Rozdział 25. You are my love.
Ledwo co weszliśmy do pokoju, a Justin już miał telefon od Scootera, że za 10 minut przyjedzie po nas samochód, który odwiezie nas na lotnisko. Wpadliśmy do środka jak poparzeni i szybko zaczęliśmy się pakować. Sprawdziliśmy wszystkie zakamarki po dwa razy, żeby sprawdzić czy wszystko spakowaliśmy. W końcu mogliśmy wyjść z pokoju bez obaw, że coś zostawimy. Klucz oddaliśmy do recepcji i wybiegliśmy z hotelu. Na zewnątrz czekał już samochód Wsiedliśmy do środka i odjechaliśmy. po ok. 20 minutowej "podróży" w korkach byliśmy na lotnisku. Wysiedliśmy z auta zaczęliśmy biec w stronę samolotu. Wsiedliśmy do odrzutowca i po chwili odlecieliśmy. Wylądowaliśmy pół godziny później, w Miami.
Zatrzymaliśmy się na dwudniowy pobyt w jakimś apartamentowcu. Tego dnia Justin dał ostatni koncert trasy Believe. po zakończonym show Juju i cały Bieberteam chcieli pójść oblać zakończenie trasy. Zanim jednak to nastąpiło poszłam z moim chłopakiem na plażę się odprężyć. Leżeliśmy sobie spokojnie na leżakach i rozmawialiśmy. Chciałam przekręcić się na brzuch ale nie miałam posmarowanych ich kremem do opalania, więc poprosiłam Justina żeby mi je posmarował. Zgodził się i usiadł obok mnie. Wylał sobie troszeczkę kremu na rękę i delikatnie masował moje plecy. Nagle coś opadło na moją rękę. Uchyliłam lekko powiekę po czym spojrzałam na miejsce gdzie poczułam tknięcie i zobaczyłam biały sznureczek.
- Justin!- krzyknęłam.
- Co?- powiedział kpiąco.
- Zawiąż mi ten stanik głupku!
- Po co? Tak ci lepiej, przynajmniej opalisz całe plecy i nie zostanie ci taki biały ślad.
- Hahaha... bardzo śmieszne, a teraz zawiąż mi ten cholerny stanik!
- Dobrze, dobrze spokojnie kotku.- powiedział i zrobił to co kazałam.
Nie poleżałam sobie, w spokoju za długo ponieważ Justinowi zachciało się zabaw, że tak powiem i położył się na mnie i zaczął łaskotać. A że ja jestem uczulona na łaskotki to zaczęłam się głośno śmiać, a równocześnie prosić żeby przestał.
- Przestanę jak dasz mi buziaka.
- Hahah... niby jak, skoro mnie łaskoczesz?
- To na chwilę przestanę.
- Okej.
Chłopak się podniósł, a ja obróciłam. Po chwili znów na mnie leżał, a ja powoli zaczęłam zbliżać swoje wargi do jego. Trochę się z nim droczyłam odsuwając od niego usta ale przechytrzył mnie i złapał moją twarz w dłonie. Zatopił swoje usta w moich. Kiedy przestaliśmy się całować jak gdyby nigdy nic zaczęliśmy rozmawiać. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Dochodziła 15.00 więc wstałam i polałam Justina wodą.
- Co się dzieje?- spytał.
- Idę do hotelu.
- Ok, ja niedługo też przyjdę.
Kiwnęłam do niego głową i udałam się do hotelu. Weszłam do środka, wbiegłam po schodach na swoje piętro i weszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi i poszłam do łazienki. Opłukałam się z piachu, ubrałam się i wróciłam do pokoju. Na łóżku siedział Juss. Usiadłam obok niego i przytuliłam go. Oglądaliśmy sobie w spokoju telewizję i nagle pokazali wywiad z moim chłopakiem. Zaczęłam piszczeć i krzyczeć: "Justin Bieber w telewizji". Justin natomiast tylko się śmiał i patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Melody, uspokój się! Przecież masz mnie tutaj więc czemu szalejesz?
- Cicho bądź, Justin mówi.- powiedziałam i dalej patrzyłam w ekran.
Po skończonym wywiadzie Justin jak zawsze na koniec zaśpiewał piosenkę. Byłam w niebo wzięta.
*JUSTIN POV*
Moja dziewczyna była jak zahipnotyzowana. Chciałem ją oderwać od telewizora i uświadomić, że nie musi oglądać mnie w TV bo ma mnie przy sobie. Kiedy próbowałem to zrobić, ta powiedziała:
- Siadaj tu i oglądaj ze mną siebie.
Wzruszyłem ramionami i zrobiłem to co kazała. Kiedy program się skończył położyłem Mell na łóżku i usiadłem obok niej. Dotknąłem jej czoła. Jedno było pewne. Gorączka
się nasilała. Bieberowa gorączka. Spojrzałem na zegarek. Była 19.00. Przypomniało mi się, że miałem iść świętować zakończenie trasy ale wolałem spędzić ten wieczór z moją dziewczyną, która wolała obejrzeć mnie w telewizji więc wysłałam Chazzowi sms, że nie mogę z nimi iść i niech idą sami. Popatrzyłem na Mell i pogładziłem jej włosy ręką po czym zasnąłem.
Obudziłem się o 8.00. Zacząłem się podnosić tak, żeby nie obudzić Melody ponieważ miała opartą na mnie głowę. Najostrożniej jak potrafiłem wyślizgnąłem ramię z pod jej głowy. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Odświeżyłem się, ubrałem i zadzwoniłem do kuchni. Zamówiłem jej ulubione danie i wróciłem do swojego skarba. Usiadłem obok niej i wpatrywałem się w nią. Była taka piękna kiedy spała zarówno jak i gdy była przytomna. Uwielbiam tak na nią patrzeć kiedy ona nawet o tym nie ma pojęcia. Dziś wieczorem mieliśmy wracać do Stratford. Przytuliłem do siebie Melody i znów zasnąłem
__________________________________________________________________________________
PRRZEPRASZAM, ŻE TEN ROZDZIAŁ NIE JEST DŁUŻSZY ALE CHCIAŁAM GO WPISAĆ JAK NAJSZYBCIEJ, ŻEBY SZYBKO MÓC ZASTANAWIAĆ SIĘ NAD ROZDZIAŁEM ŚWIĄTECZNYM. JEŚLI CHCECIE BYĆ NA BIEŻĄCO Z KOLEJNYMI ROZDZIAŁAMI TU MNIE ZNAJDZIECIE: TWITTER @Beliebers0309
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz