sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 23.Really?



Angela pociągnęła mnie z sobą. Szłyśmy bardzo szybko. po głowie chodziło mi jedno pytanie. Co Jack tu robi? Przecież wycofał się przy granicy Denver. Dziwne. Weszłyśmy do klubu. Usiadłyśmy przy barze, tak jak poprzednio. Ann zamówiła dla nas Martini. Wypiłam napój i powiedziałam Ann, żebyśmy już wracały. Wyszłyśmy z klubu i wsiadłyśmy do taksówki. Kwadrans później byłyśmy pod hotelem. Weszłam do hotelu, a Angela pojechała dalej. Podeszłam do recepcji i zapytałam.
- Jest już p.Bieber?
- Owszem- odpowiedziała recepcjonistka.
Podziękowałam i odeszłam. Weszłam do naszego pokoju i rozejrzałam się.
- Justin!
- Tak?
- Gdzie jesteś?
- W pokoju.-zaśmiał się i zszedł z balkonu.
Wolnym krokiem podeszłam do łóżka i upadłam na nie. Chwilę poleżałam i podniosłam się. Zdjęłam buty, poszłam do łazienki i weszłam pod prysznic. Umyłam się, po czym wyszłam z łazienki przebrałam się w piżamę i weszłam pod kołdrę. Odwróciłam się tyłem do chłopaka i zakryłam głowę pościelą. Po chwili poczułam, że kołdra się ze mnie zsuwa. Odwróciłam lekko głowę, żeby spojrzeć na Jussa. Popatrzyłam na niego przez moment i mocno go przytuliłam. Wtuliłam twarz w jego tors i momentalnie straciłam kontrolę nad swoimi emocjami. Chciałam jak najmocniej zacisnąć dłonie na jego przedramieniu, ale kiedy to zrobiłam poczułam ogromny ból przeszywający moje nadgarstki. Nie wiedziałam czemu ale zaraz przypomniałam sobie, że to wina Jacka. Cicho jęknęłam, co spowodowało że Justin od razu zareagował i spojrzał na mnie przejętym wzrokiem.
- Co się stało?- spytał
- Nic.- powiedziałam i odwróciłam wzrok.
- Przecież widzę.- ujął moją twarz w dwa palce i odwrócił w swoją stronę.- Powiedz, proszę.
Kiwnęłam znacząco głową. Odsunęłam się trochę od chłopaka i zaczęłam mu mówić wszystko co się wydarzyło. Kiedy skończyłam spojrzałam na niego. W jego oczach widziałam złość. Pogładziłam go po policzku, delikatnie pocałowałam i położyłam się, po czym zasnęłam. Kiedy się obudziłam, nie mogłam ruszyć jedną ręką. Wstałam i wyjęłam z torby bandaż. Owinęłam nim rękę i usiadłam na łóżku. Włączyłam telewizor. Chwilę posłuchałam piosenek lecących na 4fun.tv, po czym wyłączyłam TV. Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam. Nie chciałam budzić Jussa, więc tak cicho jak tylko umiałam wyszłam z pokoju. Zeszłam do stołówki i podeszłam do kelnera.
- Dzień dobry, czy mogłabym prosić śniadanie do pokoju numer 26?
- Oczywiście, co pani sobie życzy?
- Dwa talarze naleśników polane karmelem.- powiedziałam ze smakiem. Czułam jak ślina napływa mi do ust na samą myśl o tym.
- Dobrze za 10 minut przyniosę je do pani pokoju.
Podziękowałam mężczyźnie i wróciłam na górę. Weszłam do pokoju i wskoczyłam na łóżko. Justin odwrócił się do mnie tyłem i spał dalej. Nachyliłam mu się nad uchem i wyszeptałam jego imię. Nie zareagował, więc powtórzyłam czynność. Znowu nic ale wiedziałam, że chłopak nie śpi bo się uśmiechał. Wstałam, stanęłam przed nim i podniesionym głosem powiedziałam.
- JUSTIN!!
Wiedziałam, że liczył na coś kompletnie innego ale chciałam zobaczyć jego reakcję. Chłopak z wrażenia aż spadł z łóżka ale zaraz szybko się podniósł.
- Czemu to zrobiłaś?- spytał.
- Haha nie mogłam się powstrzymać. Koniecznie chciałam zobaczyć jak zareagujesz na taką pobudkę.
- Jak widzisz, udało ci się. Zobaczyłaś moją reakcję.
- Jesteś zły?- zapytałam.
- Nie, czemu? Wydaje ci się.- odpowiedział
- Przepraszam skarbie.
- Za co? Przecież nic nie zrobiłaś, tylko obudziłaś mnie inaczej niż zawsze, tak że spadłem z łóżka. Serio nic się nie stało.
- Jezu, Justin przecież mówię, że przepraszam.
- A ja mówię, że nic się nie stało.
- I co, teraz focha sobie strzeliłeś, bo obudziłam cię inaczej niż chciałeś? Spoko, tylko że ja nic takiego nie zrobiłam.
- Ale czy ja coś mówię?
- Oj nie udawaj głupiego! A to "Przecież ty nic nie zrobiłaś, tylko obudziłaś mnie inaczej niż zawsze, tak że spadłem z łóżka. Serio nic się nie stało."To co Może mi powiesz, że to była ironia?
- Robisz awanturę z byle powodu.
- Ja? To ty zacząłeś, ja cię przeprosiłam, a ty co?
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
- Melody, przepraszam cię. Masz rację. Ty nie zrobiłaś nic złego to moja wina. Po prostu po tym co mi wczoraj powiedziałaś, zostałem wyprowadzony z równowagi.
- Ja też cię przepraszam, nie powinnam była cię obwiniać o wszczynanie awantury.
Justin podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Po chwili Justin usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach. popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się.
- Kocham cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też.- odparł mój chłopak i delikatnie musnął moje usta. Mnie to nie wystarczyło i lekko popchnęłam Justina, po czym położyłam się na nim i pocałowała. Pięć minut później podniosłam się i spojrzałam na telefon. Było pięć po dziesiątej. Chwilę później usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Chciałam pójść otworzyć, ale Juss pociągnął mnie w swoją stronę.
- Justin, śniadanie przyszło.
Chłopak puścił mnie, a ja poszłam otworzyć drzwi. Odebrałam od kelnera jedzenie, a nogą zamknęłam drzwi. Usiadłam koło swojego chłopaka i podałam mu talerz.Po posiłku poszłam odnieść naczynia do kuchni, a Juss poszedł się ubrać. Kiedy wróciłam i go zobaczyłam, myślałam że śnię. Był ubrany w szarą bluzę z kapturem, czarne spodnie i fioletowe Supry, a z włosów ułożoną grzywkę, tak jak w swoim pierwszym singlu "One Time". Mocno go przytuliłam i powiedziałam ze łzami w oczach.
- Dziękuję.
- Za co?- spytał.
- Za to, że jesteś, za to, że cię mam. Kocham cię.
- Ja ciebie też kotku.
Wyszliśmy z hotelu i poszliśmy na miasto. Chodziliśmy po różnych sklepach i rozglądaliśmy się za prezętami dla naszych rodziców i rodzeństwa Jussa.Najpierw zrobiliśmy wielkie zakupy w sklepie z zabawkami. Potem Justin poszedł po prezęt dla Jeremy'ego, a ja dla Pattie i mamy. Dosyć długo szukałam odpowiedniej rzyczy dla Pattie, bo z prezętem dla mamy nie miałam najmniejszego problemu. Kiedy znalazłam odpowiedni prezęt z obiema rzeczami udałam się do kasy. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że wokoło mojego chłopaka stoi tłum dziewczyn.
Podeszłam do nich i próbowałam się tam przecisnąć. Niestety nie udało mi się, więc usiadłam na skrawku ławki i czekałam. Nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, który próbował mnie do siebie przyciągnąć. Złapałam go za rękę i powoli zaczęłam się do niego przysuwać. Było trudno, ale udało się. Siedziałam obok mojego chłopaka. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie zdziwionym wzrokiem i przyznam, że czułam się troszeczkę niekomfortowo. No bo kto by się nie czuł, podczas gdy tłum dziewczyn obserwuje cię bez słowa. Tę ciszę przerwała jedna z nich.
- Kto to jest>- zapytała.
- Moja dziewczyna.- odparł Juss i pocałował mnie w policzek.
Spojrzałam na nie. W połowie widziałam radość i uśmiechy na twarzy, a w drugiej połowie złość, smutek i zazdrość. Podejrzewam, że ta która to powiedziała nie miała żadnych skrupułów i nie obchodziło ją czy kogoś skrzywdzi czy nie. Spojrzała na mnie wrogim wzrokiem i wypaliła.
- Szmata!
Kiedy Justin to usłyszał zrobił duże oczy i spojrzał na nią. Po chwili je zmrużył i powiedział.
- Słucham?
Ona opuściła głowę.
- Melody to moja dziewczyna i bardzo, ale to bardzo ją kocham, a wy jako moje jedyne i niepowtarzalne beliebers powinniście szanować ją i moją decyzję. Powinniście się ciszyć moim szczęściem. Nie musicie jej lubić, ale szanujcie ją. Ona też zanim została moją dziewczyną była belieber i nadal nią jest. Każdy zasługuje za szacunek, także ona.- powiedział Justin
Spojrzałam na nią. Po jej policzkach spływały łzy.  Wstałam i podeszłam do niej. Objęłam ją ramieniem i mocno przytuliłam. Zrobiła to samo. Wtuliła twarz w moją klatkę piersiową i zaczęła płakać jak małe dziecko.
- Nie płacz, proszę.- powiedziałam cicho.
- Nie mogę, nie potrafię. Obraziłam cię. Przepraszam. Proszę wybacz mi.
- Już dobrze, wybaczam ale proszę nie płacz już.
- Nie panowałam nad sobą, po prostu nie chciałam żeby Justin cierpiał tak jak poprzednio, ale byłam też zazdrosna. Bardzo cię przepraszam.
- Nic się nie stało, serio. A teraz otrzyj łzy i nie płacz już.
- Dziękuję ci, jesteś wspaniała. 
- Ojej, dziękuję - uśmiechnęłam się szeroko
- To my was już puszczamy wolno i nie ma sprawy.
Justin wstał z ławki i podszedł do swojej fanki i mocno ją przytulił. Widząc to automatycznie się uśmiechnęłam. Pożegnałyśmy dziewczynki i wróciliśmy do hotelu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz