wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 26. Merry Christmas 



Obudziło mnie pukanie, ale nic nie zrobiłam tylko przewróciłam się na drugi bok. Słyszałam głos Justina, który za chwilę do mnie podszedł i powiedział.
- Wstawaj. Śniadanie przyszło.
Uniosłam lekko powiekę i zerknęłam najpierw na talerz potem zaś na chłopaka. Lekko się uśmiechnęłam po czym wzięłam od niego tacę, położyłam na szafce nocnej i rzuciłam się na Justina. Mocno go przytuliłam i cmoknęłam w policzek.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też kochanie.
Uwolniłam się z uścisku Jusa i zjadłam śniadanie.
- A ty nie jesz?- spytałam zdziwiona.
- Nie, ja zjem sobie później.
- Nie ma mowy.- powiedziałam i oddałam chłopakowi talerz.
- Nie chcę, serio.
- Ale ja chcę więc bierz i jedz.
Justin wziął ode mnie talerz, natomiast ja poszłam do łazienki się trochę ogarnąć. Kiedy wyszłam z łazienki nikogo nie było w pokoju. Justin pewnie poszedł odnieść naczynia do kuchni więc ja wyszłam sobie na taras. Spoglądałam sobie na otaczające mnie piękno natury. Z balkonu miałam widok na ocean i plażę, na której było pełno ludzi. W pewnym momencie poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
- Justin.- powiedziałam.
- Nie był bym taki pewny czy to Justin.
Kiedy usłyszałam ten głos znieruchomiałam. Stałam tak przez ok.20 sek., po czym odwróciłam głowę, a za nią całe ciało. Byłam w ogromnym szoku, który z każdą minutą malał lub zwiększał się.
- Co...co...co ty tu robisz? Czego chcesz?
- Nic takiego, pamiętasz może tego sms'a, w którym napisałem, że będziesz moja? To się dziś spełni kochanie.
- Zostaw mnie wreszcie w spokoju!
- Ani mi się śni.- powiedział z tym swoim głupim uśmieszkiem na twarzy. Oparł obie ręce o barierkę i popatrzył na mnie. Po chwili jego ręce znalazły się na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie. Łzy powoli, ale dużymi ilościami napływały mi coraz bardziej do oczu. Ujął moją twarz w dwa palce i powoli zaczął ją przysuwać ku swojej. Nie wytrzymałam i krzyknęłam.
- ZOSTAW MNIE!
Mężczyzna tylko się uśmiechnął i pokręcił głową. Wiedziałam, że nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia dlatego chwilę odczekałam, po czym kopnęłam Jacka z całej siły w kroczę. To na niego zadziałało. Osunął się na ziemię, a ja wykorzystałam moment i pobiegłam do łazienki. Niestety jak na złość drzwi zatrzasnęły się od środka. Spojrzałam na Jacka. Szedł w moją stronę. Jedyną drogą ucieczki było wyjście z pokoju. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Wybiegłam na korytarz. Nie wiedziałam czy jechać windą czy iść schodami.. Ostatecznie zdecydowałam się na schody, ale nie zdążyłam po nich zbiec na dół. Jack złapał mnie i z powrotem wciągnął do pokoju. Nie chciałam dać za wygraną dlatego zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej potrafiłam. Niestety ten zakrył mi usta i posadził na fotelu.
- Nie pruj się, to nic ci się nie stanie.

*JUSTIN POV*
Kiedy wracałem do pokoju usłyszałem głośne krzyki dobiegające tylko z piętra, na którym byłem tylko ja i Mell. Wbiegłem po schodach na górę i wszedłem do pokoju. Kiedy zobaczyłem przy niej Jacka, bez chwili wahania podszedłem do mężczyzny i uderzyłem w twarz. Ten tylko na mnie spojrzał i wyszedł z pokoju.
- Nic ci nie jest kochanie?- spytałem.
- Nie wszystko w porządku, ale wracajmy już do domu.
Kiwnąłem znacząco głową i delikatnie pocałowałem dziewczynę.
*MELODY POV*
Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na lotnisko. Wylądowaliśmy w Toronto, a z tamtąd autem pojechaliśmy do Stratford. Justin zaparkował auto przed bramą i wysiedliśmy z niego. Weszliśmy do domu i rozpakowaliśmy się. Kwadrans później ja pakowałam prezenty oraz jakieś drobiazgi, a Justin otworzył kilka okien żeby przewietrzyć dom. Kiedy byliśmy już gotowi z powrotem wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Na drogach były ogromne korki ponieważ są święta. Gdy dojechaliśmy na miejsce, z domu wybiegły dzieci. Justin specjalnie przykucnął żeby rodzeństwo mogło się do niego bez problemu przytulić. Jaxon podbiegł do mnie, Jazmyn natomiast do Justina. Potem się zmienili. Po miłym przywitaniu weszliśmy do domu. Przywitaliśmy się z rodzicami Justina. Mój chłopak poszedł z tatą przygotować stół na wieczór, a dzieci na górę. Ja pomagałam Pattie w przygotowaniu jedzenia. Nagle poczułam, że mój telefon wibruje. Przeprosiłam Pattie i pobiegłam do łazienki. Usiadłam na skrawku wanny i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Odczytałam wiadomość.

Od: Nieznany
Wiesz, że w końcu będziesz musiała wrócić do domu? A wtedy już nikt ani nic ci nie pomoże.
P.S dziś święta. Przydałoby się odwiedzić matkę.

- Idiota!- powiedziałam sobie w myślach i wyszłam z toalety.
Po drodze wpadłam na Justina.
- Co się dzieje Melody?
- Nic, wszystko okej.- powiedziałam i cmoknęłam chłopaka w policzek.
- Na pewno?
- No jasne.- potwierdziłam i zbiegam po schodach na dół.- Nie idziesz?
- Zaraz zejdę, muszę tylko umyć ręce.
- Okej, czekam na dole.
Wróciłam do kuchni. Pattie już zanosiła potrawy na stół do jadalni. Od razu wzięłam w ręce dwa półmiski z sałatką i zaniosłam je na stół. Wracając po resztę jedzenia Justin przytulił się do mnie od tyłu i razem poszliśmy do kuchni.
- Justin, przestań proszę.
- Czemu?
- Bo cię o to proszę.
- Dobrze.- powiedział zawiedziony.
Żeby nie było mu przykro odwróciłam się i pocałowałam go.
- Mmm... to mi się podobało.
- To dobrze, a teraz idź po prezenty, ale tak żeby dzieci nie zauważyły.
- Ok.- chłopak cmoknął mnie w czoło i poszedł do samochodu.
Nagle usłyszałam szybkie kroki na schodach i głośne krzyki. Wyjrzałam przez okno. Justin wracał do domu. Pobiegłam w stronę rodzeństwa, wzięłam za ręce i zaprowadziłam na górę. Powiedziałam żeby narysowali coś dla rodziców i brata, a sama zbiegłam na dół i pomogłam chłopakowi z prezentami. Położyliśmy je pod choinką i poszliśmy do pokoju Justina. Usiadłam na łóżku i w tym samym momencie poczułam wibrację. Spojrzałam na telefon. Dzwoniła Angela, więc szybko odebrałam.
- Halo?- odezwałam się.
- Hej Melody. Dzwonię żeby złożyć ci życzenia świąteczne.
- O matko! Na śmierć zapomniałam. Przepraszam, że nie zadzwoniłam..
- Nic się nie stało. Zawsze to ty do mnie dzwonisz, więc przyszła kolei na mnie. A więc tak.
Wesołych świąt
Zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń. Żeby ci się z Biebsem układało i wszystkiego czego sobie zapragniesz w te święta.
- Dziękuję ci kochana i życzę ci tego samego, ale nie z Justinem on jest mój hahah...
- Hahah dobrze to ja już kończę. Papa pozdrów Justina.
- Ok i jeszcze raz dzięki Ann.
Rozłączyłam się i spojrzałam na Justina.
- Masz pozdrowienia od Angeli.- powiedziałam.
- Dziękuję.
- Hej, Justin co jest?
- Nic, a co ma być?
- No nie wiem dlatego pytam. O co chodzi?
- O nic na prawdę, a teraz chodź na kolację.
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Idąc w stronę schodów zapukałam do pokoju Jaxona i Jazmyn. Dzieci wyszły z pokoi i zeszły za nami na dół. Wszyscy usiedliśmy przy stole, złożyliśmy sobie życzenia i zjedliśmy kolację. Dzieci odpakowały prezenty i poszły do salonu.
- Justin mam prośbę.- powiedziałam
- Tak?
- Możemy się powoli zbierać? Chciałabym jeszcze wejść do mamy.
- Nie ma sprawy.
- Dziękuję.
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy po czym ubraliśmy się, pożegnaliśmy z rodzicami i rodzeństwem Justina i wyszliśmy. Po dziesięciu minutach byliśmy pod moim domem. Wysiedliśmy z auta i podeszliśmy do drzwi. Nacisnęłam dzwonek, a po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja mama.
- Hej mamo.- przywitałam się.
- Hej córeczko wejdź-cie.
Mama zrobiła duże oczy i popatrzyła na mnie.
- Czy to jest Justin Bieber?
- tak mamo to on we własnej osobie i tak jesteśmy parą.
- Super.- ucieszyła się.- Siadajcie do stołu i powiedzcie czego się napijecie.
- Ja poproszę herbatę, a ty Justin?
- Ja też herbatę poproszę.
- A, mamo!
- Tak?
- Gdzie jest Jack?
- Zaraz przyjdzie, jest na górze.
- Aha...
- A czemu pytasz?
- A tak jakoś.
Popatrzyłam na Justina błagająco. Chłopak objął mnie ramieniem i wyszeptał do ucha.
- Nie martw się, jestem przy tobie i jest twoja mama. Spokojnie.
Po chwili usłyszałam kroki na schodach. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacka. Spojrzałam na Justina. Czułam jak serce mi wali. Miałam ochotę stamtąd wyjść. Oparłam głowę o ramię swojego chlopaka.
 Mężczyzna jak na złość zajął miejsce przede mną. Uśmiechnął się do mnie kpiąco na co ja odwróciłam się w stronę mamy.
- Pomóc ci?- spytałam.
- Jak byś mogła.- odparła.
Wstałam i poszłam do kuchni. Wzięłam obie herbaty stojące na blacie i zaniosłam na stół, po czym zajęłam swoje miejsce. Po wypiciu herbaty i zjedzeniu niektórych potraw, które mama postawiła na stole podałam jej prezent od nas. Podziękowała i spytała.
- Jak to się stało, że jesteście parą?
- Emm... spotkaliśmy się w parku, zaprzyjaźniliśmy i zostaliśmy parą.
- Aha, rozumiem. To co? Pora na deser?
- Co? Nie mamo. Jesteśmy już najedzeni bo zanim przyjechaliśmy byliśmy jeszcze u rodziców Justina.
- Oj tam. Deser musicie zjeść. Zrobiłam tiramisu.- powiedziała i poszła do kuchni.
Jack co chwilę na mnie zerkał. Chciałam jakoś wybrnąć z tej "sytuacji" więc wstałam złapałam Jusa za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Idę pokazać Justinowi mój pokój.- krzyknęłam i wbiegłam z chłopakiem do pokoju.
- WOW!- powiedział zaskoczony.
- Co?
- Fajny pokój.
- Ah... dziękuję.
- Wszędzie widzę nie tylko fioletowe ściany, ale tak że ogromny napis Believe i moje zdjęcia. Nie no nie jest źle.
- Haha... jak widzisz jestem twoją najwierniejszą belieber, a co lepsze nigdy nie śniło mi się, że kiedyś będę dziewczyną całego mojego świata i życia.
- Jesteś też moją najwierniejszą dziewczyną. Kocham Cię.- mówiąc to chłopak podszedł do mnie i delikatnie pocałował.
- Też cię kocham, ale usiądź na moment. Muszę spakować laptopa i inne rzeczy.
- Okej, to ja sobie klapnę na twoim łóżku i popatrzę na ciebie.
- Głupek.
- Ale twój głupek.- zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się do niego i dalej pakowałam najpotrzebniejsze przedmioty i ciuchy. Po pięciu minutach byłam spakowana.
-Ok, jestem gotowa.
- To co idziemy?
- Tak.- złapałam Justina pod ramię  wyszliśmy z pokoju.
Powoli zeszliśmy po schodach.
- Mamo/!
- Tak?
- To my będziemy się zbierać. Jesteśmy potwornie zmęczeni.
- Dobrze, zapakuję wam trochę jedzenia na wynos.
- Dzięki mamuś, a gdzie Jack?
- Poszedł do garażu naprawić auto.
- Aha, to pożegnaj go od nas jak wróci.
- Dobrze, nie ma sprawy kotku.
Pożegnaliśmy się z mamą i odjechaliśmy. Po nie długim czasie byliśmy w domu. Weszliśmy do środka i od razu poszłam do łazienki wziąć prysznic. Justin zrobił to samo zaraz po mnie. W końcu mogłam położyć się w łóżku i wtulona w mojego chłopaka zasnęłam.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA. CZĘŚĆ ROZDZIAŁU JEST Z DEDYKACJĄ DLA JEDNEJ Z CZYTELNICZEK. JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANI O KOLEJNYCH ROZDZIAŁACH ZAPRASZAM NA MOJEGO TWITTERA (Beliebers0309). POZDRAWIAM KAROLA ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz