wtorek, 8 października 2013

Rozdział 17. What does he want?




Mimo powrotu wspomnień z tamtego zdarzenia, szłam dalej. Przyrzekłam sobie, że mimo wszystko postaram się odnaleźć swojego chłopaka… „swojego chłopaka” – jak to fajnie brzmi  -pomyślałam. Alfredo trzymał mnie mocno za rękę, bo widział co się ze mną dzieje. Byłam mu za to ogromnie wdzięczna, gdyby nie on najprawdopodobniej już dawno bym z tamtąd zwiała albo wybuchła płaczem jak pięciolatka, której zabrano ulubioną zabawkę. Wbrew pierwszemu wrażeniu Fredo był nie do zastąpienia, najlepszy przyjaciel, jakiego można było sobie wymarzyć, nie zdziwiłam się że jest najlepszym kumplem Jusa.
- Na pewno idziemy w dobrą stronę? Hallo, Melody słuchasz mnie?- spytał Fredo.
-Tak, już przepraszam, ale się zamyśliłam.- odparłam.
- To jak, dobrze idziemy?- powtórzył pytanie
- Tak, spójrz  przed siebie. Jesteśmy prawie na miejscu.- powiedziałam
Po chwili byliśmy pod drzwiami, tego domu. Nie mam pojęcia czemu Fredo pytał czy daleko, skoro miał go przed oczami. Staliśmy w bezruchu, w końcu Alfredo spytał:
- Idziesz ze mną, czy chcesz zostać tutaj?
- Idę, no co ty.- odpowiedziałam
W tym momęcie chłopak pociągnął za klamkę. Drzwi się otworzyły. W pomieszczeniu było ciemno, mimo wielu okien. Weszłam do środka pierwsza ciągnąc za sobą Fredo. Drzwi się zamknęły z głośnym trzaskiem. Wystraszyłam się i mocniej ścisnęłam rękę towarzysza, po czym usłyszałam cichy jęk.
- Przepraszam Alfredo, ale wystraszyłam się!- powiedziałam
- Ale to nie ja!- odpowiedział chłopak
- Nie ty? To kto?- spytałam
Kolejny cichy jęk.
- Z kąd dobiegają te dźwięki?- zapytałam
- Nie mam pojęcia!- odpowiedział Flores.
Zaczęliśmy rozglądać dookoła. Nigdzie ani żywego ducha. Kiedy spojrzałam przed siebie zobaczyłam blade światło ulatniające się z pokoju na końcu korytarza. Pociągnęłam za sobą Fredo i ruszyliśmy w stronę drzwi. Przeszliśmy kilka kroków i stanęliśmy przed drzwiami.  Zobaczyłam wolną dziurkę od klucza, więc zajrzałam przez nią. W środku nic nie zauważyłam, kiedy jednak spojrzałam w stronę prawą zobaczyłam czyjś cień. Był on dość duży i gruby. Wiedziałam że to nie Jack, bo przecież on taki nie jest chyba że niedawno przypakował, ale to mało prawdopodobne. Cień zaczął  się zbliżać do drzwi. Odskoczyłam i pokazałam chłopakowi żeby spojrzał do środka.
- Musimy się schować Mell!- rozkazał Fredo.
- Ale gdzie?- spytałam zrezygnowana
- Gdzie kol wiek, bo to coś zaraz z tam tąd wyjdzie.- powiedział.
Kiwnęłam głową i zaczęłam szukać miejsca do kryjówki. Zobaczyłam średnią dziurę w ścianie. Próbowałam się tak wpakować, ale nic z tego, więc próbowałam jakoś się w kulkę zwinąć. Udało się, ale ledwo. Zobaczyłam że drzwi się otwierają, a zza nich wyłania się tęga postać. Kiedy zamknął drzwi i ruszył przed siebie, jak na złość coś musiało się nie udać i to z mojej strony. Spadło jakieś pudło, a ja uderzyłam głową w ścianę, jeżeli mogę to tak nazwać i niestety jęknęłam z bólu bo przywaliłam dość mocno. Spojrzałam przed siebie postać się zbliżała. Zamknęłam oczy. Nie chciałam widzieć jego twarzy, ani tego co się teraz wydarzy. Po upływie 2min. Poczułam na przedramieniu czyjąś rękę. Przymrużyłam oczy, żeby zobaczyć chociaż cząstkę jego twarzy, ale szybko z powrotem je zamknęłam bo byłam przerażona.
- Tu się ukrywa nasz kwiatuszek. Jack mówił że jesteś bardzo ładna, ale nie myślałem że aż tak. Pewnie przyszłaś odnaleźć swojego kochasia, co? To ja ci powiem, on jest za tymi drzwiami, ale ty się tam nie dostaniesz bo ja pilnuję wejścia.- powiedział.
Przez chwilę było cicho, ale jak to mówi Angela Cisza, przed burzą. I to się sprawdziło, bo po chwili ten facet, zaczął mnie wyciągać z tej dziury. Bałam się jak cholera, bo nie miałam pojęcia co zamierza. – A jeżeli w tym momęcie ma się stać jawą mu sen, ale nie z Jackiem i nie w domu?- pomyślałam.
Powoli otworzyłam oczy i i podniosłam głowę. Patrzył się na mnie. Chciałam uniknąć jego wzroku, więc szybko opuściłam głowę i patrzyłam co robi. Podszedł bliżej mnie i przerzucił sobie przez ramię. Wiedziałam że to już koniec, więc zaczęłam krzyczeć.
- Nie krzycz, bo będzie gorzej!- powiedział mężczyzna.
- Puść mnie, albo pożałujesz!- krzyknęłam
- Hahaha… co taka kruszynka może mi zrobić, co?- odparł.
- Oj, byś się zdziwił!- powiedziałam i kopnęłam go kolanem.
Nie zareagował, więc zaczęłam znów krzyczeć. Kątem oka zobaczyłam Fredo w swoim ukryciu. Pokazywał palcem żebym nie krzyczała, zrobiłam tak jak kazał. Pokazał mi rękoma swój plan. Zgodziłam się, mimo że się bałam tego kolesia. Z całej siły kopnęłam go w krocze, ten wypuścił mnie z rąk i zaczął zwijać się z bólu, a ja zaczęłam uciekać w stronę wyjścia. Niestety drzwi były zamknięte, a mężczyzna już stawał na nogi, więc pobiegłam do jakiegoś pomieszczenia i tam się zamknęłam. Obcy dobijał się do drzwi, ale uznałam że za chwilę dam mu się złapać, bo wiedziałam że Fredo zaraz po mnie wróci.
*ALFREDO POV*
Kazałem Melody się uspokoić i dać się złapać bo miałem niezły plan. Otworzyłem drzwi do pomieszczenia, z którego wyszedł facet. Wbiegłem do środka. Zobaczyłem że zza kanapy wystaje czyjaś ręka. Podbiegłem tam i zobaczyłem Justina. Leżał w bez ruchu.
- Justin! Justin, stary obudź się, to ja Alfredo!... Cholera jasna Justin słyszysz mnie?
Cisza. Przez ok.5 minut nic się nie działo. Po chwili Justin zaczął się przebudzać. Otworzył oczy i pierwsze o co zapytał to: „Gdzie jest Melody?”.
- Jakiś facet z tąd wyszedł i ją znalazł i gdzieś zabrał, ale kazałem jej gdzieś się schować jak ją puści i potem dać się złapać, bo my po nią wrócimy.
- Co? Fredo, coś ty zrobił przecież on jest tak niebezpieczny że zrobi jej wielką krzywdę, a jeżeli nie uda nam się jej znaleźć w porę. Stanie się coś okropnego!- krzyknął Justin.
- Spokojnie drzwi są otwarte, zaraz z tąd wyjdziemy i ją znajdziemy obiecuję.- powiedziałem
Wstałem i podeszłem do drzwi. Były zamknięte.
- Cholera!- krzyknąłem
- Co się dzieje?- spytał zaniepokojony Justin
- Drzwi są zamknięte!- powiedziałem
- Co!!? Fredo cholera jasna coś ty zrobił. Ona nie ma z nim szans!
- Wiem przepraszam, ale nie pomyślałem o tym że drzwi mogą się zamknąć.
- I co teraz?- spytał Jus.
- Nie mam pojęcia, ale trzeba coś wykombinować.- odparłem
- Przydało by się.
Byliśmy w niezłym gównie. Melody jest sama i goni ją jakiś facet, ona tak długo nie pociągnie, a my jesteśmy uwięzieni w pokoju. Trzeba by wyważyć drzwi i to jak najszybciej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz