środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 4. Why me


W objęciach Justina było mi tak dobrze, a zarazem czułam się bezpieczna. Spojrzałam na zegarek w komórce, była 17.00. Już tak późno?
- Justin, muszę już iść, mama napewno się o mnie martwi. Wstałam z kanapy, zabrałam telefon i wolnym krokiem szłam w stronę drzwi. Usłyszałam za sobą głos Jeremyego:
- Nie możesz iść sama, to niebezpieczne w takiej sytuacji.
- Spokojnie dam sobie radę. - odparałam
- Nie. Ja cię odprowadzę. - odezwał się Justin
- Ale naprawdę dam sobie radę.
- Nie marudź. - powiedział Justin i złapał mnie za rękę.
Pożegnałam się z Jeremym i wyszliśmy. W połowie drogi mój telefon ponownie zawibrował. Dostałam kolejnego sms-a.

Od: Nieznany
Kochanie, widzę że już czujesz się bezpiecznie? To długo nie potrwa. Przede mną nie uciekniesz!

Po przeczytaniu tej wiadomości zatrzymałam się, podałam telefon Justinowi i zaczęłam płakać. Usiadłam na trawie i zwinęłam w kłębek. Justin uklęknął koło mnie, objął i powiedział:
- Nie bój się będzie dobrze. Obiecuję.
- Nic nie będzie dobrze. On śledzi każdy mój krok. Tam gdzie ja, tam musi być i on.
Wstałam i szybkim krokiem szłam w stronę domu. Justin podbiegł i zagrodził mi drogę.
- Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - powtórzył
Spojrzałam na niego i kiwnęłam przecząco głową. Wtedy złapał mnie w pasie, przyciągną do siebie, spojrzał głęboko w oczy i powiedział:
- Tak.
Zabrałam jego ręce i wyminęłam idąc dalej. Doszedł do mnie, złapał za rękę i odprowadził pod drzwi.
- Justin dziękuję ci za pomoc.
- Nie ma za co. Daj mi swój telefon.
- Po co? - spytałam
- Daj to zobaczysz.

Dałam mu telefon. Justin coś tam wpisał i oddał.

- Masz mój numer, pisz i dzwoń kiedy chcesz.
- Dziękuję. - przytuliłam go i weszłam do domu.

- Nareszcie jesteś. Martwiłam się. - powiedziała mama
- Wiem mamo, przepraszam.
- Idź teraz do siebie do pokoju. 
- Ok.
Pobiegłam do swojego pokoju. Nie zdążyłam wejść do środka, a już dostałam sms-a.

Od: Justin
Zamknij się w pokoju na klucz i nikomu nie otwieraj.

Zrobiłam tak jak kazał Justin. Zamknęłam drzwi na klucz i zadzwoniłam do Angeli.
- Halo? - odezwał się miły głos mojej przyjaciółki.
- Hej Ann, masz czas żeby pogadać? - spytałam
- Pewnie, dla ciebie zawsze.
- Bo wiesz, mam taki problem. Ktoś wysyła mi sms-y z pogróżkami jeśli mogę to tak nazwać.
- Słucham? Nie możliwe! - powiedziała Ann z niedowierzaniem.
- Tak Ann, już sama nie wiem co robić.
- Ann, nie gadajmy teraz o tym. Ktoś mnie podsłuchuje. Zadzwonię jutro. Cześć. 
Rozłączyłam się i podeszłam do drzwi. Spojrzałam przez dziurkę od klucza. To on. Jack.
- Cholera (!) - powiedziałam do siebie.
Po chwili usłyszałam pukanie. Nie otworzyłam, za bardzo się bałam.Spojrzałam ponownie przez dziurkę od klucza. Nikogo nie widziałam. Mój telefon znów zawibrował. Spojrzałam na ekran.

Od: Nieznany
Kochanie, jeżeli myślisz, że jak  zamkniesz się w pokoju i będziesz bezpieczna, to się mylisz. Z tąd nie ma ucieczki. Dobrej nocy.

Kiedy to przeczytałam - zamarłam. Szybko wybrałam numer do Justina.
- Halo? - odezwał się jego czuły głos.
- Justin! Ja zwariuję. Jack był pod moimi drzwiami i pukał. Nie otworzyłam mu, więc odszedł, ale zaraz potem dostałam kolejnego sms-a. Boję się, wiem że mówiłam to już 100 razy, ale ja naprawdę się boję.
- Melody uspokój się. Przyjadę jutro po ciebie i razem pojedziemy do szkoły, dobrze?
- Ok.
- A teraz połóż się i idź spać. Jutro o 6.00 będę u ciebie pod domem.
- Dobrze.
- Śpij dobrze i nie myśl już o tym.
- Dobrze.
Rozłączyłam się, wzięłam prysznic i poszłam spać. Nawet nie miałam czasu myśleć, że mój idol tak się mną opiekuje, i że w ogóle go poznałam. Obudziłam się o 5.40. Założyłam białe szorty, fioletową bluzkę z napisem I Love Justin Bieber i fioletowe Supry. Wzięłam torbę z książkami i ruszyłam w stronę wyjścia. Drogę zagrodził mi Jack.
- Dokąd idziesz? - spytał jak gdyby nigdy nic.
- Do szkoły - odpowiedziałam
- Lekcję masz od 8.00 a nie 6.00.
- I co z tego. Do szkoły mi zabronisz iść?
- Nie, ale...
 Nie zdążył dokończyć bo odepchnęłam go i wyszłam. Przed domem stało ferrari w panterkę. Wsiadłam do środka.
- Co taka wkurzona? - spytał Justin
- Jack nie chciał mnie z domu wypuścić.
- Słuchaj Melody mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Co?
- Jack jest bardzo niebezpiecznym typem!
- Z kąd wiesz?
- Mój ojciec miał z nim doczynienia.
- Ale kim on jest? Gwałcicielem, Mordercą?! Kim?
- Owszem.
- Ale co owszem? Jest Gwałcicielem i Mordercą?
- Tak.
- OMB, super.
W tym momęcie przyszedł kolejny sms, od Nieznanego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz