prawdę, a teraz chodź na kolację.
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Idąc w stronę schodów zapukałam do pokoju Jaxona i Jazmyn. Dzieci wyszły z pokoi i zeszły za nami na dół. Wszyscy usiedliśmy przy stole, złożyliśmy sobie życzenia i zjedliśmy kolację. Dzieci odpakowały prezenty i poszły do salonu.
- Justin mam prośbę.- powiedziałam
- Tak?
- Możemy się powoli zbierać? Chciałabym jeszcze wejść do mamy.
- Nie ma sprawy.
- Dziękuję.
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy po czym ubraliśmy się, pożegnaliśmy z rodzicami i rodzeństwem Justina i wyszliśmy. Po dziesięciu minutach byliśmy pod moim domem. Wysiedliśmy z auta i podeszliśmy do drzwi. Nacisnęłam dzwonek, a po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja mama.
- Hej mamo.- przywitałam się.
- Hej córeczko wejdź-cie.
Mama zrobiła duże oczy i popatrzyła na mnie.
- Czy to jest Justin Bieber?
- tak mamo to on we własnej osobie i tak jesteśmy parą.
- Super.- ucieszyła się.- Siadajcie do stołu i powiedzcie czego się napijecie.
- Ja poproszę herbatę, a ty Justin?
- Ja też herbatę poproszę.
- A, mamo!
- Tak?
- Gdzie jest Jack?
- Zaraz przyjdzie, jest na górze.
- Aha...
- A czemu pytasz?
- A tak jakoś.
Popatrzyłam na Justina błagająco. Chłopak objął mnie ramieniem i wyszeptał do ucha.
- Nie martw się, jestem przy tobie i jest twoja mama. Spokojnie.
Po chwili usłyszałam kroki na schodach. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacka. Spojrzałam na Justina. Czułam jak serce mi wali. Miałam ochotę stamtąd wyjść. Oparłam głowę o ramię swojego chlopaka.
 Mężczyzna jak na złość zajął miejsce przede mną. Uśmiechnął się do mnie kpiąco na co ja odwróciłam się w stronę mamy.
- Pomóc ci?- spytałam.
- Jak byś mogła.- odparła.
Wstałam i poszłam do kuchni. Wzięłam obie herbaty stojące na blacie i zaniosłam na stół, po czym zajęłam swoje miejsce. Po wypiciu herbaty i zjedzeniu niektórych potraw, które mama postawiła na stole podałam jej prezent od nas. Podziękowała i spytała.
- Jak to się stało, że jesteście parą?
- Emm... spotkaliśmy się w parku, zaprzyjaźniliśmy i zostaliśmy parą.
- Aha, rozumiem. To co? Pora na deser?
- Co? Nie mamo. Jesteśmy już najedzeni bo zanim przyjechaliśmy byliśmy jeszcze u rodziców Justina.
- Oj tam. Deser musicie zjeść. Zrobiłam tiramisu.- powiedziała i poszła do kuchni.
Jack co chwilę na mnie zerkał. Chciałam jakoś wybrnąć z tej "sytuacji" więc wstałam złapałam Jusa za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Idę pokazać Justinowi mój pokój.- krzyknęłam i wbiegłam z chłopakiem do pokoju.
- WOW!- powiedział zaskoczony.
- Co?
- Fajny pokój.
- Ah... dziękuję.
- Wszędzie widzę nie tylko fioletowe ściany, ale tak że ogromny napis Believe i moje zdjęcia. Nie no nie jest źle.
- Haha... jak widzisz jestem twoją najwierniejszą belieber, a co lepsze nigdy nie śniło mi się, że kiedyś będę dziewczyną całego mojego świata i życia.
- Jesteś też moją najwierniejszą dziewczyną. Kocham Cię.- mówiąc to chłopak podszedł do mnie i delikatnie pocałował.
- Też cię kocham, ale usiądź na moment. Muszę spakować laptopa i inne rzeczy.
- Okej, to ja sobie klapnę na twoim łóżku i popatrzę na ciebie.
- Głupek.
- Ale twój głupek.- zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się do niego i dalej pakowałam najpotrzebniejsze przedmioty i ciuchy. Po pięciu minutach byłam spakowana.
-Ok, jestem gotowa.
- To co idziemy?
- Tak.- złapałam Justina pod ramię  wyszliśmy z pokoju.
Powoli zeszliśmy po schodach.
- Mamo/!
- Tak?
- To my będziemy się zbierać. Jesteśmy potwornie zmęczeni.
- Dobrze, zapakuję wam trochę jedzenia na wynos.
- Dzięki mamuś, a gdzie Jack?
- Poszedł do garażu naprawić auto.
- Aha, to pożegnaj go od nas jak wróci.
- Dobrze, nie ma sprawy kotku.
Pożegnaliśmy się z mamą i odjechaliśmy. Po nie długim czasie byliśmy w domu. Weszliśmy do środka i od razu poszłam do łazienki wziąć prysznic. Justin zrobił to samo zaraz po mnie. W końcu mogłam położyć się w łóżku i wtulona w mojego chłopaka zasnęłam.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA. CZĘŚĆ ROZDZIAŁU JEST Z DEDYKACJĄ DLA JEDNEJ Z CZYTELNICZEK. JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANI O KOLEJNYCH ROZDZIAŁACH ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA (Beliebers0309). POZDRAWIAM KAROLA ♥

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 25. You are my love.



Ledwo co weszliśmy do pokoju, a Justin już miał telefon od Scootera, że za 10 minut przyjedzie po nas samochód, który odwiezie nas na lotnisko. Wpadliśmy do środka jak poparzeni i szybko zaczęliśmy się pakować. Sprawdziliśmy wszystkie zakamarki po dwa razy, żeby sprawdzić czy wszystko spakowaliśmy. W końcu mogliśmy wyjść z pokoju bez obaw, że coś zostawimy. Klucz oddaliśmy do recepcji i wybiegliśmy z hotelu. Na zewnątrz czekał już samochód Wsiedliśmy do środka i odjechaliśmy. po ok. 20 minutowej "podróży" w korkach byliśmy na lotnisku. Wysiedliśmy z auta zaczęliśmy biec w stronę samolotu. Wsiedliśmy do odrzutowca i po chwili odlecieliśmy. Wylądowaliśmy pół godziny później, w Miami.
Zatrzymaliśmy się na dwudniowy pobyt w jakimś apartamentowcu. Tego dnia Justin dał ostatni koncert trasy Believe. po zakończonym show Juju i cały Bieberteam chcieli pójść oblać zakończenie trasy. Zanim jednak to nastąpiło poszłam z moim chłopakiem na plażę się odprężyć. Leżeliśmy sobie spokojnie na leżakach i rozmawialiśmy. Chciałam przekręcić się na brzuch ale nie miałam posmarowanych ich kremem do opalania, więc poprosiłam Justina żeby mi je posmarował. Zgodził się i usiadł obok mnie. Wylał sobie troszeczkę kremu na rękę i delikatnie masował moje plecy. Nagle coś opadło na moją rękę. Uchyliłam lekko powiekę po czym spojrzałam na miejsce gdzie poczułam tknięcie i zobaczyłam biały sznureczek.
- Justin!- krzyknęłam.
- Co?- powiedział kpiąco.
- Zawiąż mi ten stanik głupku!
- Po co? Tak ci lepiej, przynajmniej opalisz całe plecy i nie zostanie ci taki biały ślad.
- Hahaha... bardzo śmieszne, a teraz zawiąż mi ten cholerny stanik!
- Dobrze, dobrze spokojnie kotku.- powiedział i zrobił to co kazałam.
Nie poleżałam sobie, w spokoju za długo ponieważ Justinowi zachciało się zabaw, że tak powiem i położył się na mnie i zaczął łaskotać. A że ja jestem uczulona na łaskotki to zaczęłam się głośno śmiać, a równocześnie prosić żeby przestał.
- Przestanę jak dasz mi buziaka.
- Hahah... niby jak, skoro mnie łaskoczesz?
- To na chwilę przestanę.
- Okej.
Chłopak się podniósł, a ja obróciłam. Po chwili znów na mnie leżał, a ja powoli zaczęłam zbliżać swoje wargi do jego. Trochę się z nim droczyłam odsuwając od niego usta ale przechytrzył mnie i złapał moją twarz w dłonie. Zatopił swoje usta w moich. Kiedy przestaliśmy się całować jak gdyby nigdy nic zaczęliśmy rozmawiać. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Dochodziła 15.00 więc wstałam i polałam Justina wodą.
- Co się dzieje?- spytał.
- Idę do hotelu.
- Ok, ja niedługo też przyjdę.
Kiwnęłam do niego głową i udałam się do hotelu. Weszłam do środka, wbiegłam po schodach na swoje piętro i weszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi i poszłam do łazienki. Opłukałam się z piachu, ubrałam się i wróciłam do pokoju. Na łóżku siedział Juss. Usiadłam obok niego i przytuliłam go. Oglądaliśmy sobie w spokoju telewizję i nagle pokazali wywiad z moim chłopakiem. Zaczęłam piszczeć i krzyczeć: "Justin Bieber w telewizji". Justin natomiast tylko się śmiał i patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Melody, uspokój się! Przecież masz mnie tutaj więc czemu szalejesz?
- Cicho bądź, Justin mówi.- powiedziałam i dalej patrzyłam w ekran.
Po skończonym wywiadzie Justin jak zawsze na koniec zaśpiewał piosenkę. Byłam w niebo wzięta.
*JUSTIN POV*
Moja dziewczyna była jak zahipnotyzowana. Chciałem ją oderwać od telewizora i uświadomić, że nie musi oglądać mnie w TV bo ma mnie przy sobie. Kiedy próbowałem to zrobić, ta powiedziała:
- Siadaj tu i oglądaj ze mną siebie.
Wzruszyłem ramionami i zrobiłem to co kazała. Kiedy program się skończył położyłem Mell na łóżku i usiadłem obok niej. Dotknąłem jej czoła. Jedno było pewne. Gorączka
 się nasilała. Bieberowa gorączka. Spojrzałem na zegarek. Była 19.00. Przypomniało mi się, że miałem iść świętować zakończenie trasy ale wolałem spędzić ten wieczór z moją dziewczyną, która wolała obejrzeć mnie w telewizji więc wysłałam Chazzowi sms, że nie mogę z nimi iść i niech idą sami. Popatrzyłem na Mell i pogładziłem jej włosy ręką po czym zasnąłem.
Obudziłem się o 8.00. Zacząłem się podnosić tak, żeby nie obudzić Melody ponieważ miała opartą na mnie głowę. Najostrożniej jak potrafiłem wyślizgnąłem ramię z pod jej głowy. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Odświeżyłem się, ubrałem i zadzwoniłem do kuchni. Zamówiłem jej ulubione danie i wróciłem do swojego skarba. Usiadłem obok niej i wpatrywałem się w nią. Była taka piękna kiedy spała zarówno jak i gdy była przytomna. Uwielbiam tak na nią patrzeć kiedy ona nawet o tym nie ma pojęcia. Dziś wieczorem mieliśmy wracać do Stratford. Przytuliłem do siebie Melody i znów zasnąłem
 __________________________________________________________________________________
PRRZEPRASZAM, ŻE TEN ROZDZIAŁ NIE JEST DŁUŻSZY ALE CHCIAŁAM GO WPISAĆ JAK NAJSZYBCIEJ, ŻEBY SZYBKO MÓC ZASTANAWIAĆ SIĘ NAD ROZDZIAŁEM ŚWIĄTECZNYM. JEŚLI CHCECIE BYĆ NA BIEŻĄCO Z KOLEJNYMI ROZDZIAŁAMI TU MNIE ZNAJDZIECIE: TWITTER @Beliebers0309

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 23.Really?



Angela pociągnęła mnie z sobą. Szłyśmy bardzo szybko. po głowie chodziło mi jedno pytanie. Co Jack tu robi? Przecież wycofał się przy granicy Denver. Dziwne. Weszłyśmy do klubu. Usiadłyśmy przy barze, tak jak poprzednio. Ann zamówiła dla nas Martini. Wypiłam napój i powiedziałam Ann, żebyśmy już wracały. Wyszłyśmy z klubu i wsiadłyśmy do taksówki. Kwadrans później byłyśmy pod hotelem. Weszłam do hotelu, a Angela pojechała dalej. Podeszłam do recepcji i zapytałam.
- Jest już p.Bieber?
- Owszem- odpowiedziała recepcjonistka.
Podziękowałam i odeszłam. Weszłam do naszego pokoju i rozejrzałam się.
- Justin!
- Tak?
- Gdzie jesteś?
- W pokoju.-zaśmiał się i zszedł z balkonu.
Wolnym krokiem podeszłam do łóżka i upadłam na nie. Chwilę poleżałam i podniosłam się. Zdjęłam buty, poszłam do łazienki i weszłam pod prysznic. Umyłam się, po czym wyszłam z łazienki przebrałam się w piżamę i weszłam pod kołdrę. Odwróciłam się tyłem do chłopaka i zakryłam głowę pościelą. Po chwili poczułam, że kołdra się ze mnie zsuwa. Odwróciłam lekko głowę, żeby spojrzeć na Jussa. Popatrzyłam na niego przez moment i mocno go przytuliłam. Wtuliłam twarz w jego tors i momentalnie straciłam kontrolę nad swoimi emocjami. Chciałam jak najmocniej zacisnąć dłonie na jego przedramieniu, ale kiedy to zrobiłam poczułam ogromny ból przeszywający moje nadgarstki. Nie wiedziałam czemu ale zaraz przypomniałam sobie, że to wina Jacka. Cicho jęknęłam, co spowodowało że Justin od razu zareagował i spojrzał na mnie przejętym wzrokiem.
- Co się stało?- spytał
- Nic.- powiedziałam i odwróciłam wzrok.
- Przecież widzę.- ujął moją twarz w dwa palce i odwrócił w swoją stronę.- Powiedz, proszę.
Kiwnęłam znacząco głową. Odsunęłam się trochę od chłopaka i zaczęłam mu mówić wszystko co się wydarzyło. Kiedy skończyłam spojrzałam na niego. W jego oczach widziałam złość. Pogładziłam go po policzku, delikatnie pocałowałam i położyłam się, po czym zasnęłam. Kiedy się obudziłam, nie mogłam ruszyć jedną ręką. Wstałam i wyjęłam z torby bandaż. Owinęłam nim rękę i usiadłam na łóżku. Włączyłam telewizor. Chwilę posłuchałam piosenek lecących na 4fun.tv, po czym wyłączyłam TV. Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam. Nie chciałam budzić Jussa, więc tak cicho jak tylko umiałam wyszłam z pokoju. Zeszłam do stołówki i podeszłam do kelnera.
- Dzień dobry, czy mogłabym prosić śniadanie do pokoju numer 26?
- Oczywiście, co pani sobie życzy?
- Dwa talarze naleśników polane karmelem.- powiedziałam ze smakiem. Czułam jak ślina napływa mi do ust na samą myśl o tym.
- Dobrze za 10 minut przyniosę je do pani pokoju.
Podziękowałam mężczyźnie i wróciłam na górę. Weszłam do pokoju i wskoczyłam na łóżko. Justin odwrócił się do mnie tyłem i spał dalej. Nachyliłam mu się nad uchem i wyszeptałam jego imię. Nie zareagował, więc powtórzyłam czynność. Znowu nic ale wiedziałam, że chłopak nie śpi bo się uśmiechał. Wstałam, stanęłam przed nim i podniesionym głosem powiedziałam.
- JUSTIN!!
Wiedziałam, że liczył na coś kompletnie innego ale chciałam zobaczyć jego reakcję. Chłopak z wrażenia aż spadł z łóżka ale zaraz szybko się podniósł.
- Czemu to zrobiłaś?- spytał.
- Haha nie mogłam się powstrzymać. Koniecznie chciałam zobaczyć jak zareagujesz na taką pobudkę.
- Jak widzisz, udało ci się. Zobaczyłaś moją reakcję.
- Jesteś zły?- zapytałam.
- Nie, czemu? Wydaje ci się.- odpowiedział
- Przepraszam skarbie.
- Za co? Przecież nic nie zrobiłaś, tylko obudziłaś mnie inaczej niż zawsze, tak że spadłem z łóżka. Serio nic się nie stało.
- Jezu, Justin przecież mówię, że przepraszam.
- A ja mówię, że nic się nie stało.
- I co, teraz focha sobie strzeliłeś, bo obudziłam cię inaczej niż chciałeś? Spoko, tylko że ja nic takiego nie zrobiłam.
- Ale czy ja coś mówię?
- Oj nie udawaj głupiego! A to "Przecież ty nic nie zrobiłaś, tylko obudziłaś mnie inaczej niż zawsze, tak że spadłem z łóżka. Serio nic się nie stało."To co Może mi powiesz, że to była ironia?
- Robisz awanturę z byle powodu.
- Ja? To ty zacząłeś, ja cię przeprosiłam, a ty co?
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
- Melody, przepraszam cię. Masz rację. Ty nie zrobiłaś nic złego to moja wina. Po prostu po tym co mi wczoraj powiedziałaś, zostałem wyprowadzony z równowagi.
- Ja też cię przepraszam, nie powinnam była cię obwiniać o wszczynanie awantury.
Justin podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Po chwili Justin usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach. popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się.
- Kocham cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też.- odparł mój chłopak i delikatnie musnął moje usta. Mnie to nie wystarczyło i lekko popchnęłam Justina, po czym położyłam się na nim i pocałowała. Pięć minut później podniosłam się i spojrzałam na telefon. Było pięć po dziesiątej. Chwilę później usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Chciałam pójść otworzyć, ale Juss pociągnął mnie w swoją stronę.
- Justin, śniadanie przyszło.
Chłopak puścił mnie, a ja poszłam otworzyć drzwi. Odebrałam od kelnera jedzenie, a nogą zamknęłam drzwi. Usiadłam koło swojego chłopaka i podałam mu talerz.Po posiłku poszłam odnieść naczynia do kuchni, a Juss poszedł się ubrać. Kiedy wróciłam i go zobaczyłam, myślałam że śnię. Był ubrany w szarą bluzę z kapturem, czarne spodnie i fioletowe Supry, a z włosów ułożoną grzywkę, tak jak w swoim pierwszym singlu "One Time". Mocno go przytuliłam i powiedziałam ze łzami w oczach.
- Dziękuję.
- Za co?- spytał.
- Za to, że jesteś, za to, że cię mam. Kocham cię.
- Ja ciebie też kotku.
Wyszliśmy z hotelu i poszliśmy na miasto. Chodziliśmy po różnych sklepach i rozglądaliśmy się za prezętami dla naszych rodziców i rodzeństwa Jussa.Najpierw zrobiliśmy wielkie zakupy w sklepie z zabawkami. Potem Justin poszedł po prezęt dla Jeremy'ego, a ja dla Pattie i mamy. Dosyć długo szukałam odpowiedniej rzyczy dla Pattie, bo z prezętem dla mamy nie miałam najmniejszego problemu. Kiedy znalazłam odpowiedni prezęt z obiema rzeczami udałam się do kasy. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że wokoło mojego chłopaka stoi tłum dziewczyn.
Podeszłam do nich i próbowałam się tam przecisnąć. Niestety nie udało mi się, więc usiadłam na skrawku ławki i czekałam. Nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, który próbował mnie do siebie przyciągnąć. Złapałam go za rękę i powoli zaczęłam się do niego przysuwać. Było trudno, ale udało się. Siedziałam obok mojego chłopaka. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie zdziwionym wzrokiem i przyznam, że czułam się troszeczkę niekomfortowo. No bo kto by się nie czuł, podczas gdy tłum dziewczyn obserwuje cię bez słowa. Tę ciszę przerwała jedna z nich.
- Kto to jest>- zapytała.
- Moja dziewczyna.- odparł Juss i pocałował mnie w policzek.
Spojrzałam na nie. W połowie widziałam radość i uśmiechy na twarzy, a w drugiej połowie złość, smutek i zazdrość. Podejrzewam, że ta która to powiedziała nie miała żadnych skrupułów i nie obchodziło ją czy kogoś skrzywdzi czy nie. Spojrzała na mnie wrogim wzrokiem i wypaliła.
- Szmata!
Kiedy Justin to usłyszał zrobił duże oczy i spojrzał na nią. Po chwili je zmrużył i powiedział.
- Słucham?
Ona opuściła głowę.
- Melody to moja dziewczyna i bardzo, ale to bardzo ją kocham, a wy jako moje jedyne i niepowtarzalne beliebers powinniście szanować ją i moją decyzję. Powinniście się ciszyć moim szczęściem. Nie musicie jej lubić, ale szanujcie ją. Ona też zanim została moją dziewczyną była belieber i nadal nią jest. Każdy zasługuje za szacunek, także ona.- powiedział Justin
Spojrzałam na nią. Po jej policzkach spływały łzy.  Wstałam i podeszłam do niej. Objęłam ją ramieniem i mocno przytuliłam. Zrobiła to samo. Wtuliła twarz w moją klatkę piersiową i zaczęła płakać jak małe dziecko.
- Nie płacz, proszę.- powiedziałam cicho.
- Nie mogę, nie potrafię. Obraziłam cię. Przepraszam. Proszę wybacz mi.
- Już dobrze, wybaczam ale proszę nie płacz już.
- Nie panowałam nad sobą, po prostu nie chciałam żeby Justin cierpiał tak jak poprzednio, ale byłam też zazdrosna. Bardzo cię przepraszam.
- Nic się nie stało, serio. A teraz otrzyj łzy i nie płacz już.
- Dziękuję ci, jesteś wspaniała. 
- Ojej, dziękuję - uśmiechnęłam się szeroko
- To my was już puszczamy wolno i nie ma sprawy.
Justin wstał z ławki i podszedł do swojej fanki i mocno ją przytulił. Widząc to automatycznie się uśmiechnęłam. Pożegnałyśmy dziewczynki i wróciliśmy do hotelu.


środa, 20 listopada 2013

Rozdział 22. Leave me alone.


Po długiej i męczącej podróży, dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę hali, na której występował Juss. Pod wejściem stały tłumy papparazzi, więc nie mogliśmy tamtędy wejść, choć by właśnie z tego powodu. Dyskretnie weszliśmy do środka tylnim wejściem. Nie tracąc ani chwili pobiegliśmy do miejsca, w którym stał cały Bieberteam. Przywitałam się ze wszystkimi, po czym wraz z dziećmi podeszłam do Jeremy'ego.
- Hej.- przywitałam się.
- Hej, Jazzmyn, Jaxon (?) Co wy tu robicie?- spytał zaskoczony.
- Wszystko ci wyjaśnię Jeremy.- powiedziałam.
- Dobrze, spokojnie.- zaśmiał się.
- A więc tak. Jak już wiesz, Pattie poprosiła mnie żebym zajęła się dzieciakami, więc się zgodziłam. Kenny zawiózł mnie do waszego domu i odjechał. Usiadłam sobie na sofie i oglądaliśmy wspólnie telewizję. Dzieci zasnęły, a ja poszłam do kuchni napić się soku i wyjrzałam przez okno i pod domem zauważyłam czarnego Vana, tego samego który śledził wcześniej mnie i Justina. Poznałam go po rejestracji. Zadzwoniłam więc po Kenny'ego i poprosiłam żeby po nas przyjechał. Zgodził się i przyjechał. Myślałam, że jak zobaczy gdzie jedziemy to odpuści, ale nic z tego. Jechał za nami, aż do Denver.
- Okej, rozumiem odetchnij trochę.
- Dziękuję, że mnie rozumiesz.- powiedziałam.
Po koncercie, kiedy Justin zszedł ze sceny, Jazzy i Jaxon przytulili się do niego i nie mogli się oderwać.
- Idźcie teraz na scenę z tatą, a ja przywitam się z moją dziewczyną.- uśmiechnął się Justin.
Rodzeństwo pobiegło na scenę, a Juss podszedł do mnie i objął w pasie.
- Tęskniłem za tobą.- powiedział.
- Ja za tobą też.- odparłam. To nawet nie był cały dzień, ale mimo to i tak bardzo nam siebie brakowało.
Przytuliłam się do mojego chłopaka i wyszeptałam mu do ucha:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Ale to dopiero w hotelu.
- Mmm... nie mogę się doczekać.- uśmiechnął się łobuzersko i oblizał wargi.
Przejechałam palcem po jego ramieniu i z uśmiechem na twarzy ruszyłam w stronę wyjścia. Justin szedł zaraz za mną. Wsiedliśmy do Tour Busa i odjechaliśmy. Kwadrans później byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z busa i udaliśmy się w stronę wejścia. Nie spodziewanie w ciągu kilku sekund, znalazłam się w powietrzu.
- Justin (!) Co ty robisz?- spytałam.
- Chcę być jak najszybciej w pokoju.- odparł.
- Coo? Po co?- ponownie zapytałam
- Chcę już tą niespodziankę (!)- powiedział.
- Hahahaha... ale z ciebie nie doczekaniec.- zaśmiałam się.
Justin podbiegł do recepcji, zabrał klucz od pokoju i wbiegł na schody, otworzył drzwi od naszego apartamentu, wbiegł do środka, posadził mnie na łóżku, zamknął drzwi na klucz, usiadł na łóżku obok mnie i spojrzał głęboko w oczy. Siedzieliśmy tak ok. 2 minut. Nie mogłam się powstrzymać, więc wybuchłam śmiechem.
- Co?- spytał zakłopotany.
- Nie mogę z ciebie, serio.- powiedziałam.
- Ale co ja zrobiłem? O co chodzi?
- Ten twój pośpiech doprowadził mnie do śmiechu. Jesteś nie samowity. Serio.
- Ahh. No wiem.
- Haha... jaki skromny.
- Ahaha... no wiem. No to co z tą niespodzianką?
- Aaa... poczekaj. Pali się kocie?
- Spoko, joł.
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w piżamę. Położyłam się w łóżku. Zaraz potem obok mnie znalazł się Juss. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Powoli zbliżyłam swoje usta do niego i pocałowałam delikatnie ale namiętnie. Następnie przejechałam kilka razy po jego torsie i pocałowałam. Justin zrobił to samo. Niestety, zawsze ktoś musi wszystko popsuć. Justin odebrał telefon. Rozmowa trwała ok. 5 min. Chłopak odłożył telefon i spojrzał na mnie.
- Jutro rano muszę być w studiu, tutaj w Los Angeles.
- Co? Ale jak to?
- Scooter znowu coś wymyślił, ale nie chce powiedzieć co.
- Okej, to innym razem dokończymy nasze "figle".- zaśmiałam się
- Oczywiście.- potwierdził.
Położyłam się tyłem do Justina i zgasiłam lampkę. Nagle poczułam jak Jus obejmuje mnie i cmoka w policzek. Ścisnęłam jego rękę i zasnęłam.
Najprawdopodobniej spałabym dłużej, gdyby nie słońce, rażące mnie w powieki. Wstałam i wolnym krokiem udałam się do łazienki. Wzięłam poranny prysznic i wyszłam z łazienki. Rozejrzałam się po pokoju. Był pusty, ale na szafce nocnej zobaczyłam karteczkę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać.
"Dzień dobry kotku. Przepraszam, że mnie z tobą teraz nie ma, ale jak wiesz musiałem jechać do studia ze Scooterem. Miałem nadzieję, że to trochę później ale zadzwonił do mnie o 6.00 i powiedział, że za pół godziny będzie pod hotele. Nie wiem, o której wrócę ale mam dla ciebie niespodziankę. O 11.00 powinna przyjść. Kocham cię. Justin ♥.
Zastanawiałam się co ten chłopak znowu wymyślił. Odłożyłam kartkę z powrotem na szafkę i poszłam się ubrać. Założyłam beżowe rurki, kremową bluzkę, białe supry i bransoletkę z napisem "Belieber4ever". Włosy zostawiłam rozpuszczone, popsikałam się perfumami "The Key", wzięłam torebkę, telefon  i chciałam wychodzić ale kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich Ann.
- Co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona.
- Jestem niespodzianką dla ciebie od Justina.- odpowiedziała.
- OMB (!) Serio?
- Tak, a teraz może byś się tak ze mną przywitała, a nie tak stoisz!- zaśmiała się Ann.
Nic nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam przyjaciółkę, tak mocno jak tylko potrafiłam. Nie mogłam uwieżyć w to, że Justin sprowadził Ann tutaj do Los Angeles specjalnie dla mnie.
- Melody, bo wiesz mam pytanie, a właściwie propozycję.
- No, wal śmiało.
- Bo słyszałam, że tu w L.A jest fajny klub i... .
- Tak, wiem i owszem możemy pójść.
- Serio? Jejku, dzięki Melli. Od czasu kiedy wyjechałaś, nie było mnie na żadnej imprezie.
- Spoko, szczerze mówiąc to ja też. Wiesz ta sprawa z Jackiem i wgl.
- Aaa... właśnie, co z tym kolesiem?
- Ciągle wysyła wiadomości i śledzi mnie, ale to jeszcze nic. Niedługo pewnie znowu coś wymyśli nowego.
- Racja. Ok to, o której idziemy?
- No nie wiem, może o 22.30am?
- Okej.
- To może teraz pójdziemy na małe zakupy?- zaproponowałam.
- Spoko, czemu nie.
Wzięłam klucz od pokoju i wyszłyśmy. Zeszłyśmy powoli po schodach, oddałam klucz i wyszłyśmy z hotelu. Chodziłyśmy po mieście w poszukiwaniu czegoś, w co mogłybyśmy się ubrać na dzisiejszy wieczór. W końcu udało nam się znaleźć sklep, którego szukałyśmy. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy przeszukiwać wszystkie regały i wieszaki, w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji. Po pięciu minutach znalazłam sukienkę i poszłam do przebieralni. Założyłam kreację, przejrzałam się w lustrze, a następnie kazałam ocenić się w niej Ann.
- Wyglądasz odjazdowo.- powiedziała
- Dzięki. To co kupować ją?
- Na jasne, tylko jeszcze jakieś buty trzeba ci znaleźć.
- Ahaha... okej zaraz coś znajdę.
- Spoko.
- A ty? Masz coś?
- Jasne, zaraz będę przymierzała (xD)
- Aha, to idź, a ja poszukam sobie butów. Weszłam z powrotem do szatni i przebrałam się. Zabrałam sukienkę i wyszłam poszukać butów. Na wystawie zauważyłam buty idealnie współgrające z sukienką. Wzięłam je i poszłam w stronę przymierzalni, w której była Ann.
- Angela, to ja jesteś?- spytałam.
- Tak, wejdź pomożesz mi z suwakiem, bo chyba się zaciął.
Zajrzałam do środka. Widząc, że przyjaciółka kompletnie sobie nie radzi z zapięciem sukienki, pomogłam jej. W końcu mogłam zobaczyć ją w całej okazałości.
- Wyglądasz bosko.- skomplementowałam ją.
- Bez przesady Melody.- zaśmiała się.
- Dobra, dobra nie bądź taka skromna.- powiedziałam.
Angela weszła do przebieralni i po dwóch minutach z niej wyszła, po czym obie udałyśmy się do kasy. Zapłaciłyśmy za zakupy i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Nagle Ann zatrzymała mnie i powiedziała:
- Widzisz tego chłopaka?- kiwnęła głową wskazując na bruneta, o ciemnych oczach i umięśnionych barkach.- Od momentu kiedy tu przyszłyśmy, przygląda ci się i nie może oderwać od ciebie wzroku.
- Ahh... Ann, teraz to ty nie przesadzaj. Pewnie ci się wydaje.
- No właśnie nie, spójrz a niego.- powiedziała.
Zerknęłam w stronę chłopaka. Angela jednak miała rację, on widocznie nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Uśmiechnął się do mnie, więc ja zrobiłam to samo. Lekko zaczęłam popychać Angelę w stronę wyjścia, ale ta opierała się. Ponownie spojrzałam w stronę chłopaka. Szedł w naszą stronę. Nie chciałam być nie grzeczna więc stanęłam i czekałam na rozwój sytuacji.
- Hej, jestem Johny.
- Hej, ja jestem Melody, a to moja przyjaciółka Angelika.
- Śliczne imię, Melody.
- Dzięki.- odparłam.- Przepraszam cię najmocniej, ale bardzo się śpieszymy.
- Spoko, nie ma sprawy, już was nie zatrzymuję. To do zobaczenia.- pożegnał się.
- Pa.-odpowiedziałam.
Wyszłyśmy ze sklepu i poszłyśmy do kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i chwilę rozmawiałyśmy o tym co dzieje się w mojej starej szkole w Toronto. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20.00. Zabrałyśmy zakupy i wyszłyśmy z kawiarni. Chwilę później byłyśmy w hotelu. Justina jeszcze nie było, więc postanowiłyśmy wykorzystać ten czas, kiedy jesteśmy same i powoli zaczęłyśmy się przygotowywać do wyjścia, świetnie się przy tym bawiąc. Ok. 10.00am, ubrałyśmy się w kupione dziś rzeczy, uczesałyśmy się i byłyśmy gotowe do wyjścia. Napisałam jeszcze tylko karteczkę Justinowi, gdzie będę i wyszłyśmy z apartamentu. Na dole czekała na nas taksówka. Wsiadłyśmy do niej i odjechałyśmy z pod hotelu. Kwadrans później byłyśmy pod klubem. Co prawda mogłyśmy iść pieszo, ale było ciemno i trochę się bałyśmy. Weszłyśmy do klubu i usiadłyśmy przy barze. Zamówiłyśmy sobie po drinku i wypiłyśmy. Rozmawiałyśmy sobie, do momentu kiedy barman nie postawił przede mną drinka.
- To od tamtego pana.- powiedział i wskazał na chłopaka siedzącego kilka krzesełek od nas.
Zdziwiłam się i lekko odsunęłam napój. Nie chciałam pić. Jeden mi w zupełności wystarczał, poza tym nie lubię alkoholu.
- Melody, to ten chłopak ze sklepu. Pamiętasz?- powiedziała Ann.
- Serio?
- No tak, spójrz.
- Faktycznie, to on.- powiedziałam.
Chłopak podszedł do nas i zaczął rozmowę.
- Hej, dziewczyny. Co wy tu robicie?
- Przyszłyśmy się trochę rozluźnić, a ty?
- A tak jakoś, każdy wieczór spędzam w tym klubie.- uśmiechnął się.
- Aha.- powiedziałyśmy zgodnie.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Kiedy było już wystarczająco głośno i tłumy ludzi uznałyśmy z Ann, że idziemy potańczyć. Angelika przeprosiła chłopaka i pociągnęła mnie za sobą na parkiet. Tańczyłyśmy ok. godziny, ale już nie wytrzymałam i poprosiłam Ann, żebyśmy na moment wyszły z klubu bo było tam pełno dymu papierosowego. Wyszłyśmy na dwór i zaczęłyśmy się wygłupiać, tak jak kiedyś. Postanowiłyśmy że przejdziemy się trochę. Szłyśmy przed siebie, kiedy usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Pomyślałam że mi się przesłyszało więc szłyśmy dalej. I znowu hałas. Szturchnęłam Angelikę i spytałam czy słyszy to samo co ja.
- Tak, dziwne. Może lepiej wracajmy już do klubu.- zaproponowała.
- Okej.- odpowiedziałam i obie zawróciłyśmy.
- Muszę zapiąć sobie but, idź ja cię dogonię.- powiedziała Ann.
- Ok.- kiwnęłam głową i szłam dalej.
Pięć kroków od momentu kiedy Ann zatrzymała się poczułam na swoich oczach czyjeś dłonie.
- Angela, przestań!- powiedziałam i odwróciłam się.
Kiedy spojrzałam na osobę, która zakryła mi oczy byłam przerażona.
Zaczęłam uciekać i krzyczeć. Jak na złość przewróciłam się, a ten człowiek był coraz bliżej mnie. Złapał mnie za obie ręce i trzymał z całej siły. Czułam potworny ból, ale też strach. W duchu modliłam się, żeby ktoś mi pomógł. Uwolnił moje ręce dopiero w jakieś ślepej uliczce. Spojrzałam mu w oczy. Poznałam, że to Jack. Zaczął się śmiać. Zakryłam twarz rękoma.Bałam się. Nagle usłyszałam uderzenie. Odsłoniłam oczy i zobaczyłam Ann. Wstałam, mocno ją przytuliłam i podziękowałam, za pomoc.


piątek, 15 listopada 2013


Rozdział 21. Love me love me say that you love me.




Na lotnisku byliśmy ok. 11.30am. Na szczęście nie było na nim fanów, więc w spokoju mogliśmy wsiąść do samolotu i bez żadnych niespodzianek lecieć na następny koncert w Los Angeles. Po koncercie byłam strasznie zmęczona, dlatego jak tylko zajęliśmy miejsca założyłam słuchawki i zasnęłam. Spałam ok. godziny. Spojrzałam przez okno. Z góry wszystko było widać doskonale, tym bardziej że był pięknie oświetlone. Spojrzałam na Justina, spał. Powoli wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam ręce i przemyłam twarz, po czym wróciłam na swoje miejsce i przytuliłam się do swojego chłopaka. Już nie zasnęłam tylko czekałam, aż kapitan poinformuje nas o lądowaniu. Powinniśmy wylądować o 12.00am, ale mieliśmy małe opóźnienie, z powodów mi nie wiadomych. Znudził mi się bezczynne siedzenie więc wstałam i weszłam do kabiny pilota. Usiadłam na miejscu obok i zaczęłam rozmowę.
- Kiedy jest przewidziane lądowanie?
- Mieliśmy małe opóźnienie z powodu braku miejsca na lądowanie, na lotnisku w L.A dlatego wylądujemy w Chicago, a z tamtąd Tour Busem pojedziecie na lotnisko w L.A gdzie czekają na was rodzice Justina.- odpowiedział.
- Rodzice?- spytałam zdziwiona. - A z kąd oni się wzięli w Los Angeles?
- Chcą zobaczyć się ze Scooter'em i resztą Bieberteamu.- odparł pilot.
- Aha. Rozumiem, to kiedy wylądujemy?- ponownie zapytałam.
- Za osiem minut góra.
- Ok, czyli mogę budzić chłopków?
- Jasne.
- Dobrze dziękuję.- podziękowałam i wyszłam z kabiny. Idąc w stronę swojego miejsca, zakręciło mi się w głowie i zaczęły plątać mi się nogi, ale zdążyłam jeszcze krzyknąć:
- Justin, wstawaj!
Po tym już nic nie pamiętam.

*JUSTIN POV*
Usłyszałem głos Melody mówiący: "Justin, wstawaj!", ale kiedy otworzyłem oczy nikogo nie widziałem. pomyślałem że mi się coś przyśniło, ale kiedy odruchowo spojrzałem na podłogę, doznałem szoku.
- Melody!- krzyknąłem i chyba obudziłem tym Scootera, bo zerwał się na równe nogi.
- Co się dzieje?- spytał klękając obok mnie.
- Nie wiem, usłyszałem tylko "Justin wstawaj!". Na początku myślałem że mi się przyśniło, po czym spojrzałem odruchowo na podłogę i zobaczyłem ją, leżącą na podłodze.- wyjaśniłem.
- Dobra, idę do pilota, zaraz wracam.- powiedział Scoot.
Scooter poszedł do pilota, a ja w tym czasie próbowałem obudzić Mell. Kiedy Scoot wrócił kazał mi usiąść i zapiąć pasy bo mieliśmy lądować. Podniosłem Melli i posadziłem na fotelu obok i zapiąłem jej pasy, po czym to samo zrobiłem ze sobą. Podczas lądowania, wciąż próbowałem ją obudzić. W końcu udało się. Zaczęła się ruszać i otworzyłam oczy. Byłem szczęśliwy, że nic jej nie jest.

*MELODY POV*
Kiedy się obudziłam byłam w objęciach Justina.
- Co się stało?- spytałam,
- Zemdlałaś.- odparł Jus.
- Aha. Ała, strasznie boli mnie głowa.- powiedziałam.
- Zaraz wysiądziemy z samolotu i pojedziemy do szpitala.- powiedział.
- Okej.- odparłam.
-Wysiadamyyyy!- krzyknął Scooter
Justin wstał pierwszy i ruszył w stronę wyjścia. Ja zaraz za nim, ale głowa tak mnie bolała że prawie znów wylądowałabym na podłodze, gdyby nie Scooter, który stał za mną. Pomógł mi wysiąść z samolotu, a zaraz potem przejął mnie Justin. Chwilę później wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Jakieś pół godziny jazdy zaciekawiona czemu nie ma z nami Jazzy i Jaxona spytałam:
- Gdzie są dzieciaki?
- Zostali w Stratford z dziadkami.- odparła Pattie.
- Rozumiem.
Piętnaście minut później byliśmy na miejscu. Justin i ja weszliśmy do środka, a Pattie i Jeremy pojechali poszukać miejsca do zaparkowania wozu.
- Dobry wieczór, czy jest jakiś wolny lekarz? Pilne!- spytał Justin recepcjonistkę.
- Niestety nie, a co się dzieje?- zapytała kobieta.
- Okropnie boli ją głowa, a do tego zemdlała już 2 raz. Kiedy to się zdarzyło po raz pierwszy, udaliśmy się do lekarza, ale on powiedział że to z przemęczenia.- wyjaśnił.
- Aha. Rozumiem. Zobaczę co da się zrobić.- odpowiedziała recepcjonistka, po czym udała się do jakiegoś pomieszczenia.
Znów zaczęło mi się kręcić w głowie, i nie pamiętam co działo się dalej. Ocknęłam się będąc już na sali. Lekarz zbadał mnie po czym wyszedł z sali, a za niego wszedł Justin z Pattie i Jeremym. Chwilę porozmawialiśmy, a następnie Patt i Jeremy wyszli. Zostaliśmy sami z Justinem.
- Jak się czujesz? Nic cię nie boli?- spytał. Na jego twarzy widziałam smutek.
- Tak, czuję się dobrze i nic mnie nie boli.- odparłam.
Nie chciałam żeby Justin był smutny więc powiedziałam:
- Pamiętasz jak w kawiarni rozmasowałeś lody czekoladowe na mojej sukience, a potem tarłeś tą plamę serwetką, bo chciałeś ją zetrzeć, a jeszcze bardziej roztarłeś ją po jej powierzchni?
- Tak.- przytaknął.
- Ej, uśmiechnij się. Proszę, nie chcę żebyś był smutny.
- Nie potrafię. Za bardzo się o ciebie boję. Jesteś dla mnie wszystkim, moim całym życiem, całym światem, moją gwiazdą na niebie. Kocham Cię najbardziej na świecie, jesteś moją księżniczką.
Kiedy to wszystko powiedział mocno się wzruszyłam, bo po raz pierwszy chłopak powiedział mi tak prawdziwe i wzruszające wyznanie. Rzuciłam się mu na szyję, wtuliłam twarz w ramię i momętalnie poczułam łzy spływające po mojej twarzy.
- Dziękuję.- jęknęłam.
- Nie ma za co. Powiedziałem całą prawdę i to co czuję.- powiedział.
- Nikt jeszcze nigdy nie powiedział mi czegoś tak pięknego. Zazwyczaj słyszałam tylko "Kocham cię" i nic więcej.
Justin już nic więcej nie powiedział, ale uśmiechnął się szeroko i delikatnie pocałował.
- Cieszę się, że cię mam.- powiedziałam.
- Me too.- odpowiedział.
Po chwili do pokoju wszedł lekarz z wynikami badań. Na jego twarzy widniał uśmiech. Justin wstał z łóżka i podszedł do doktora.
- I jak doktorze! Co jej jest?- dopytywał.
- Zrobiliśmy wszystkie niezbędne badania, i ich wyniki wykazały, że to wszystko dzieje się ze zmęczenia. Ale proszę się nie martwić, to chwilowe. Za jakiś miesiąc objawy ustąpią i wszystko będzie dobrze, ale teraz proszę się tak nie przemęczać i stresować.- wyjaśnił lekarz.
- Dobrze, dziękujemy. Czyli możemy jechać już do domu?- spytał Justin.
- Tak, oczywiście.
- Dobrze, więc jeszcze raz bardzo dziękujemy i do zobaczenia.- powiedziałam.
- Dziękuję, i polecam się na przyszłość.- zaśmiał się lekarz.
Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z pokoju, po czym ze szpitala. Pod wejściem czekał Jeremy. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Dojechaliśmy na lotnisko i przesiedliśmy się do Tour Busa. Zaraz po wejściu do środka, rzuciłam torebkę na fotel, zdjęłam buty i położyłam się na łóżku. Chwilę później wylądował na mnie Justin. Patrzył mi głęboko w oczy.
- Co jest?- zapytałam.
- Nic.- odparł.
- Jak nic? To po co się tak we mnie wpatrujesz?
- Bo masz śliczne oczy. Takie brązowe, cudne. Z resztą tak samo piękne jak cała ty.
- Hahaha się uśmiałam! Ja piękna? Błagam cię Justin!
- Nie mów tak, nie pozwalam ci. Jesteś moim aniołem. Pięknym aniołem. Jane?
- Hahaha no dobra.- zaśmiałam się i pocałowałam go, tak jak lubi.
- I to mi się podoba!- powiedział.
- Lol?! Złaź już ze mne, chce mi się spać.
- Okej, dobranoc aniołku.- powiedział i położył się na swoim łóżku.
Jeremy obudził nas ok.8.30pm.
- Jesteśmy na miejscu, ruszajcie się i szybko do hotelu, póki nie ma tłumu fanów.- wydał rozkaz.
- O nie! Jeszcze 5 minut proszę cię no!- wymamrotałam i zakryłam twarz poduszką.
- ...- Justin wymamrotał coś pod nosem i zrobił to samo co ja.
- Oj no proszę was no. To tylko kilka kroków i zaraz znowu będziecie mogli się położyć i przespać.
- Psss... Justin!
- Emm...co?
- Idziemy?- spytałam dyskretnie.
- Ehh...no dobra.- odparł.
Oboje wstaliśmy i ubraliśmy się. Zabrałam torebkę i wyszłam z busa. Zaraz za mną wyszedł Justin i Jeremy. Złapałam Jusa za rękę i pociągnęłam w stronę wejścia. Podeszliśmy do recepcji. Zza lady wychyliła się młoda kobieta.Justin jak to facet, zaczął się ślinić na jej widok. Kopnęłam go w kostkę i jak gdyby nigdy nic podałam imię i nazwisko, na które zarezerwowany był nasz pokój.
- Ah tak, pan Bieber.- powiedziała recepcjonistka i podała nam klucz od pokoju.- miłego pobytu życzę.
Justin pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę schodów. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Położyłam swoje rzeczy na fotelu, po czym poszłam do wziąć prysznic. Po kąpieli owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Zaczęłam przeszukiwać swoją torbę, w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Momentalnie wylądowałam na łóżku.
- Justin! Co ty odwalasz, co? Idź ty się lepiej naszykuj bo niedługo wychodzimy.
- Za chwilę, mamy jeszcze godzinkę.
- Yyy... no właśnie, godzinę. Tyle czasu zajmie nam przygotowanie się do koncertu, głupolu.- powiedziałam.
- No dobra.- odparł.
Puścił mnie i poszedł, a ja ponownie dopadłam do torby z ubraniami. Nie wiedziałam co mam na siebie włożyć.
- Bożeee... nie wytrzymam za moment.- pomyślałam.- Aha! To jest to.
Z torby wyjęłam czarną sukienkę do kolan, z prześwitującą koronką na plecach. Moja druga ulubiona sukienka, zaraz po tej zniszczonej miesiąc temu. Wysuszyłam włosy, po czym uczesałam je w kok. Założyłam sukienkę, czarne szpilki z białą platformą, srebrny łańcuszek od Ann oraz srebrną bransoletkę od mamy.
- Jestem gotowa!- krzyknęłam
- Ja również.- odpowiedział Justin wychodząc z sypialni.- Ooo... pięknie wyglądasz. Jeszcze cię nie widziałem w tej sukience, kochanie.- podszedł do mnie i objął mnie w pasie, a ja splotłam ręce na jego szyi.
- Haha. Widzisz? Mam jeszcze kilka rzeczy, w których mnie nie widziałeś.- powiedziałam.
- To koniecznie muszę je zobaczyć.- zaśmiał się i delikatnie mnie pocałował.
- Napewno zobaczysz.- odparłam- A teraz chodź bo się spóźnimy.
- Okej.
Złapałam torebkę w rękę i wyszłam z pokoju.
- Justin, chorobcia idziesz czy nie?
- Idę, idę spokojnie.
W końcu mogliśmy udać się do czekającego na nas Tour Busa. Wsiedliśmy do środka, ale zaraz potem musiałam z niego wysiąść bo Pattie mnie o to poprosiła.
- O co chodzi?- spytałam.
- Melody, słuchaj, bo mam taką nie typową prośbę.
- Słucham.
- Wiem, że zależało ci na byciu na tym koncercie Justina, ale ja zaraz mam spotkanie, bardzo dla mnie ważne, a nie mam z kim dzieciaków zostawić. Babcia i dziadek się rozchorowali, Jeremy i Justin będą na koncercie, a ja mam to spotkanie, więc pomyślałam że ty mogłabyś się nimi zająć.
- Eee... no nie wiem.
- Proszę cię Meli, wynagrodzę ci to obiecuję, tylko zrób to dla mnie.
- Jejku, no dobrze ale co na to wszystko Justin?
- Załatwię z nim to, a ty wsiadaj do auta, Kenny zawiezie cię do naszego domu.
- Dobrze.- odparłam i wsiadłam do samochodu.
Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Podziękowałam Kenny'emu, i weszłam do domu. Nie zdążyłam zdjąć butów, a koło mnie już biegały dwa urwisy.
- Cześć, co tam?- spytałam
- Joł bejbe!- przywitał się Jaxon.
- Siemanko Mell!- powiedziała Jazzy.
Zdjęłam buty i weszłam dalej. Usiadłam na sofie. Obok mnie zaraz znalazły się dzieci. Jazzmyn włączyła telewizor, a Jaxon objął mnie swoim małym ramionkiem. To było takie zabawne. Zabrałam jego rączkę, i to ja go objęłam. Jazzy chyba poczuła się zazdrosna, bo również chciała, żebym ją przytuliła. Oglądaliśmy w spokoju telewizję, kiedy przyszedł sms. Odczytałam wiadomość.

Od: Nieznany
Siedzisz sama, bez swojego kochasia, który jest wiele kilometrów od ciebie. Tylko ty i małe dzieci. Jesteś taka bezbronna.

Przewróciłam oczami i odłożyłam telefon. Spojrzałam na dzieci. Spały. Wstałam i poszłam do kuchni. Nalałam sobie soku do szklanki i wróciłam do pokoju. Usiadłam w fotelu. Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Przeczuwałam że coś się stanie. Wstałam i podeszłam do okna. Przed domem stał czarny Van. Po rejestracji poznałam, że to ten sam, który jechał za nami miesiąc albo dwa temu. Wystraszona, obudziłam dzieciaki, wzięłam telefon i pobiegliśmy na górę. Schowaliśmy się w pokoju Jaxona. Ponownie spojrzałam przez okno. Ten samochód chyba nie miał zamiaru odjechać. Wybrałam numer do Kenny'ego i zadzwoniłam.
- Halo?- odezwał się głos w słuchawce.
- Hej, Kenny to ja Melody.- przywitałam się.
- Co się dzieje?- spytał.
- Mam ogromną prośbę, mógłbyś tu przyjechać?
- No pewnie, ale o co chodzi?- dopytywał.
- Przed domem stoi czarny samochód, ten sam który w wakacje śledził mnie i Justina.
- Okej, zaraz będę, a ty w tym czasie nie wychodź z domu. Rób tak jak byś nie miała pojęcia że to auto jest pod domem, jasne?
- Pewnie.- odparłam i rozłączyłam się.
Schowałam telefon do torebki i spojrzałam na dzieciaki. Były zdezorientowane.
- Co się dzieje Melli?- spytała Jazzmyn.
- Nic takiego, zaraz przyjedzie Kenny i pojedziemy do Justina, ok?
- Jeeeeah- krzyknęło zgodnie rodzeństwo.
- Okej, to ja i Jazzy idziemy spakować potrzebne rzeczy, a do ciebie zaraz wrócę, dobrze?
- Okej, a mogę wziąć misia?- spytał Jaxon.
- Pewnie.- uśmiechnęłam się, pogłaskałam go po głowie i wyszłam z pokoju.
Jazzy, była już spakowana. Jaxon również więc zeszliśmy na dół. Spojrzałam przed okno. Kenny już był pod domem. Wyszliśmy więc z domu i wsiedliśmy do auta. Odjechaliśmy jak gdyby nigdy nic, ale czarny Van nie dawał za wygraną i ruszył za nami.